About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Tuesday, 31 December 2013

co to był za rok???

Cieszę się, że ten rok się już kończy.
Miało być zdjęciowo i podsumowująco. Ale nie będzie.
Niech się zacznie nowy rok i ja zacznę się pojawiać na nowo i bardziej regularnie (moje jedyne postanowienie noworoczne tym razem ;) )

Napiszę tylko, że grudzień to chyba najlepszy ze wszystkich mijających miesięcy był.
Było spokojnie, rodzinnie i tak jakoś swojsko tak jak marzyłam, żeby było przez większość mijającego roku.
W końcu uspokoiło się nam życie na froncie zdrowotnym i pracowym i udało się nam złapać trochę oddechu i wejść w ten nowy rok z uśmiechem :)

Nie ukrywam, że mam jakieś takie głębokie przekonanie wewnętrzne, że ten 2014 rok przyniesie jeszcze więcej zmian i to tylko tych na lepsze. Nie mogę się ich doczekać :)

Wszystkim moim blogowym czytaczom i czytaczkom życzę by nadchodzący Nowy Rok przyniósł spełnienie pokładanych w nim marzeń, planów i oczekiwań. Niech będzie zdrowy, spokojny, rodzinny, przyjacielski, niech przyniesie wyzwania i siły do mierzenia się z nimi :)

Bawcie się dobrze dzisiejszej nocy nie ważne czy to na domówkach, wielkich balach czy przyjęciu weselnym (jak większa część mojej rodzinki w Polsce ;) )

Ja dziś będę świętowała w pracy. Chyba po raz pierwszy od kiedy znamy się z M, nie spędzimy tej nocy razem ale On z Amelą mają w planach wystrojenie się w piżamy i spędzenie wieczoru przy pizzy i oglądaniu tv :)


zdj ze strony www.­newshoks.­com/­new-­year/­happy-­new-­year-­2014-­funny/­6638.­html

Friday, 20 December 2013

przedświątecznie.....

Do świąt już coraz bliżej, coraz większa gorączka nas ogarnia.
To jakieś ostatnie zakupy, sprzątanie, gotowanie i pakowanie prezentów.
Gdzieś ostatnio przeczytałam, że ludzie zwyke myślą, że ich najlepsze święta to te z czasu, kiedy było się dzieckiem ale później okazuje się, że mając swoje dzieci najlepsze święta to właśnie te spędzone z nimi i przygotowywane specjalnie z myślą o nich.
 W tym roku jakoś wyjątkowo mocno czuję, że te święta będą bardzo skierowane na Amelę, wszystko co robię - robię z myślą o niej i jestem mega podekscytowana wizją świątecznego poranka i odpakowywania prezentów, śpiewania świątecznych piosenek i kolęd, opowiadania jej historii wigilijnej, czytania świątecznych opowiadań :)

A dziś już, żeby wprowadzić się w świąteczny nastrój byłam z Małą w przedszkolu na jej "Christmas Party". O mało planów nie pokrzyżowała nam co prawda wstrętna choroba i mega duszący kaszel u Amelki, ale wczorajsze zostanie w domu i intensywna kuracja syropkami przyniosła efekt i bardziej się dziś nie pochorowała i była w stanie iść na te 2 godziny. Fajnie było tak popatrzyć na te blisko 50 trzy i czterolatków i ich reakcje w zetknięciu z Mikołajem :)


 Amelia z najlepszą przyjaciółką Nicolą - cieszą się z prezentów od Mikołaja :)
Mała przerwa na coś słodkiego 

 W towarzystwie koleżanek i kolegów :)

Tuesday, 20 August 2013

She is back home!

Amela po 7 tygodniowych wakacjach u babci w Polsce w końcu wróciła do domu :)
Dziś ostatni dzień wakacji a od jutra powrót do przedszkola i codziennej rutyny.
W związku z tym wracamy i my do blogowania!

Napiszemy trochę o tym co się działo i gdzie byliśmy jak nas nie było a później miejmy nadziejebędzie już powrót do regularnych postów o emigracyjnej codzienności pewnej 4 latki i jej rodziców :)

A na zachętę zdjęcie mojej małej -wielkiej dziewczynki :)


Nie mogę się napatrzeć na nią i nadziwić jak bardzo zmieniła się w ciągu tych kilku tygodni spędzonych poza domem

Thursday, 20 June 2013

dwa tygodnie...

Dwa tygodnie (a nawet niecałe) zostało do naszych wakacji :D
Ciężko trochę uwierzyć, że tak szybko minął czas od naszej kwietniowej wizyty w Polsce i że to już pora na kolejną :)

Tym razem ciężko mi się ze wszystkim zorganizować i jeszcze nie czuję tego napięcia przed podróżą.
Pewno wszystko zmieni się w ostatniej chwili.

Poza tym dziwnie niespokojne dni w pracy, ciągłe kontrole, jakieś problemy, wizytacje regionalnych dyrektorów o 5.30 nad ranem.
Dobrze będzie znów uciec od tego wszystkiego na te kilkanaście dni!

Tuesday, 11 June 2013

Amelkowe rozmowy...

dziś krótko ale jeśli tego nie zapiszę to zapomnę
a jak zapomnę to będzie mi szkoda :)

Tata rano budzi Amelkę "pora wstawać"
Amela: "nie tato! Jak skońciem spać!"
:)

No i niestety musiała skończyć wcześniej niż planowała



ps. zagadka - Co przedstawia zdjęcie?? 

Monday, 10 June 2013

aktywna niedziela

Po leniwej sobocie przyszła pora na bardziej aktywny odpoczynek :)
Jako, że pogoda nadal nas rozpieszcza postanowiliśmy wczoraj po obiedzie (i przynajmniej częściowym odespaniu nocnej zmiany przeze mnie), skorzystać z faktu, że jesteśmy wszyscy razem (co ostatnio bardzo rzadko sie zdarza) i wybyć z domu na kilka godzin.

15 minut jazdy samochodem i znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie,w którym udaliśmy się na blisko 2 godzinny spacer :)

Góry, las, jeziora a do tego piękne słońce i lekka bryza znad wody sprawiły, że było idealnie :)
Przepis na wymarzone rodzinne popołudnie gotowy :)



                               I pomyśleć tylko jak piękna jest Szkocja w promieniach słońca :)



Amelka dzielnie dawała radę i większość trasy pokonała samodzielnie na swoich małych nóżkach....

....tylko przez chwilkę, kiedy zrobiło się bardziej stromo skorzystała z ramion mamy :)


Saturday, 8 June 2013

bardzo leniwa sobota....

Nie ma to jak przyjść po pracy do domu, przespać kilka godzin i obudzić przy dźwiękach świergotu ptaków  za oknem i z promieniami słonecznymi przebijającymi zza zasłon :)

Jeśli dodać do tego perspektywę pysznego obiadu przygotowanego przez M. (pieczony słodki ziemniak z nadzieniem z twarożku, wędzonego łososia, ogórka i koperku - MNIAM!!!) i spędzenie kilku kolejnych godzin w ogródku na kocyku i z ciekawą książką w towarzystwie bawiącej się obok Amelki i męża, to aż chce się żyć!!!!!!!!!!!

