About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Tuesday, 29 January 2013

Czego jeszcze nie wiecie o Amelkowej Mamie?? ;)

Dziś za przykładem Joasi, Oli i Szminki i ja zabieram się za sporządzenie listy 100 faktów/myśli o Amelkowej Mamie, których o mnie jeszcze nie wiecie :)

Dziś pierwsza 50 (trzeba się jednak trochę nad sobą zastanowić biorąc za pisanie takiego posta)
  1. Pewno niewiele z Was wie, że poznaliśmy się z Markiem na internetowym czacie?? I pamiętać trzeba, że blisko 11 lat temu internetowe znajomości nie były tak popularne jak dziś. I nie był to żaden portal randkowy a zwykły czat na Onecie. To musiało być przeznaczenie :)
  2. Po trzech dniach "czatowania" wiedziałam już, że go kocham i pamiętam nawet, że powiedziałam wówczas do kuzynki, iż "znalazłam faceta, który w przyszłości będzie moim mężem" 
  3. Oczywiście jemu o tym nie powiedziałam bo chyba uciekłby ode mnie gdzie pieprz rośnie ;)
  4. Kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się "w realu" byliśmy już na dobre zakochani i wiedzieliśmy, że chcemy być ze sobą choćby nie wiem co!
  5. Nasze pierwsze spotkanie trwało blisko 36 godzin (korzystając z okazji, że rodzice wyjechali na wesele do rodziny, zabrałam M. do domu gdzie spędziliśmy całe popołudnie i noc w towarzystwie moich dwóch sióstr i chłopaka (obecnie męża) jednej z nich. A rankiem kolejnego dnia pojechaliśmy wszyscy razem na całodniową wycieczkę w Pieniny
  6. Od tego czasu Krościenko i Szczawnica mają w naszych miejscach wyjątkowe miejsce i wielokrotnie tam wracaliśmy. Jadąc tam kolejny raz zabierzemy z sobą Amelkę - niech miłość do polskich gór ma zaszczepioną w sobie od małego!
  7. Z wykształcenia jestem technikiem hotelarstwa oraz specjalistą informacji naukowej  i bibliotekoznawstwa (Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ) a pracuję jako opiekunka w szkockim domu starców (kwalifikacje potrzebne do pracy w tym zawodzie zdobyłam już będąc w Szkocji). 
  8. Za kilka lat nie widzę się w żadnym z tych zawodów ;) Nadal czekam aż "dorosnę" i wtedy zdecyduję co bym chciała w życiu robić ;) 
  9. Ucząc się w technikum hotelarskim, przez 5 lat mieszkałam w internacie. To była niezła szkoła życia i samodzielności. 
  10. Z tego czasu najlepiej pamiętam praktyki w hotelu Jan III Sobieski w Rzucewie k. Pucka. Jako, że byliśmy z drugiego końca kraju, przyszło nam mieszkać (razem z kolegą i 2 koleżankami z klasy) w samym hotelu. Do dyspozycji dostaliśmy 2 poziomowy apartament (kolega spał na dole, ja z dziewczynami na górze), wyżywienie w hotelowej restauracji, możliwość korzystania z wszystkich hotelowych atrakcji. W zamian pracowaliśmy 5 dni w tygodniu po 6-8 godzin dziennie (oczywiście praktyki były niepłatne) i tak przez 7 tygodni (lipiec i sierpień nad polskim morzem). To dopiero była przygoda dla 18 latki ;) Czasem wracam na stronę HOTELU, oglądam ich zdjęcia i wspominam te czasy
  11. W czasie studiów dla odmiany praktyki miałam w Miejskiej B-tece Publicznej w Bielsku-Białej, gdzie w owym czasie mieszkał mój młodszy brat (oczywiscie chodzi o miasto a nie samą b-tekę :) )
  12. Będąc w 3,4 i 5 klasie technikum współtworzyłam zarząd szkolnego oddziału PTTKu. Organizowaliśmy szkolne wycieczki, rajdy i inne różne imprezy. Poza tym z paczką przyjaciół przynajmniej 1-2 w miesiącu spędzaliśmy weekend w górach. Pieniny, Beskid Sądecki, Beskid Wysoki czy Tatry były nasze :D Z tego czasu pozostała mi wielka miłość do polskich gór, którą udało mi się zarazić Marka i którą będę próbowała zaszczepić w Amelce
