Dokładnie tydzień po Amelce, urodził się też mały chłopczyk imieniem Łukasz
Mama Polka, tata z Nigerii, poznali się i pobrali w Walii a mieszkają w Szkocji.
Trochę to skomplikowane ale najważniejsze, że to bardzo miła rodzinka i fajni znajomi. A w niedzielę, 6 maja, zostaliśmy przez nich zaproszeni na urodziny amelkowego kolegi
Tak się złożyło, że akurat miałam w tym tygodniu urlop i z tej okazji wolną niedzielę (normalnie pracuję każdy weekend więc moje życie towarzyskie prawie z tej racji nie istnieje). Po wspólnym poranku, rodzinnym śniadaniu i wczesnym obiedzie zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy. Po drodze trochę było płaczu ze strony Amelki, która koniecznie chciała rozpakować prezent przeznaczony dla Łukaszka (w koncu tydzien wcześniej były jej urodzinki i myślała, że to jakiś spóźniony prezent dla niej), na szczęście po jakimś czasie dała sobie wytłumaczyć, że to jednak nie dla niej
Na urodzinach poznaliśmy sporo nowych osób (towarzystwo było mieszane z całego świata - Nigeryjczycy, Szkoci, Polacy, Niemka, był nawet ktoś z RPA o ile dobrze pamiętam :) ) Najważniejsze, że wszyscy (zwłaszcza dzieci, których było całkiem sporo) świetnie się dogadywali i fajnie razem bawili.
Amelka za przykładem solenizanta dała sobie pomalować twarz, ale jakoś nie docierało do niej że jest barwnym motylkiem, tylko udawała groźnego tygrysa (chciała być jak Łukasz :)) i wszyscy trochę się z niej pośmialiśmy!! Zabawnie wyglądająca mała dziewczynka, przemalowana na motyla, marszcząca "groźnie" nos i warcząca to swoje "mamuś, Amełka scary tiger - wrrrrrrrrrr" :D
Tygrys i motylek czyli Amelka i Łukasz
Zaskakująca była też uwaga, którą Amelka obdarzyła jednego z zaproszonych gości. Wpadł jej w oko chłopiec około 11-13 letni, imieniem Greg, którego nie wiedzieć czemu moja córka ochrzciła "Martą" :) Potrafiła za nim chodzić pół popołudnia, bawić się z nim i próbowała zagadywać po swojemu (biedny bardzo się starał z nią dogadać ale ciężko mu było bez znajomości polskiego ). Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie jego nastawienie do Amelki, woził ją na rowerku, huśtał na huśtawce, nawet w pewnym momencie usiadł w ogródku i pozwolił Amelii wdrapać się na kolana i trochę sobie "porozmawiali" a my z Markiem obserwowaliśmy ich z drugiego końca ogrodu i nie mogliśmy się przestać śmiać!
Generalnie Amelka lepiej się czuła w ogródku niż wewnątrz domu i jak tylko miała okazję to uciekała na dwór (już się nie mogę doczekać naszego własnego, małego zielonego kawałka przestrzeni).
Mam nadzieję, że kiedy Łukaszek przyjedzie do nas na przyjęcie urodzinowe, które planujemy zorganizować Amelce już po przeprowadzce będzie się bawił tak samo dobrze, jak my bawiliśmy się u niego :)


Słodki Motylek :)
ReplyDeleteale super ;) najwazniejsze ze dobrze sie czuje w towarzystwie dzieci ;)) a Ty szykuj juz huśtawki i inne ogródkowe zabawki ;))
ReplyDeleteBuziak dla Was