Nawet perspektywa wyjścia do pracy za kilka godzin nie jest az tak bardzo przygnębiająca!
Bo jutro zapowiadany kolejny piękny dzień i na dodatek wolna nocka :D

Wszystkim spragnionym słońca przesyłam miliony ciepłych promyków :)

 temperatura w cieniu.........














 moje Słoneczko :)


 a jak jest za gorąco zawsze można się schować w namiociku :)

Wednesday, 5 June 2013

upalnie......

W końcu do Szkocji zawitało lato!
Zima ciągnęła się niemiłosiernie, wiosna nie mogła się długo zdecydować czy przyjść już czy poczekać jeszcze kilka dni.
Za to kilka dni temu lato eksplodowało całą swoją mocą! I tak trwa :)

Śpiew ptaków budzi już człowieka o 4 rano, intensywne zapachy drzew i krzewów z parku niemal oszałamiają.

Amela zaczyna dzień od zabawy w ogródku (często jeszcze w piżamie, kiedy ja w kuchni przy otwartych drzwiach i oknie robię śniadanie) i kończy go albo w parku albo w piaskownicy, skąd często na siłę i przy akopaniamencie krzyków ląduje prosto w wannie :)
Nawet w przedszkolu większość dnia spędza na świerzym powietrzu!

Wszyscy nabraliśmy lekkiej złotej opalenizny i tryskamy energią jak nigdy!
Nawet porządki w domu robi się jakby łatwiej i szybciej :)
Oby ta pogoda została z nami jak najdłużej!!!!!







Jak nie w parku przed domem to w ogródku na tyłach domu :)
Najlepiej wygrzewać się w słoneczku w piaskownicy albo na huśtawce :)



                                  Park dzisiaj i błękitne niebo.....




Przy drzwiach wejściowych -tulipany niezdecydowane  - przekwitnąć już? Czy może jeszcze nacieszyć się słońcem kilka dni?? :)

Tuesday, 4 June 2013

Gala Day 2013 i Dzień Dziecka

W tym roku 1 czerwca był nie tylko dniem dziecka :)
Z racji, iż data ta przypadła na pierwszą sobotę czerwca zrównał się on z obchodami tzw Gala Day.
Gala Day zwana też Family Fun Day albo Childrens Gala, jest to (obchodzony głównie w Szkocji) jeden z ważniejszych dni w życiu miasteczka. Głównym punktem obchodów jest parada, przechodząca ulicami miejscowości. Zazwyczaj biorą w niej udział miejscowe organizacje tj orkiestry, kluby sportowe, szkoły tańca czy w naszym przypadku przedszkole a nawet przedstawiciele miejscowego pubu :)

W dzień poprzedzający główne uroczystości wybierani są "król i królowa" gali, którzy później wraz z towarzyszącym im "dworem" przewożeni są na specjalnej platformie ulicami miasta :)

Sam zwyczaj obchodzenia tego dnia wywodzi się jeszcze z czasów pierwszej wojny światowej, kiedy to w wielu szkockich miasteczkach organizowano specjalne festiwale, których głównym celem była zbiórka funduszy na czerwony krzyż i inne organizacje charytatywne wspierające głównie osoby poszkodowane w czasie wielkiej wojny.

Gala Day w naszym miasteczku, w tym roku przebiegała pod hasłem "super heroes" stąd taka ilość maszerujących w paradzie spidermanów i innych batmanów :)
Ja ze względu na pracę w noc piątkową, sobotnią i niedzielną nie bardzo wiedziałam jak będę się czuła i czy w ogóle wybierzemy się na galę przezornie nie zapisałam Amelki do udziału w paradzie (choć jej przedszkole corocznie dzielnie maszeruje) i dziś trochę żałuję. 
Pogoda była piękna jak nigdy i chyba dodatkowo ze względu na dzien dziecka zdarłam się z łóżka po 3 godzinach snu i zabraliśmy Amelę by pomachać maszerującym kolegom i koleżankom :)
Mam nadzieję, że w przyszłym roku pogoda również dopisze bo już napewno będziemy dzielnie maszerować przebrani za cokolwiek to tam wymyślą ;) 
A ja upewnię się, że w pierwszy weekend czerwcowy będę miała wolne !

Poniżej filmik, który udało się nakręcić Markowi. Jakość obrazu raczej średnia ale tak to jest jak się zapomina aparatu i trzeba nagrywać telefonem ;)
Najważniejsze moim zdaniem jest to, iż dźwięk jest całkiem niezły i głośno i wyraźnie słychać nieodzowne w czasie każdego szkockiego święta kobzy :)
Enjoy!




Po obejrzeniu maszerujących znajomych był prezent dla naszego dziecka (w końcu to jej święto było) i lody (po czym padnięta matka wróciła do łóżka dospać kolejne 2 godziny przed wyjściem do pracy a amelkowy tata wraz z córką spędzili resztę dnia w ogródku podlewając nowo posadzone roślinki :) )


Amela dostała od nas dużą maskotkę z jedną z ulubionych kreskówkowych postaci tzw "Baba Pink" 
i od soboty się z nią nie rozstaje :)
Dobrze jest trafić w gust dziecka!

*zdjęcie ze strony www.toysrus.co.uk

Thursday, 30 May 2013

amelkowe rozmowy....

Mama woła na obiad córkę bawiącą się w piaskownicy za domem, na co mała odpowiada: Nie mam ciasiu mamo! Ja tutaj diguję! 

****

Amela przybiega do mamy z płaczem, skarżąc się na bolące kolano i na pytanie co się stało odpowiada:
Dżampnęłam na schodku!


****

Mama pyta Amelkę bawiąceą się w weterynarza, o to jakie zwierzątka ma w koszyku, na co mała odpowiada: Mummy, i have a cat, a dog and chomiczkas :)

****

Przed wyjściem do przedszkola Kinia pyta córkę, czy chce założyć sukienkę. Na to Amela wyjrzawszy przez okno odpowiada: Ale dziś nie ma słonećka mamo! Jest too frogi! (mając na myśli mgłę ang. fogg)
No i poszła w spodenkach :) 


Tuesday, 28 May 2013

jeszcze o Dniu Matki (czyli Kinia wraca do blogowania)....

Wróciłam, jestem i myślę, że znów chwilę tu pobędę...
Nie obiecuję, że kiedyś znów nie zniknę na chwil kilka bo każdemu od czasu do czasu przychodzi spadek formy/weny czy jak to tam nazwać.
Ja bardzo potrzebowałam tej przerwy ale już od kilku dni chodziła za mną przemożna potrzeba napisania choć kilku słów....