  13. Jestem najstarszą z 4 rodzeństwa. Mam młodszego o rok brata - Bartka, młodszą o 3 lata siostrę Paulinę i młodszą o 7 lat siostrę Ewelinę znaną szerzej jako Pyza ;)
  14. Pseudonim ten nadałam 2 letniej siostrze będąc pod wpływem lektury Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz i przyjął się tak dobrze, że dziś po ponad 20 latach nadal jest w użyciu i to do tego stopnia, że Amelka nie ma pojęcia kto to jest ciocia Ewelina ale bardzo dobrze za to zna ciocię Pyzię ;)
  15. Do dziś jestem wierną fanką twórczości Musierowicz i z niecierpliwością czekam na każdą nową część Jeżycjady i kiedy już taka wpadnie w moje ręce cieszę się jak dziecko :D
  16. Mam dwie siostrzenice - 7 letnią Martę i 4 letnią Maję, znane niektórym czytelnikom BLOGA PYZI jako M&Msy ;)
  17. W maju ponownie zostanę ciotką kolejnej małej dziewczynki (tym razem u siostry Marka.) i już się nie możemy doczekać. 
  18. Poza tym, że jesteśmy rodzicami Amelki, jesteśmy też rodzicami Aniołka, który odszedł 1 czerwca 2008 roku. Od tej pory Dzień Dziecka ma dla nas słodko-gorzki smak.
  19. Po utracie pierwszej ciąży obiecałam Markowi, że kolejny Dzień Dziecka będziemy obchodzić we trójkę! I słowa udało się mi dotrzymać!1 czerwca 2009 roku Amelka ukończyła dokładnie pierwszy miesiąc swojego życia :) 
  20. A to zdjęcie dokładnie z tego dnia do- dziś pamiętam chwilę, w której je robiłam 
  21. Moją największą miłością (oczywiście poza rodzinką) są książki!
  22. Emigrując z kraju najbardziej żal mi było wszystkich tych książek, które musiałam pozostawić w Polsce. Do dziś u babci na strychu znajduje sie kilka kartonów naszych książek, które przekopuję za każdym razem kiedy tylko mam okazję i zawsze coś upycham w walizkach i przywoże po kilka egzemplarzy do Szkocji
  23. Zawsze przed wyjazdem do Polski przygotowywuję sobie listę nowości wydawniczych, które najbardziej mnie interesują i nie wracam z urlopu bez kilku nowych pozycji do swojej kolekcji
  24. Rodzina i przyjaciele chyba nie mają nigdy problemów wybierając dla mnie prezent bo książka to w moim przypadku zawsze jest prezent trafiony
  25. Najbardziej na świecie uwielbiam książki biograficzne czy historyczne (dobry romans historyczny to też jest to! )
  26. Filmy kostiumowe to również moja wielka miłość od czasu, kiedy jako 6 latka po raz pierwszy obejrzałam "Przeminęło z wiatrem" ;) 
  27. Bardzo interesują mnie czasy carskiej Rosji i hisotria rodu Romanowów oraz czasy elżbietańskiej Anglii i historia rodu Tudorów
  28. Od czasu wizyty na Wawelu i zauważeniu w jednej z krypt sarkofagu królowej Cecyli Renaty (kto z was wie o istnieniu takiej królowej w historii Polski?? ;)) bardziej od samych władców zaczęłam się  interesować ich żonami i kochankami 
  29. Pierwsze dwa lata naszego związku były  w większości "na odległość" gdyż Marek studiował w Warszawie a ja w Krakowie. Spędzaliśmy wówczas razem co 2-3 weekend. W życiu się tyle nie najeździłam pociągami co przez te 2 lata.
  30. Szkocja nie jest pierwszym krajem do którego wyemigrowałam. W wieku 20 lat mieszkałam i pracowałam przez jakiś czas we włoskim Salerno (nieopodal Neapolu). Od tego czasu do Włoch wróciłam tylko raz - na pogrzeb Jana Pawła II
  31. Marzę, że uda mi się kiedyś zabrać Marka i Amelkę i wrócić do słonecznej Kampanii i pokazać im cudowne wybrzeże Amalfi
  32. Po skończeniu studiów w W-wie M. przeprowadził się do mojego miasta i dostał pracę jako nauczyciel w moim byłym technikum (do którego w tym czasie chodziła jeszcze moja siostra). 
