About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Wednesday, 16 May 2012

majowo-urodzinowo ciąg dalszy...

Maj to nie tylko miesiąc urodzin Amelki. Wśród naszej rodziny i przyjaciół wiele jest osób, które świętują w tym miesiącu (choćby amelkowy tata czy chrzestny).

Dokładnie tydzień po Amelce, urodził się też mały chłopczyk imieniem Łukasz
Mama Polka, tata z Nigerii, poznali się i pobrali w Walii a mieszkają w Szkocji.
Trochę to skomplikowane ale najważniejsze, że to bardzo miła rodzinka i fajni znajomi. A w niedzielę, 6 maja, zostaliśmy przez nich zaproszeni na urodziny amelkowego kolegi
Tak się złożyło, że akurat miałam w tym tygodniu urlop i z tej okazji wolną niedzielę (normalnie pracuję każdy weekend więc moje życie towarzyskie prawie z tej racji nie istnieje). Po wspólnym poranku, rodzinnym śniadaniu i wczesnym obiedzie zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy. Po drodze trochę było płaczu ze strony Amelki, która koniecznie chciała rozpakować prezent przeznaczony dla Łukaszka (w koncu tydzien wcześniej były jej urodzinki i myślała, że to jakiś spóźniony prezent dla niej), na szczęście po jakimś czasie dała sobie wytłumaczyć, że to jednak nie dla niej

Na urodzinach poznaliśmy sporo nowych osób (towarzystwo było mieszane z całego świata - Nigeryjczycy, Szkoci, Polacy, Niemka, był nawet ktoś z RPA o ile dobrze pamiętam :) ) Najważniejsze, że wszyscy (zwłaszcza dzieci, których było całkiem sporo) świetnie się dogadywali i fajnie razem bawili.

Amelka za przykładem solenizanta dała sobie pomalować twarz, ale jakoś nie docierało do niej że jest barwnym motylkiem, tylko udawała groźnego tygrysa (chciała być jak Łukasz :)) i wszyscy trochę się z niej pośmialiśmy!! Zabawnie wyglądająca mała dziewczynka, przemalowana na motyla, marszcząca "groźnie" nos i warcząca to swoje "mamuś, Amełka scary tiger - wrrrrrrrrrr" :D

Tygrys i motylek czyli Amelka i Łukasz 


Zaskakująca była też uwaga,  którą Amelka obdarzyła jednego z zaproszonych gości. Wpadł jej w oko chłopiec około 11-13 letni, imieniem Greg, którego nie wiedzieć czemu moja córka ochrzciła "Martą" :) Potrafiła za nim chodzić pół popołudnia, bawić się z nim i próbowała zagadywać po swojemu (biedny bardzo się starał z nią dogadać ale ciężko mu było bez znajomości polskiego ). Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie jego nastawienie do Amelki, woził ją na rowerku, huśtał na huśtawce, nawet w pewnym momencie usiadł w ogródku i pozwolił Amelii wdrapać się na kolana i trochę sobie "porozmawiali" a my z Markiem obserwowaliśmy ich z drugiego końca ogrodu i nie mogliśmy się przestać śmiać!

Generalnie Amelka lepiej się czuła w ogródku niż wewnątrz domu i jak tylko miała okazję to uciekała na dwór (już się nie mogę doczekać naszego własnego, małego zielonego kawałka przestrzeni).
Będzie i huśtawka i piaskownica i kto wie co jeszcze :)

Mam nadzieję, że kiedy Łukaszek przyjedzie do nas na przyjęcie urodzinowe, które planujemy zorganizować Amelce już po przeprowadzce będzie się bawił tak samo dobrze, jak my bawiliśmy się u niego :)

2 comments:

  1. ale super ;) najwazniejsze ze dobrze sie czuje w towarzystwie dzieci ;)) a Ty szykuj juz huśtawki i inne ogródkowe zabawki ;))
    Buziak dla Was

    ReplyDelete