Będzie trochę o tym co było jak mnie nie było ale też i o sprawach teraźniejszych.
Dziś, patrząc na bukiet kwiatów, który dostałam w niedzielę od Amelki wracam jeszcze na chwilkę do Dnia Matki.

Dawno temu, kiedy jeszcze nie w głowie były mi plany posiadania dzieci było to świeto mojej Mamy.
Specjalnie piszę to przez duże eM bo Ona właśnie taka jest! Wielka (i nie mówię tu o rozmiarze ;)) Jest wielka sercem! Miłością, którą przez lata nas otaczała (i wciąż otacza), która potrafiła zawsze pocieszyć, poradzić, przytulić, a jak trzeba było to i solidnie opieprzyć i postawić do pionu :)
W pamięci mam Dzień Matki, kiedy wracając z siostrą ze szkoły zatrzymałyśmy się na miejskim ryneczku by kupić jej bukiet konwalii bo zrobione w szkole laurki wydawały nam się zbyt małe by okazać, że JĄ kochamy :) I mimo, że było to już ponad 20 lat temu ten dzień już zawsze będzie mi się kojarzył i pachniał z konwaliami (które nota bene właśnie w niedzielę po raz pierwszy tej wiosny zakwitły w moim ogródku :) )

Kiedyś, dawno dawno temu byłam przez chwilę wredną nastolatką i wiem, że nieraz sprawiłam jej swoim zachowaniem przykrość a Ona mimo to potrafiła mnie dalej kochać i zawsze we mnie wierzyć. A dziś mimo, że jesteśmy od siebie oddalone o ponad 2300km to mam wrażenie, że jesteśmy sobie bliskie jak nigdy wcześniej.
Mamo kocham Cię bardziej niż umiem to wyrazić i dziękuję, że jesteś!

Pamiętnym też był dla mnie ten dzień przed 5ciu laty. I niestety nie są to dobre wspomnienia :(
Byłam wtedy w ciąży ale ostatnie co przychodziło mi wówczas do głowy to świętowanie. Leżałam wówczas w domu silnie krwawiąc i czekając na poronienie (lekarze z tutejszego szpitala odesłali mnie do domu (nawet nie badając) ze stwierdzeniem, żebym "za tydzień powtórzyła sobie test i sprawdziła czy jestem jeszcze w ciąży") Zastanawiałam się wówczas jak ja dam radę przez to wszystko przejść?? Jak przeżyć kolejny dzień matki i nie uschnąć z tęsknoty??? 

Na szczęście rok po opisanych wyżej wydarzeniach nie miałam już czasu na rozpamiętywanie smutków bo miałam w domu 3 tygodniową Amelkę, była ze mną moja Mama i tylko ukłucie w sercu przypomniało mi mojego Aniołka, którego nigdy nie było nam dane poznać...

A od 2009 roku obchodzę Dzień Matki dwa razy w roku (niektórzy to mają szczęście - co nie?? ;))
Najpierw zawsze przed Wielkanocą jest szkockie celebrowanie, wizyta w przedszkolu, "tea party" dla mam i pierwsze laurki stworzone nieporadną jeszcze amelkową łapką (w Szkocji jest to święto ruchome i w każdym roku wypada w inny dzień)

Jest też to świeto majowe, które w niedzielę świętowaliśmy w towarzystwie znajomych i ich synka.
Był grill, dobre jedzonko, winko, likier orzechowy dla mam (się znaczy młaa i Pauliny) i czas na plotki (ja i Paulina) i obejrzenie meczu (to już Marek i Louis) :) Była też masa czasu dla Amelki i Łukasza (między którymi wiekowo jest dokładnie tydzień różnicy) na wyciągnięcie wszystkich możliwych zabawek, rozniesienie amelkowego pokoju niemal na strzępy i późniejsze przeniesienie się do ogródka i przegryzanie deseru czekoladowego kiełbaską z grilla :D

Było ciepło (choć nieco pochmurnie) ale właśnie takiego dnia potrzebowałam by odpocząć (mimo, że noc wcześniej byłam w pracy). Wtedy też, patrząc na brykające na huśtawce maluchy, poczułam ogromną potrzebę powrotu do blogowania i opisania tego wszystkiego (mam nadzieje, że nikogo nie zanudziłam ?? )

A na koniec jeszcze kilka zdjęciufffff 




Dwie kobiety, dzięki którym Dzień Matki jest taki wyjątkowy
















Niedzielny bukiet kwiatów i zdjęcie, które dostałam do Amelki w marcu
















Pierwsza laurka od córki (też z marca)













Mothers Day w przedszkolu














Amelia&Łukasz
26 maj 2013

(Amelia podobnie jak jej Tata kibicuje Celticowi, więc z okazji wygrania przez nich w niedzielę finału ligi szkockiej od samego rana paradowała w koszulce drużyny ;) )

Friday, 26 April 2013

kryzysowo...

mam urodziny
niby normalnie...
jak co rok
ale takiego kryzysu jak w tym roku jeszcze nie mialam
wtf??

skonczenie 30 lat w zeszlym roku nie zrobilo jakos na mnie wiekszego wrazenia
w tym roku od jakichs 2 tygodni mam chyba depresje wynikajaca wlasnie z faktu skonczenia 31
sama tego nie rozumiem
nie lubie tego co sie ze mna dzieje i bardzo mi sie to nie podoba

moze jesli przeczekam
jesli dzisiejszy dzien minie i nie bede za bardzo o tym myslec to w koncu przejda mi wszystkie smutki i depresje?

tak wiec byle do jutra...

happy birthday to me

Monday, 15 April 2013

po urlopie - powrót do szarej szkockiej rzeczywistości...

No i niestety wszystko co dobre (za)szybko się kończy.
Za nami cudowne dni w Polsce. Pełne ciepła, rodzinnych spotkań, odwiedzin u przyjaciół - wszystkiego tego za czym tak bardzo tutaj na codzień tęsknimy!

Jedyne zastrzeżenia moglibyśmy mieć może do pogody (bardziej liczyliśmy na jakiegoś grilla niż lepienie bałwanów) ale przecież nie będziemy się czepiać szczegółów :)

Od piątku jesteśmy spowrotem w domu i próbujemy się jakoś ogarnąć.
Najpierw było sprzątanie domu bo mimo naszej nieobecności kurzu się jednak nazbierało wszędzie. 
A później sobota i niedziela - dobrze, że jeszcze wolne były bo chyba wszyscy potrzebowaliśmy chwilki czasu na przestawienie się na tutejszy rytm życia.

Ja sama jakoś tak długo nie mogłam się pozbierać mentalnie. Myśli mi ciągle uciekały do Polski, wspominałam różne wydarzenia i przyznam szczerze, że było mi ciężko. Sytuację ratuje jedynie fakt, że za niecałe 3 mce wracamy z Amelką na wakacje do babci :)


Dziś już jest trochę lepiej - chyba bardzo pomaga fakt, że od samego rana świeci piękne słońce i czuć wiosnę w powietrzu - od razu jakoś tak bardziej optymistycznie człowiek patrzy na wszystko :)


Boję się tylko trochę dzisiejszego powrtu do pracy i tego co tam zastanę (ale to temat na oddzielnego posta będzie).