  33. Chyba niewiele osób wiedziało wówczas w szkole, że jesteśmy razem do czasu, aż w czasie matury siostry pojechałam z nią i kiedy staliśmy z M. przytuleni na korytarzu zauważył nas przechodzący mój były prof od informatyki. Nigdy nie zapomnę wyrazu zdziwienia na jego twarzy, a kiedy do nas podszedł zamiast się przywitać wykrztusił tylko " to Wy k**a razem?? :P) Dobrze, że była wtedy już byłą uczennicą bo dopiero by był skandal :D
  34. Moim największym marzeniem od kiedy skończyłam 14 lat było zamieszkanie w Norwegii (miałam i nadal mam bzika na punkcie Skandynawii i wszystkiego co z tym związane)
  35. Po skończeniu technikum planowałam zdawać na filologię norweską na Uniwerek w Poznaniu ale życie jest przewrotne i napisało własny scenariusz stawiając na mojej drodze Marka i wysyłając do Włoch ;)
  36. Zawsze chcieliśmy z M. mieć dużą rodzinę, Min 4-5 dzieci
  37. Realia życia sprawiły, że dziś myślimy o dwóch :D
  38. Po urodzeniu Amelki planowałam drugie dziecko po upływie około 2 lat
  39. W maju Amela skończy 4 latka a ja jakoś ciągle jestem na etapie planowania... ;)
  40. Jakoś ciągle mam w pamięci depresję poporodową i jak ciężko było wrócić ze wszystkim na właściwe tory. Chyba to jest główna przyczyna mojego ciągłego zwlekania
  41. Ciążowe mdłości trwające od 9 to 32 tygodnia (24/7 i kilkakrotne z tego powodu hospitalizowanie) ciągle tkwiące w mojej pamięci też nie pomagają w podjęciu decyzji o kolejnej ciąży
  42. Za to poród mimo, że trwający 40 godzin i zakończony kleszczami, wspominam dobrze dzięki cudownej angielskiej położnej, która się nami opiekowała w szpitalu
  43. W czasie porodu towarzyszył mi Marek (of course) i Mama (która akurat na ten dzień miała zaplanowany przylot do Szkocji -tak że wprost z lotniska moja znajoma przywiozła mi ją na porodówkę :))
  44. W czasie porodu skorzystałam z każdej możliwej formy znieczulenia (głównie po to bym wyczerpana jego długością mogła w tzw miedzyczasie przysnąć choć na chwilę i odpocząć). Dostałam więc po paracetamolu z kodeiną, morfinę. Gdy morifna przestała działać a ja czekałam na anestezjologa z epiduralem, przyssałam się do rurki z 'gas&air'. Z epiduralem było już cudownie ale gdy okazało się, że konieczne jest użycie kleszczy i przewiezienie mnie na salę operacyjną lekarze musieli mi podać ZZO
  45. Po porodzie od tych wszystkich znieczulaczy całe nogi spuchły mi jak balony (najbardziej łydki) do tego stopnia, ze ledwo zmieściłam się w ciążowe jeansy, które nosiłam dzień przed porodem. W pasie  zrobiły się cudownie luźne a w łydkach ledwo nie pękły. Zgodnie z przewidywaniami położnej wszystko ze mnie zeszło po upływie 2 tygodni
  46. Bardzo łatwo ufam ludziom (choć M. twierdzi, że to głupie i naiwne). Trzeba mi dopiero zaleźć za skórę, coś zrobić, żeby je stracić. U niego na odwrót, na zaufanie trzeba sobie zasłużyć.
  47. Boję się kotów choć od jakiegoś czasu po głowie chodzi mi taki futrzak (chyba to ta wizja Amelki z takim malutkim kociątkiem tak mi działa na wyobraźnię)
  48. Wizja pozostanie tylko w mojej głowie bo M. jest uczulony na sierść i musiałabym wybierać albo mąż albo kot ;) 
  49. Wierzę w przyjaźń między kobietami a mężczyznami. Już od czasów przedszkola, całą podstawówkę i technikum lepiej dogadywałam się z chłopakami. Dopiero na studiach poznałam dwie kobiety, które są mi bliskie jak siostry (Kasia&Kami uwielbiam Was - a za 9 tygodni się widzimy i idziemy na piwo)!!! 
  50. Nie mam prawa jazdy i szczerze mówiąc nie widzę siebie za kierownicą!
CDN....