Przepraszam, że ten dzisiejszy jest taki chaotyczny i nieposkładany ale tak właśnie się czuję (i mam nadzieję, że szybko mi przejdzie bo sama siebie strasznie takiej nie lubię).

W kolejnych postach napiszę o imprezie urodzinowej Amelki (choć tak naprawdę urodziny będzie obchodzić dopiero za 2 tygodnie), o pierwszej wizycie u fryzjera i podcięciu włosków, o nowych dziurkach w uszach i różowych kolczykach i w końcu rodzinnej wyprawie do Krakowa i wypadku samochodowym, który mógł się skończyć gorzej niż się skończył, a także o wielu innych wydarzeniach i spotkaniach :)

A na koniec dzisiejszej notki zdjęcia z samolotu - lot do Polski w wielkanocny poranek.
Amela średnio wyraźna ale czego się spodziewać jeśli wstaje się o 3ciej nad ranem ;)



Friday, 29 March 2013

tralalala lalala lalala :)

Zaczynamy pakowanie w końcu!
Robię ostatnie pranie, przeglądam szafy i wymyślam co by tu jeszcze zabrać i co by jeszcze ewentualnie dokupić (ostatnie zakupy jutro są w planie bo dziś jeszcze czeka mnie ostatnia nocka w pracy).

JEJKUUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jestem tak szczęśliwa, że już tak bardzo niedługo zobaczę rodzinkę, że aż chce mi się podskakiwać :D

Muzyka na full (Julitko dziękuję za Pink - bardzo dodaje energii do przekopywania szafy ;)) i do dzieła!!!!!!!

Thursday, 28 March 2013

hasło dnia :)


.... z tą małą różnicą, że my mamy dwupokojowe więc sobie wyobraźcie......

Wednesday, 27 March 2013

jak dobrze, że już środa wieczór....

byle do końca tygodnia jeszcze pociągnąć!
Jeszcze tylko dwie nocki w pracy a później ostatnie zakupy, pakowanie i ostatnie godziny odliczania a później już tylko 2.5 godziny lotu i będziemy w DOMU!!!

Po blisko dwuletniej nieobecnoci!
A potem dwa tygodnie laby! Spotkań rodzinnych, przyjacielskich! Kilka nowych osób do poznania!
Kilka miejsc do odwiedzenia! Codzienne poranne spacery z M. (obiecaliśmy sobie, że godzinę co rano spędzimy bez względu na pogodę na spacerze. Tylko we dwoje! Ciesząc się swoją obecnością i przy okazji korzystając z okazji dostarczając swoim starym kościom trochę ruchu :) )
Dwa tygodnie bycia rozpieszczanym przez mamę, która specjalnie wzięła urlop na czas naszego pobytu :)
Dwa tygodnie patrzenia jak Amela poznaje się z dzieciakami z rodziny i spędza czas w towarzystwie kuzynek!

Ma ktoś maszynkę do zatrzymywania czasu?? Bo ja bym chętnie wynajęła na te dwa tygodnie ;)


ps. A jutro dzień pełen emocji w przedszkolu. Po ponad 19 przepracowanych tam latach, odchodzi na emeryturę ukochana przez wszystkie dzieci opiekunka.
Już mi żal Amelki, która jeszcze chyba nie bardzo rozumie, że pani W. po powrocie z przerwy świątecznej w przedszkolu już nie zastanie :(
Narazie jest podekscytowana tym, że jutro zaniesie jej prezencik i kartkę (a co jak co ale prezenciki -ale koniecznie pięknie opakowane - to jest to co Tygrysy i Amelki lubią najbardziej :))

Tuesday, 26 March 2013

Biała Góra....

Biała Góra - znana powszechnie jako Mont Blanc (4807m npm).
Dziś swojego szczęścia szuka na niej Bartek z trzema kolegami.

Proszę niech każdy kto ma tylko możliwość trzyma za nich kciuki!
Niech wejdą na szczyt bezpiecznie i niech później z niego zlecą cało i zdrowo!
Ze stresu mimo, iż mam za sobą przepracowaną noc (i kolejne dwie w perspektywie) pewno nie uda mi się dziś zasnąć ani na chwilę!

Jeśli im się uda zrealizować plan będzie to historyczna - pierwsza taka próba!
Do tej pory (z tego co się orientuję) nikt jeszcze nie wszedł na szczyt Białej Góry i nie zeskoczył z niej by sfrunąć na dół na skrzydle...

Dumna jestem z tego mojego brata ale z drugiej strony boję się dziś o niego jak cholera....







Sunday, 24 March 2013

znak życia...

Jestem, żyję, pracuję, odliczam dni do wyjazdu do Polski, planuję przyjęcie urodzinowe Amelki, robię ostatnie zakupy ale w środku tak naprawdę nic mi się nie chce.

Dół zimowy jakiś się mi przyplątał i za nic nie umiem go kopnąć w zadek i powiedzieć, żeby sobie znalazł inny obiekt zainteresowań...

Ani książka zaczęta ze 2-3 tygodnie temu nie kusi, moje kartki i wszystkie projekty hafciarsko-dekoracyjno-wielkanocne leżą pozaczynane i wygląda, że może na przyszły rok będą gotowe....

Nawet na blogu nic nie piszę bo każdy i tak ma dosyć zimy, własnych problemów i po co Wam jeszcze dokładać??

Tymczasem naświetlam się lampą antydepresyjną i słucham muzyki i liczę, że to pomoże choć odrobinę rozwiać te szare chmury znad mojej głowy (czekolada nie pomogła)....

ps. Piosenka dzisiejszego dnia


Wednesday, 13 March 2013

dosyć!!!!!!!!!!!!!

Mam dosyć tej cholernej zimy!
Dosyć chorób, infekcji, kontuzji i innych depresji!
Dosyć stresów w pracy!

Chce poprostu normalnie żyć!
Bez ciągłego zamartwiania się o zdrowie czy to swoje (choć tym jakoś najmniej się zamartwiam) czy Marka i Amelki (tu już o wiele bardziej!)!
Chce chodzić do pracy i przekraczać próg bez ściśniętego w gulę żołądka!
Chce znów choć jednego słonecznego dnia!

Chcę żeby mi się znów chciało!

A najbardziej na świecie chcę już urlopu i do mamy!
Ciężko jest nie widzieć rodziców przez blisko 2 lata! :(

Dobrze, że to już tak stosunkowo niedługo! Czym jest kilka tygodni w porównaniu do tych 2 lat??
Dam radę! Dam radę! Dam radę!

Tuesday, 12 March 2013

dla Elsy...


Kochani niech jutro zaświeci dla Was słońce!


* źródło: Internet

Sunday, 10 March 2013

Happy Mothers Day to me :)

Dziś krótko bo świętuję ;)

W UK obchodzony jest dziś Dzień Matki i z tej okazji obiecałam sobie, że dzisiejszy dzień spędzę w całości tylko z Amelką.
Razem się bawimy, razem ugotowałyśmy obiad i razem upieklyśmy milion muffinek bananowo-czekoladowych (no dobra nie milion ale całe 16szt nam wyszło ;))

Poza tym ten dzień cały jakis taki emocjonalny. Raz jestem szczęśliwa i śpiewam sobie pod nosem a potem nagle dopada mnie smutek i z trudem hamuję łzy..

A całkiem się już rozkleiłam oglądając kocert Andrea Bocelli z Central Parku.
Nie wiem co on w sobie (a raczej w swoim głosie) ma takiego, że gardło momentalnie mi się ściska i nie umiem powstrzymać łez....

W głowie mam milion pomysłów na kolejne posty ale do komputera jakoś ostatnio mi dalej niż bliżej.
Nie wiem czy to przesilenie, czy powrót zimy po kilku naprawdę cudowych wiosennych dni mnie tak zniechęcił do wszystkiego?? A może poprostu to zwykłe zmęczenie po milionie ostatnich przepracowanych nocek??

Niedługo się pozbieram, zdam relację z ostatnich dwóch tygodni bo naprawdę sporo się działo i wrócę już do blogowania bardziej regularnie...

Na koniec zdjęcia z poprzedniej soboty (2marca) kiedy to byliśmy rodzinnie (plus kuzyn zza wielkiej wody) w osławionej szkockiej dolinie Glencoe (kto oglądał najnowszego Bonda napewno rozpozna te okolice ;))


Amelce bardzo się kobziarz podobał do czasu aż jej dudy zagrały prosto w uszy! 
Uciekła z wrzaskiem i tylko zdjęcie w przelocie udało się jej pstryknąć ;)


Amelka z najnowszym pluszowym przyjacielem, który ostatnio towarzyszy nam wszędzie gdzie się tylko da 

Sunday, 24 February 2013

co za dzien...

No to sie przyznac prosze, kto mi pozazdroscil wiosny???
Kto mi pozalowal sloneczka i kwiatow w ogrodku??

Wczoraj Amela skakala po zielonej trawce, wygrzewala sie w cieplych promieniach slonca, M. wyslalam z aparatem do ogrodka z misja obfotografowania krokusow i tulipkow przebijajacych spod ziemi. I dzis miala byc taka optymistyczna notka ze zdjeciami wlasnie!

Zamiast tego ponarzekam - najpierw bedac w pracy ostatniej nocy ok 22 wyjrzalam przez okno i zobaczylam snieg otulajacy szkocki krajobraz! Pierwsza moja mysl - "moje roslinki!!!!"
Na szczescie M. (ktory sie zna na roslinkach jak malo kto) twierdzi, ze taki snieg im nie zaszkodzi.
No to poczekamy i zobaczymy! Oby mial racje tym razem ;)

Po drugie od rana dzien nie zaczal sie najszczesliwiej - wychodzac z pracy zgubilam 20 funciakow! Niby nie bardzo duzo, ale moglam za to kupic cos do domku (ostatnio ciagle mnie nachodza mysli o malym przemeblowaniu, dekorowaniu, malowaniu itp - ani chybi znak, ze wiosna idzie ;))
No i jestem mega zla na siebie, ze taka ze mnie gapa!

Po trzecie, po powrocie do domu, wlaczylam laptopa i sie okazalo, ze bateria prawie padala a jak na zlosc kolejna ladowarka odmowila wspolpracy (trzecia w historii lapka). Tym razem obawiam sie, ze to nie tylko sama ladowarka ale i cale wejscie. Oj smutno mi sie zrobilo jak nie wiem co na mysl, ze to juz ostatnie chwile mojego zielonego przyjaciela :(
W koncu byl ze mna ponad 4.5 roku! M. twierdzi, ze niestety nie ma juz nawet co myslec o naprawie bo wyjdzie to drozej niz sam laptop jest wart!

Teraz po tych wszystkich wydazeniach az sie boje isc do pracy bo ciezko przewidziec co jeszcze mi sie zlego moze przydazyc??

ehhh....
Niech juz bedzie jutro i niech wiosna wraca jak najszybciej!

ps. przepraszam, za brak polskich znakow ale pisze z komputera M. i on niestety takowych nie posiada (twierdzi, ze nie uzywa i nie sa mu do niczego potrzebne)

Saturday, 23 February 2013

po wieczorze panieńskim....


Co za cudny wieczór za nami! Warto było się zamienić w pracy i zrobić sobie wolne z tej okazji :)
Czegoś podobnego świat blogowy jeszcze nie widział!
Kilkanaście/kilkadziesiąt (ktoś wie ile nas dokładnie było???) bloggerek, każda we własnym domu, przed własnym komputerem i z własnym alkoholem (lub innym napitkiem) świętowała poniedziałkowe zamążpójście Joasi :)

Na początku chyba żadna z nas nie wiedziała czego się spodziewać a okazało się, że było rewelacyjnie! Blogger nie wytrzymywał i odmawiał chwilami współpracy :) Ale co to dla nas! Humory dopisywały, alkohol smakował jak nigdy i o dziwo dziś rano mało kogo głowa boli (a nie powiem bo po wypiciu butelki suvignione blanc się spodziewałam młotu pneumatycznego rozrywającego czaszkę ;))

Z samego rana (o barbarzyńsko wczesnej godzinie 8 ) , kiedy Amelka przyszła do nas do sypialni bałam się co prawda poruszyć  i podnieść głowę z poduszki ale okazało się, że naprawdę jest dobrze :)
Będę co prawda musiała się po południu zdrzemnąć chwilę przed pójściem do pracy ale na szczęście jest weekend i M. w domu więc spokojnie zajmie się dzieciem a ja będę miała chwilkę na sen!

Dziękuję Dziewczyny za super wieczór! Musimy to koniecznie powtórzyć w niedługim czasie :)

A na koniec piosenka, która chodzi za mną od wczorajszego wieczora!
Uwielbiam ją za pozytywny zastrzyk energii, którego dostaję przy każdym jej słuchaniu!





Thursday, 21 February 2013

wujek Bartek...

Wujek Bartek, czyli mój młodszy brat i jednocześnie amelkowy chrzestny!
To na filmiku ten brodaty pan ;)
Ostatni weekend spędził z przyjaciółmi we włoskich Dolomitach i jak widać nieźle się bawił!
A ja padam z zazdrości! Nie pamiętam już kiedy ostatnio byłam w górach (latania nie zazdroszczę bo wiem, że choćby nie wiem co to i tak bym się nie skusiła). Ale góry i te widoki przypominają mi młode lata i weekendy spędzane ze znajomymi na górskich szlakach.
Szczerze polecam obejrzenie filmiku bo robi wrażenie.
A ja kiedyś obiecuję napisać więcej o dyscyplinie, którą trenują chłopaki albo może nawet uda mi się namówić samego zainteresowanego do napisania kilku słów.
Mam nadzieję, że Amelka odziedziczy odwagę i miłość do sportu po chrzestnym i że w tym wszystkim zachowa umiar i nie będzie tego okazywać w aż tak ekstemalny sposób :)

Pozdrawiamy Bartka i życzymy miłego oglądania :D

Dolomiti Adventure by Bartosz

Saturday, 16 February 2013

z pola walki...