Friday, 25 January 2013

paszportowo po raz ostatni

W końcu, po 21 tygodniach od rozpoczęcia całego procesu starania się o wyrobienie Małej paszportu mamy go w rękach! O całej drodze do jego zdobycia pisałam już wcześniej tutaj KLIK i tutaj KLIK więc nie będę do tego wracać! W każdym razie nadal uważam, że wszystko ciągnęło się skandalicznie długo!
No ale najważniejsze, że jest i że za 9 tygodni o tej porze będziemy siedzieć już na walizkach i odliczać godziny do odlotu do Polski!
YUPI!!!! :)

A na zakończenie wieczoru piosenka, którą śpiewałyśmy dziś z Amelką przed snem w ramach kołysanki ;)
Specjalnie wybrałam wersję z napisami, bo jednak jest to w tradycyjnym szkockim, który chwilami z angielskim niewiele ma wspólnego ;) (Kiedyś o szkockim języku, slangu rodem z Glasgow i mojej miłości do szkockiego akcentu powstanie osobny post ;))

Miłego słuchania i dobranoc

♫ Ally, bally, ally bally bee ♫

Thursday, 24 January 2013

nie ma to jak zacząć dzień od uśmiechu :)

Dziś rano, przeglądając fb natknęłam się na taki oto obrazek:


I to wystarczyło by przywołać uśmiech na twarz.
A kilka minut później przybiegła do mojej sypialni Amelka i z głośnym śmiechem wskoczyła mi do łóżka.
Na łaskotaniu i wygłupach upłynęła nam pierwsza godzina dnia. 
Poźniej było śniadanie w łóżku i picie kawy w towarzystwie siostry i siostrzenicy (wirtualne co prawda ale lepszy skype niż nic ;))
A teraz Amela demoluje swój pokój "musić bawić się Mamuś" a ja biorę się za mega porządki, które chodziły za mną już od dłuższego czasu (mycie okien, pranie firan i takie inne ;)) ale po tak miłym poranku nawet sprzątanie mi nie straszne ;)

Miłego dnia wszystkim życzymy z wagarowiczką Amelką ;)

*zdjęcie pochodzi z internetu

Wednesday, 23 January 2013

...?

Wracając dziś z przedszkola rozmawiamy sobie z Amelką o tym jak jej minał dzień.
Przechodząc obok jednego z sąsiednich domów, Mała nagle zatrzymuje się i jak urzeczona wpatruje w małego pieska siedzącego w oknie i obserwującego wracające do domu dzieciaki.
Amela do mnie: "Look Mamuś! Piękny piesek! I like dogs!"
I zaraz potem pytanie, którego się co prawda spodziewałam ale tak za rok albo dwa!
-"Can I have a pet Mummy??? Can I! Can! CAN I!"


I co tu odpowiedzieć Małej, która chce zwierzątko wiedząc, że w tej chwili nie specjalnie są na to szanse??
Powiedziałam jej tylko, że musi zapytać taty bo to on tu jest szefem!
Niech ma i kombinuje jak by to córce wytłumaczyć ;)

Tuesday, 15 January 2013

Amelia&koraliki

Dziś coś specjalnego :)
Bardzo rzadko wrzucam na bloga filmiki (jeśli już to najczęściej jakąś muzykę) ale dziś postanowiłam się podzielić z Wami nagraniem, które popełniliśmy z Amelkowym Tatą w ostatnią niedzielę (13.01.13).
Amelka już po kąpieli ale jeszcze kilkanaście minut przed zaśnięciem.

Moje Malutkie Słoneczko zajęte nawlekaniem koralików (tak naprawdę to pociętych na kawałeczki słomek do napojów) na włóczkę :)
Ja sama dużą część niedzielnego popołudnia zajęta byłam moimi haftami a że dziecko chciało się przyłączyć wymyśliłam jej zabawę, która nie obejmowała udziału igieł :)
Amela ze szczęścia aż zaczęła podskakiwać a jak juz w koncu usiadła i zajęła się pracą tak miała zajęcie na blisko 3 godziny!!!!
Nawet do kąpieli chciała ze sobą zabrać wszystkie sprzęty - ostatecznie zgodziła się je odłożyć na kilka minut pod warunkiem, że jej pozwolimy dokończyć zabawę kiedy będzie już w łóżku!
I oto efekty!

A przy okazji próbka konwersacji z Amelką - przyda sie znajomość angielskiego ;)

Miłego oglądania :)

Monday, 14 January 2013

Pani Zima...