Grypa ver. Family W. : 2-1

Amelia już prawie zdrowa, pozostał jej jedynie lejący katar i kaszel od czasu do czasu. Osłuchowo jest czysta i jedyne zalecenie od lekarza to paracetamol na ew. gorączkę.

My z M. ledwo żyjemy. Oboje na antybiotyku, M. dodatkowo na sterydach na płuca coby się nie udusił.
Ostatnie kilka dni było naprawdę ciężkie - zwłaszcza chwila paniki kiedy gorączka M. sięgnęła 40C i za nic nie chciała zejść niżej :(
No ale dzięki antybiotykom jakoś się trzymamy. Tylko jacyś tacy mega słabi oboje jesteśmy. Dzięki Bogu za grzeczne dziecko, które w razie potrzeby umie się dłuższą chwilę zając zabawą i nie specjalnie potrzebuje naszej obecności w każdej minucie oraz za zaukpy on-line! Przynajmniej nie musimy się martwić, ze w lodówce pustka bo miły pan dostarczył wszystko do smiuśkich drzwi!

A za oknem taka cudowna wiosna! Aż człowiekowi żal, że taki uziemiony w tych czterech ścianach! No ale mam nadzieję, że jutro będzie nowy - lepszy dzień i że się oboje jakoś podniesiemy z łóżek bo ileż można tak chorować??

Monday, 11 February 2013

jak to zrobic??

Jak przetrwać dwie kolejne nocki w pracy mając grypę stulecia?? Nad siły wydaje mi się w tej chwili wyjście z łóżka i zejście po herbatę do kuchni a ja mam być za godzinę w pracy. Zwarta i gotowa do 12godz zmiany! I jutrzejszego dnia w całości spędzonego z zasmarkaną Amelką! (Do przedszkola nie idzie bo ma mini-ferie do środy, a poza tym ten kaszel i katar..)
A po jutrzejszym cudownym dniu z dziecięciem mym kolejna noc w pracy!

Niech ktoś przyspieszy czas i zrobi środę!!!! pleaseeeeeeeee

A swoją drogą jak to się stało, że wczoraj kładąc się do łóżek wszyscy byliśmy w świetnej formie a dziś po obudzeniu cała nasza trójka zagrypiona???


Sunday, 10 February 2013

deszczowy niedzielny poranek...

Dawno nie było mi tak dobrze o poranku :)
Zwykle jest to pora, kiedy zmęczona całonocną bezsennością padam na przysłowiową twarz i śpię jak zabita. Dziś rano, pomimo pracowitej nocy i faktu, że w ostatnich19 godzinach spałam niecałe 30minut (w pracy, w czasie przerwy, na mega niewygodnym fotelu), to jestem jakoś dziwnie rześka i całkiem fajnie sie czuję.

Lubię takie poranki jak dziś. Wróciłam do domu, gdzie moje Miśki zakopane w pościeli po uszy śpią jeszcze smacznie. Amela co prawda zanotowała moją obecność, dała buziaka na dzień dobry ale zaraz potem wypięła kuperek w drugą stronę zasypiając spowrotem jeszsze zanim zdążyłam wyjść z pokoju ;)

Ja po szybkim prysznicu, popijam ulubioną kawę, zajadam muesli i słuchając radiowej "Trójki" przeglądam  blogi. I planuję co by tu dziś robić z rodzinką, aby dzień i te nieliczne wspólne chwile wykorzystać jak najpełniej??? 
Napewno upieczemy jakieś dobre ciacho (albo ciasteczka - zależy co rodzinka wybierze ;)), ugotujemy wspólny obiad. 
Może wybierzemy się na spacer w deszczu?? A może poprostu obejrzymy wspólnie jakieś dvd czy zagramy w "Monopol"??

Coś mi mówi, że to będzie fajny dzień :)
I takiego samego życzę moim ulubionym czytaczom i czytaczkom!

A ja wracam do swojej kawy :)

*zdjęcie: Internet

Friday, 8 February 2013

slow down time...

Dziś jak to w każdy piątek (albo prawie każdy) jestem po pierwszej nocce w pracy. A przede mną kolejne dwie. Od rana przysypiałam po chwil kilka, bawiłam się z Amelką, zjadłyśmy pyszne śniadanko w łóżku (o 11.30!!!) a kiedy po 12 wrócił M. z pracy, oddałam mu kuchnię w posiadanie (w kilka minut dosłownie wyczarował pyszny obiad na dziś ;)) i Amelę pod opiekę a sama wróciłam do łóżka i leniuchuję! To coś poczytam, to posłucham muzyki, to przejrzę blogi i skrobnę jakiś komentarz oto tu to tam...

Dobrze jest mieć od czasu do czasu taki leniwy, piżamowy dzień! Szkoda tylko, że wieczorem trzeba będzie znów wskoczyć w roboczy mundurek i pojechać do pracy. Ale póki co to dzisiejszy dzień uznajemy oficjalnie za dzień na mega wolnych obrotach :)


* Zdjęcie znalezione w necie

Thursday, 7 February 2013

taaa daammm :)


Długo się zbierałam w sobie i biłam z myślami czy w ogóle próbować ale w końcu się odważyłam i upiekłam domowe pączki na tłusty czwartek :)


W końcu czego się nie robi dla moich kochanych Pączkożerców?? 
Ale już dosyć pisania - się chwalę!


Szkoda tylko, że zdjecie nie oddaje smaku - ale to już musicie sobie wyobrazić sami :)

Przepis na pączki pochodzi z TEGO przepisu z bloga Moje Wypieki 

Monday, 4 February 2013

niech ta zima się już skończy!!!

za mną kolejna bezsenna noc :(
co z tego, że w łóżku byłam przed 23 skoro po raz pierwszy przysnęłam na kilka minut po 5 rano???
Poźniej przebudziłam się w okolicach 6ej kiedy M. wstawał do pracy a po jego wyjściu spałam do 9tej z minutami (dzięki Bogu za dziecko, które nie zrywa się bladym świtem!!!)

Taka bezsenna noc we własnym łóżku męczy bardziej niż noc w pracy!
Jestem tak wykończona, że chce mi się płakać! I jeszcze do tego ta bura aura za oknem! Pierwsze kilka minut po przebudzeniu świeciło słońce a później zrobiło się szaro i sypnęło mega mokrym, oblepiającym wszystko śniegiem!
Może gdyby wiosna przyszła w tym roku wcześniej nie byłoby to wszystko aż tak bardzo dobijające????