....przyszła do nas wczoraj rano a po południu już nie było po niej śladu ;)
Ale cóż - takie są szkockie zimy (no może poza zimą "stulecia" sprzed 3 lat, kiedy to zasypało nas prawie na miesiąc ale to już stare dzieje ;))

Zaraz po śniadaniu, Amela, która z podekscytowania ledwo mogła usiedzieć na pupie zarządała ubrania w kombinezon i wypuszczenia jej do ogródka :)
Śniegu było nie za wiele, ale dla 3 latki nawet ten centymetr pokrywający trawę i wielkie płatki spadające z nieba to już było wielkie COŚ!
Nawet tata zwabiony zaraźliwym śmiechem Małej dał się przekonać do wyjścia z ciepłego domku i wziąć udział w bitwie na śnieżki (a nawet podjęli pierwszą próbę zrobienia bałwana ale okazało się, że śniegu jest zbyt mało i jest zbyt mokry).

Resztę tradycyjnie niech dopowiedzą zdjęcia :)


Saturday, 12 January 2013

rodzinna sobota

Co można robić z rodzicami w sobotni dzień? Kiedy świeci słońce i za oknem styczeń bardziej przypomina późny marzec?? ;)

Najlepiej zacząć od tego by dać się rodzicom wyspać. Do 9.45! Tak! Tak! Właśnie taką godzinę zobaczyłam dziś na zegarku kiedy zaspana otwarłam oko (drugie tradycyjnie jeszcze spało ;)) W tym samym czasie obudził się też M. i oboje poszliśmy do pokoju Amelki, gdzie znaleźliśmy ją przeciągającą się rozkosznie i zakopaną w kołderce i poduchach po same uszy :) 
Po tradycyjnej porannej dawce przytulania, buziaków i wyznawania sobie jak się wszyscy bardzo kochamy Tata i Amela zeszli na dół do kuchni, gdzie zabrali się za przygotowywanie pysznego twarożku ze szczypiorkiem na śniadanie (już wczoraj wieczorem zaplanowali co będą robić i Amela obiecała swoją pomoc). Ja wróciłam jeszcze na 15 min do łóżka by szybko przejrzęć zaprzyjaźnione blogi i sprawdzić pocztę. Kocham takie poranki! A fakt, że zdarzają się nam dosłownie kilka razy w roku sprawia, że wszyscy cenimy je nad wyraz mocno! 

Po śniadaniu tata z Amelką wybrali się do ogródka posadzić naszą choinkę (została zakopana w pojemniku, żeby łatwiej można ją było wykopać w przyszłym roku ;)) i poprzycinać deseczki, z których w przyszły weekend planują zbudować karmnik dla ptaków :) Mama mogła w tym czasie spokojnie posprzątać dom nie martwiąc się, że małe stópki zadepczą mi świeżo wymyte podłogi ;) 

Amelka nadzorująca tatę kopiącego dół na choinkę i posadzone już drzewko:

I deseczki też jakoś się szybko pocięły z TAKĄ pomocnicą ;)

A kiedy jeszcze do pomocy dołączył Misiek to już w ogóle poszło jak burza :D







Friday, 11 January 2013

leniwy dzień....

Nie ma to jak spać do 9.30, zjeść śniadanie w łóżku, zostając w nim niemal do 11.30 oglądając z dzieckiem  "Małą Syrenkę" (jednym okiem oglądając, drugim dosypiając jeszcze kilka min ;)). A potem wstać i stwierdzić, że umycie, ubranie siebie i Małej i pościelenie łóżek to wykonanie 150% planu na dzisiejszy poranek ;) 
Poza tym nie chce mi się dziś robić absolutnie NIC!
Pewno coś sobie dziś jeszcze poczytam, popiszę, pohaftuję, pomalujemy z Amelą paznokcie (nie ma szans, żeby się nie przyłączyła kiedy zobaczy, że wyciągam wszystkie "sprzęty" ;)) i obejrzę jakiś dobry film czy serial albo namówię M. na grę w Monopol! W każdym razie cokolwiek bym nie wybrała z powyższej listy będzie to coś przyjemnego! Ha! 


Jeszcze żeby mieć taką altankę, z TAKIM łóżkiem i w taką pogodę jak na zdjęciu to już w ogóle bym nic do szczęścia nie potrzebowała :) 

Zdjęcie z Internetu 

Oh happy lazy day!

Thursday, 10 January 2013

nudno??

Ponoć kiedy pada deszcz i za oknem szaro i buro dzieci się nudzą.
Ale nie u nas :)
Co prawda moża by włączyć tv ale co dobrego wyjdzie z tego, że mała przesiedzi kilka godzin przed bajkami, które notabene pewno widziała już z milion razy? 
Jednym z noworocznych postanowień jakie poczyniłam w tym roku (tak tak - i mnie też nie ominęło ;)) było ograniczenie Amelce czasu spędzanego przed tv. Zamiast tego zdecydowaliśmy z Markiem bardziej rozważnie dobierać jej zabawy i gry i starać się spędzać z nią jak najwięcej czasu tzw. "one to one" :)
Dziś już od powrotu z przedszkola Mała domagała się włączenia jej bajek, na co oczywiście stanowczo się nie zgodziłam. I choć początkowo bardzo się jej to nie spodobało i głośno protestowała a nawet próbowała wymusić na mnie zmianę decyzji wielkimi jak grochy łzami (w tym jest najlepsza - wielki lament i płacz ma na  zawołanie - nawet panie w przedszkolu stwierdziły, że kiedy coś jej się nie podoba to oczy zamieniają się w sekundę w dwa wodospady ;)) to szybko odwróciłam jej uwagę angażując w pomoc w przygotowaniu obiadu. A co jak co ale gotować i generalnie pomagać w kuchni Amela uwielbia! 
Po obiedzie znów próbowała wspominać o tv ale sprytna mama znów szybko odwróciła uwagę i zagadując zabrała na górę do amelkowego pokoiku :) A kto widział pokój małej ten wie jak doskonale nadaje się on do zaszycia się w nim z zabawkami na całe godziny! (zdjęcie dla zobrazowania o czym mówię ;))


Podobnie było i dziś! Małej wystarczył rzut oka na pokój, ogarnięcie wzrokiem wszystkich zabawek i podjęcie błyskawicznej decyzji - dziś robimy piknik wszystkim lalom, misiom i innym Swinkom Peppom ;) 
A jak się zabawa rozkręciła to i mama przestała być potrzebna i wyproszona  z pokoju a drzwi zatrzasnęły się z hukiem :P

Kolejne zdjęcie przedstawia Krasnalińską w otoczeniu wszystkich zabawek zaproszonych dziś do  zabawy (aż się boję pomyśleć ile będzie złości i protestów kiedy będzie to wszystko trzeba odłożyć na miejsca przed spaniem ;)) a jeszcze przed rozłożeniem wszystkich plastikowych talerzyków, kubeczków, jajek i innych piknikowych przekąsek ;) Wystarczy trochę wyobrazni i zabawa lepsza niż wszystkie kreskówki telewizyjne na świecie gotowa ;) 





Wednesday, 9 January 2013

spóźniony Mikołaj :)

Jak już wspominałam we wcześniejszych postach, ze względu na ospę i uziemienie w domu Amelkę ominęło tegoroczne przyjęcie świąteczne w przedszkolu, podczas którego dzieci odwiedził Mikołaj.

Jak się wczoraj okazało nie zapomniał on o Amelce i zostawił opiekunkom prezent dla niej :)
Tuż po wejściu na salę, Małej został wręczony pakunek i pozdrowienia od Świętego. Co prawda sprawiło to chwilowych kłopotów bo Amelka zakochana w samej idei dostawania prezentów, za nic nie pozwoliła mi go zabrać do domu. Nie zechciała go też od razu otworzyć, za to na każdą moją i pań opiekunek sugestię, żeby go odłożyć na bok na czas zabawy reagowała histerycznym krzykiem! Najważniejsze, że prezent ładnie zapakowany był i to już był powód do szczęścia :) Najchętniej Krasnalińska by się do niego przytuliła i spędziła całe popołudnie taszcząc wszędzie ze sobą! 
Widocznie jednej z pań udało się Amelę przekonać do schowania pakunku do czasu wyjścia do domu, bo kiedy po nią wczoraj przyszłam to Mała ładnie bawiła się z innymi dziećmi a prezencik leżał na szafie :)

Jeszcze nigdy droga powrotna z przedszkola do domu nie minęła nam tak szybko! Amelę tak napędzała chęć zdarcia papieru i dostania się do prezentu, że nawet nie spojrzała na mijane po drodze 2 place zabaw (normalnie to ucieka mi za każdym razem i ciężko ją namówić na powrót do domu ;)).
A w domu okazało się, że aby otworzyć prezent trzeba było najpierw posprzątać w amelkowym pokoju wszystkie zabawki (miejsce wyglądało jak po przejściu małej trąby powietrznej). Tu również czekało mnie zaskoczenie bo jeszcze nie widziałam Małej aby tak szybko i bez marudzenia pozbierała wszystkie swoje sprzęty.