Dzień ledwo się zaczął a ja chcę żeby już się kończył!!!
Może kolejna noc będzie lepsza???

I coby nie kończyć posta tak bardzo negatywnie - jedyny dziś pozytyw - Amela po blisko 2 tygodniach "chorobowego" wraca w końcu do przedszkola! Mam nadzieję, że jakoś przetrwa do czwartku nie łapiąc żadnego kolejnego paskudztwa??
A od czwartku do kolejnej środy ma mini-ferie! Ot tak coby nauczyciele mieli kilka dni wytchnienia (bo rodzice to nie bardzo)

Idę sobie, bo samej mi się już nie chce czytać tego mojego marudzenia....

Mam nadzieję, że wszyscy macie lepszy dzień ode mnie??

Saturday, 2 February 2013

co jest w życiu najważniejsze??

Średnio się dzieje u mnie w pracy ostatnimi dniami. Ludzie odchodzą albo na dobre albo na długie chorobowe i generalnie atmosfera jest do d***
U tych co zostali (w tym i u  mnie) wieczne zmęczenie przeplata sie z frustracją, że nic nie jest zrobione do końca tak jak powinno...
Wracając dziś rano do domu naprawdę miałam wszystkiego serdecznie dosyć! W głowie kłębiły się myśli o odejściu z pracy i generalnie nie było mi do śmiechu!
Aż do chwili kiedy kładąc się do łóżka obok wciąż spiącego M. zaczęłam się wyciszać i uspokajać. Nagle poczułam, że to co jest najważniejsze już mam. Cudownego, kochającego męża, w którego ramionach odzyskuję spokój,  i zdrowe, rozbrykane dziecko przywołujące uśmiech na twarz ilekroć o niej pomyślę :)
Po naprawdę ciężkiej nocy, zasypiając w cieplutkiej pościeli pomiędzy spiącym wciąż M. i oglądającą "Kubusia Puchatka" Amelką poczułam, że dam radę :)
Bo po nawet najcięższej nocce w pracy wracam do domu i mam całą miłość świata w zasięgu ramion :D

Tuesday, 29 January 2013

Czego jeszcze nie wiecie o Amelkowej Mamie?? ;)

Dziś za przykładem Joasi, Oli i Szminki i ja zabieram się za sporządzenie listy 100 faktów/myśli o Amelkowej Mamie, których o mnie jeszcze nie wiecie :)