A kiedy w końcu można już było dostać się do prezentu, Amela wyglądała tak: 


Jedynie małe zdziwienie wzbudził u niej fakt, że na pudełku zauważyła logo znanej sieci supermarketów i przez chwilę zastanawiała się czemu Mikołaj robił tam zakupy skoro od prezentów ma elfy?? 

Ja sama do domu też nie wróciłam z pustymi rękami (oczywiście poza dźwiganiem amelowego plecaczka i prezentu), okazało się bowiem iż wygraliśmy z Markiem upominek w loterii fantowej (losowanie miało miejsce w czasie wspomnianego już przyjęcia świątecznego). 
A oto co dostałam:


Zestaw do relaksującej kąpieli zawierający: różany żel do kąpieli, gąbkę, świeczkę, rękawiczki kąpielowe i obłędnie pachnący krem do rąk :) 
Zgadnijcie co będę robiła dziś wieczorem???? 


Monday, 7 January 2013

Grudniowo - zdjęciowo...

Dziś pierwszy dzień mojego tak baardzo długo wyczekanego urlopu. 
Wczorajszego nie liczę bo pół i tak przespałam po ostatniej przepracowanej nocce a drugie pół spędziłam porządkując i segregując wszystkie znajdujące się na strychu pudła z ubrankami dziecięcymri, z których wyrosła Amelka. 
Oj nazbierało się tego nie powiem - chyba nawet mogłabym otworzyć z tego mały komis czy inny SH.

No ale nie to miało być przedmiotem posta :)

Na specjalne życzenie mojej mamy, która i tak już długo i cierpliwie czeka na jakieś nasze świąteczne zdjęcia - specjalna fotorelacja - nie tylko ze świąt ale też z całego grudnia. Miesiąca, który udało mi się przechorować w całości. Blogowanie było wtedy na ostatnim lub prawie ostatnim miejscu mojej listy zadań i mimo szczerych chęci za nic nie było mi po drodze do komputera.

Każdą wolną chwilkę wykorzystywałam na odsypianie nocek (niestety musiałam pracować cały okres świąteczny - po cztery 12godzinne nocki tygodniowo - łącznie z nocą w Boże Narodzenie i w Nowy Rok).
A święta odbyły się u nas głównie dzięki teściowej, która przejęła kuchnię w swoje ręce i z pomocą Amelci przygotowała wszystkie wigilijne potrawy. Ja tylko upiekłam piernik i tort straciatella a Marek przygotował łososia. Wszystko inne - teściowa! 

Wracając do zdjęć:

Wraz z nadejściem zimy (a właściwie to już od połowy listopada) przywitało nas pięknie udekorowane centrum handlowe. Amelia oszalała na punkcie choinki - ale sami powiedzcie - czyż nie robiła wrażenia?? 


Początek miesiąca przyniósł też pierwszy (i jak do tej pory ostatni w tym roku ;)) opad śniegu - dobrze, że Amelkowy Tata pamiętając o blogu (ja byłam w pracy) uwiecznił reakcję Amelki w ten pierwszy śnieżny poranek :)


Mikołajki spędziliśmy w tym roku wszyscy razem w domu - zaplanowane już od dłuższego czasu na ten dzień mieliśmy ubieranie choinki i dekorowanie domku (plany trochę popsuła moja choroba, która już wtedy porządnie dała mi popalić i sprawiła, że nie cieszyłam się tymi wszystkimi przygotowaniami jak należy).
Oczywiście sam dzień zaczął się od znalezienia prezentów pod poduszkami (w Ameli przypadku w nogach łóżka ale nie będziemy się przecież czepiać szczagółów ;))


Pierwsza w życiu lalka Barbie i książeczka ze świątecznymi opowiadaniami Disney'a sprawiły wiele radości pewnej małej zaspanej dziewczynce :)

A później było już dekorowanie choinki i domu:



Nawet mój haft świąteczny znalazł swoje miejsce i zawisł na ścianie przy schodach :)

Druga połowa grudnia miała nam upłynąć pod znakiem przedszkola i wystawianych przez maluchy jasełek oraz pierwszego przedszkolnego christmas party. Niestety ospa, którą odkryłam u Małej 14 grudnia skutecznie uziemiła nas na kolejny tydzień. Albo ja albo M. musieliśmy zmieniać się przy Amelce i nie było mowy o jakichkolwiek zaplanowanych długo wcześniej ostatnich świątecznych zakupach. Na szczęście 20 grudnia przyleciała teściowa i Krasnalińska miała już z kim zostawać w domu i spędzać czas na zabawie a my z Markiem mogliśmy się w końcu wyrwać razem na podbój centrum handlowego...

A Amela bawiąca się z babcią wyglądała tak:
(piekąc ciasteczka i spacerując w 2gi dzień świąt)


Później były święta - 
trzeba było rozsypać w wigilijny poranek reniferkowy pokarm w ogródku, żeby mieć pewność, że dowiozą Mikołaja i w nasze (a zwłaszcza amelkowe) progi ;) 


A po pysznej kolacji, kiedy Amela z babcią wyszły do ogródka sprawdzić, czy renifery złapały przynętę, odwiedził nas sam Święty i przyniósł wielką górę prezentów :)
Mina Amelki kiedy wróciła do domu i zobaczyła co na nią czeka była bezcenna! 
Początek otwierania prezentów udało się nam nagrać, ale że cała akcja trwała w wykonaniu małej blisko 2.5 godziny (samo otwieranie pakunków) bo zabawy nowymi sprzętami to już nawet nie policzę, szybko wyczerpaliśmy kartę pamięci i niestety wszystkich reakcji Małej nie mamy. Dobrze, że są jeszcze zdjęcia :)


Oczywiście zgodnie z tutejszą tradycją i korzystając z mega wyprzedaży w drugi dzień świąt odwiedziliśmy i my centrum handlowe (stąd te wczorajsze porządki w ubrankach - Mała ma pół szafy nowych ubrań więc część trzeba było już odłożyć). 

27 grudnia korzystając z obecności babci bardziej niż chętnej do zaopiekowania się wnuczką, byliśmy z Markiem w kinie na "Hobbicie", o czym wspominałam już we wcześniejszym poście.

Nowy Rok przywitaliśmy też we własnym rodzinnym gronie przy dobrym jedzonku i muzyce, zabawiani przez tańczącą i śpiewającą Amelkę :)

Dawno chyba nie mieliśmy takich udanych, ciepłych i rodzinnych świat. Lepiej byłoby jedynie gdybym była zdrowsza. 

Kto wytrwał do końca??
:)






Friday, 4 January 2013

pierwsze wyjście do kina...

 Ostatniego dnia pobytu babci Emili (mamy M.) postanowiliśmy wybrać się z Amelą do kina. 
Dla córci miało to być pierwsze takie wyjście w życiu.
Ciekawa i pełna niepokoju czekałam na reakcję Małej, która szczególnie nie lubi nagłych, głośnych dźwięków..
Jak zwykle okazało się, że moje obawy były niepotrzebne. Owszem, kilka razy chciała zasłonić uszka rękami (a raz próbowała włożyć do uszu popcorn :P) ale nie uciekała z krzykiem ani nie domagała się powrotu do domu :)

Na wejściu zarządała by jej kupić popcorn (duźiiii mamuś!!) i z wielkim pudłem i pełna ciekawości dała się zaprowadzić do sali kinowej! 
Trochę nudziła się na reklamach (chyba z pół godziny trwały) ale kiedy zaczął się film dala się wciągnąć i poza kilkoma drobnymi próbami oglądania sie do tyłu oraz przytulania się raz do mnie, raz do M. i jednorazowej wizyty w wc wytrzymała super do końca i nie chciała za bardzo zbierać się do wyjścia :)


Pierwsza wizyta w kinie zaliczona i to na dodatek super udana!

Następny raz za 1.5 tygodnia - obiecaliśmy sobie z M., że spróbujemy przynajmniej raz w miesiącu z nią wychodzić i spędzać taki rodzinny dzień! 


Polecamy wszystkimi kinomaniakom "Epokę lodowcową 4" - super film dla całej rodzinki :)