Dziś pierwsza 50 (trzeba się jednak trochę nad sobą zastanowić biorąc za pisanie takiego posta)
  1. Pewno niewiele z Was wie, że poznaliśmy się z Markiem na internetowym czacie?? I pamiętać trzeba, że blisko 11 lat temu internetowe znajomości nie były tak popularne jak dziś. I nie był to żaden portal randkowy a zwykły czat na Onecie. To musiało być przeznaczenie :)
  2. Po trzech dniach "czatowania" wiedziałam już, że go kocham i pamiętam nawet, że powiedziałam wówczas do kuzynki, iż "znalazłam faceta, który w przyszłości będzie moim mężem" 
  3. Oczywiście jemu o tym nie powiedziałam bo chyba uciekłby ode mnie gdzie pieprz rośnie ;)
  4. Kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się "w realu" byliśmy już na dobre zakochani i wiedzieliśmy, że chcemy być ze sobą choćby nie wiem co!
  5. Nasze pierwsze spotkanie trwało blisko 36 godzin (korzystając z okazji, że rodzice wyjechali na wesele do rodziny, zabrałam M. do domu gdzie spędziliśmy całe popołudnie i noc w towarzystwie moich dwóch sióstr i chłopaka (obecnie męża) jednej z nich. A rankiem kolejnego dnia pojechaliśmy wszyscy razem na całodniową wycieczkę w Pieniny
  6. Od tego czasu Krościenko i Szczawnica mają w naszych miejscach wyjątkowe miejsce i wielokrotnie tam wracaliśmy. Jadąc tam kolejny raz zabierzemy z sobą Amelkę - niech miłość do polskich gór ma zaszczepioną w sobie od małego!
  7. Z wykształcenia jestem technikiem hotelarstwa oraz specjalistą informacji naukowej  i bibliotekoznawstwa (Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ) a pracuję jako opiekunka w szkockim domu starców (kwalifikacje potrzebne do pracy w tym zawodzie zdobyłam już będąc w Szkocji). 
  8. Za kilka lat nie widzę się w żadnym z tych zawodów ;) Nadal czekam aż "dorosnę" i wtedy zdecyduję co bym chciała w życiu robić ;) 
  9. Ucząc się w technikum hotelarskim, przez 5 lat mieszkałam w internacie. To była niezła szkoła życia i samodzielności. 
  10. Z tego czasu najlepiej pamiętam praktyki w hotelu Jan III Sobieski w Rzucewie k. Pucka. Jako, że byliśmy z drugiego końca kraju, przyszło nam mieszkać (razem z kolegą i 2 koleżankami z klasy) w samym hotelu. Do dyspozycji dostaliśmy 2 poziomowy apartament (kolega spał na dole, ja z dziewczynami na górze), wyżywienie w hotelowej restauracji, możliwość korzystania z wszystkich hotelowych atrakcji. W zamian pracowaliśmy 5 dni w tygodniu po 6-8 godzin dziennie (oczywiście praktyki były niepłatne) i tak przez 7 tygodni (lipiec i sierpień nad polskim morzem). To dopiero była przygoda dla 18 latki ;) Czasem wracam na stronę HOTELU, oglądam ich zdjęcia i wspominam te czasy
  11. W czasie studiów dla odmiany praktyki miałam w Miejskiej B-tece Publicznej w Bielsku-Białej, gdzie w owym czasie mieszkał mój młodszy brat (oczywiscie chodzi o miasto a nie samą b-tekę :) )
  12. Będąc w 3,4 i 5 klasie technikum współtworzyłam zarząd szkolnego oddziału PTTKu. Organizowaliśmy szkolne wycieczki, rajdy i inne różne imprezy. Poza tym z paczką przyjaciół przynajmniej 1-2 w miesiącu spędzaliśmy weekend w górach. Pieniny, Beskid Sądecki, Beskid Wysoki czy Tatry były nasze :D Z tego czasu pozostała mi wielka miłość do polskich gór, którą udało mi się zarazić Marka i którą będę próbowała zaszczepić w Amelce
  13. Jestem najstarszą z 4 rodzeństwa. Mam młodszego o rok brata - Bartka, młodszą o 3 lata siostrę Paulinę i młodszą o 7 lat siostrę Ewelinę znaną szerzej jako Pyza ;)
  14. Pseudonim ten nadałam 2 letniej siostrze będąc pod wpływem lektury Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz i przyjął się tak dobrze, że dziś po ponad 20 latach nadal jest w użyciu i to do tego stopnia, że Amelka nie ma pojęcia kto to jest ciocia Ewelina ale bardzo dobrze za to zna ciocię Pyzię ;)
  15. Do dziś jestem wierną fanką twórczości Musierowicz i z niecierpliwością czekam na każdą nową część Jeżycjady i kiedy już taka wpadnie w moje ręce cieszę się jak dziecko :D
  16. Mam dwie siostrzenice - 7 letnią Martę i 4 letnią Maję, znane niektórym czytelnikom BLOGA PYZI jako M&Msy ;)
  17. W maju ponownie zostanę ciotką kolejnej małej dziewczynki (tym razem u siostry Marka.) i już się nie możemy doczekać. 
  18. Poza tym, że jesteśmy rodzicami Amelki, jesteśmy też rodzicami Aniołka, który odszedł 1 czerwca 2008 roku. Od tej pory Dzień Dziecka ma dla nas słodko-gorzki smak.
  19. Po utracie pierwszej ciąży obiecałam Markowi, że kolejny Dzień Dziecka będziemy obchodzić we trójkę! I słowa udało się mi dotrzymać!1 czerwca 2009 roku Amelka ukończyła dokładnie pierwszy miesiąc swojego życia :) 
  20. A to zdjęcie dokładnie z tego dnia do- dziś pamiętam chwilę, w której je robiłam 
  21. Moją największą miłością (oczywiście poza rodzinką) są książki!
  22. Emigrując z kraju najbardziej żal mi było wszystkich tych książek, które musiałam pozostawić w Polsce. Do dziś u babci na strychu znajduje sie kilka kartonów naszych książek, które przekopuję za każdym razem kiedy tylko mam okazję i zawsze coś upycham w walizkach i przywoże po kilka egzemplarzy do Szkocji
  23. Zawsze przed wyjazdem do Polski przygotowywuję sobie listę nowości wydawniczych, które najbardziej mnie interesują i nie wracam z urlopu bez kilku nowych pozycji do swojej kolekcji
  24. Rodzina i przyjaciele chyba nie mają nigdy problemów wybierając dla mnie prezent bo książka to w moim przypadku zawsze jest prezent trafiony
  25. Najbardziej na świecie uwielbiam książki biograficzne czy historyczne (dobry romans historyczny to też jest to! )
  26. Filmy kostiumowe to również moja wielka miłość od czasu, kiedy jako 6 latka po raz pierwszy obejrzałam "Przeminęło z wiatrem" ;) 
  27. Bardzo interesują mnie czasy carskiej Rosji i hisotria rodu Romanowów oraz czasy elżbietańskiej Anglii i historia rodu Tudorów
  28. Od czasu wizyty na Wawelu i zauważeniu w jednej z krypt sarkofagu królowej Cecyli Renaty (kto z was wie o istnieniu takiej królowej w historii Polski?? ;)) bardziej od samych władców zaczęłam się  interesować ich żonami i kochankami 
  29. Pierwsze dwa lata naszego związku były  w większości "na odległość" gdyż Marek studiował w Warszawie a ja w Krakowie. Spędzaliśmy wówczas razem co 2-3 weekend. W życiu się tyle nie najeździłam pociągami co przez te 2 lata.
  30. Szkocja nie jest pierwszym krajem do którego wyemigrowałam. W wieku 20 lat mieszkałam i pracowałam przez jakiś czas we włoskim Salerno (nieopodal Neapolu). Od tego czasu do Włoch wróciłam tylko raz - na pogrzeb Jana Pawła II
  31. Marzę, że uda mi się kiedyś zabrać Marka i Amelkę i wrócić do słonecznej Kampanii i pokazać im cudowne wybrzeże Amalfi
  32. Po skończeniu studiów w W-wie M. przeprowadził się do mojego miasta i dostał pracę jako nauczyciel w moim byłym technikum (do którego w tym czasie chodziła jeszcze moja siostra). 
  33. Chyba niewiele osób wiedziało wówczas w szkole, że jesteśmy razem do czasu, aż w czasie matury siostry pojechałam z nią i kiedy staliśmy z M. przytuleni na korytarzu zauważył nas przechodzący mój były prof od informatyki. Nigdy nie zapomnę wyrazu zdziwienia na jego twarzy, a kiedy do nas podszedł zamiast się przywitać wykrztusił tylko " to Wy k**a razem?? :P) Dobrze, że była wtedy już byłą uczennicą bo dopiero by był skandal :D
  34. Moim największym marzeniem od kiedy skończyłam 14 lat było zamieszkanie w Norwegii (miałam i nadal mam bzika na punkcie Skandynawii i wszystkiego co z tym związane)
  35. Po skończeniu technikum planowałam zdawać na filologię norweską na Uniwerek w Poznaniu ale życie jest przewrotne i napisało własny scenariusz stawiając na mojej drodze Marka i wysyłając do Włoch ;)
  36. Zawsze chcieliśmy z M. mieć dużą rodzinę, Min 4-5 dzieci
  37. Realia życia sprawiły, że dziś myślimy o dwóch :D
  38. Po urodzeniu Amelki planowałam drugie dziecko po upływie około 2 lat
  39. W maju Amela skończy 4 latka a ja jakoś ciągle jestem na etapie planowania... ;)
  40. Jakoś ciągle mam w pamięci depresję poporodową i jak ciężko było wrócić ze wszystkim na właściwe tory. Chyba to jest główna przyczyna mojego ciągłego zwlekania
  41. Ciążowe mdłości trwające od 9 to 32 tygodnia (24/7 i kilkakrotne z tego powodu hospitalizowanie) ciągle tkwiące w mojej pamięci też nie pomagają w podjęciu decyzji o kolejnej ciąży
  42. Za to poród mimo, że trwający 40 godzin i zakończony kleszczami, wspominam dobrze dzięki cudownej angielskiej położnej, która się nami opiekowała w szpitalu
  43. W czasie porodu towarzyszył mi Marek (of course) i Mama (która akurat na ten dzień miała zaplanowany przylot do Szkocji -tak że wprost z lotniska moja znajoma przywiozła mi ją na porodówkę :))
  44. W czasie porodu skorzystałam z każdej możliwej formy znieczulenia (głównie po to bym wyczerpana jego długością mogła w tzw miedzyczasie przysnąć choć na chwilę i odpocząć). Dostałam więc po paracetamolu z kodeiną, morfinę. Gdy morifna przestała działać a ja czekałam na anestezjologa z epiduralem, przyssałam się do rurki z 'gas&air'. Z epiduralem było już cudownie ale gdy okazało się, że konieczne jest użycie kleszczy i przewiezienie mnie na salę operacyjną lekarze musieli mi podać ZZO
  45. Po porodzie od tych wszystkich znieczulaczy całe nogi spuchły mi jak balony (najbardziej łydki) do tego stopnia, ze ledwo zmieściłam się w ciążowe jeansy, które nosiłam dzień przed porodem. W pasie  zrobiły się cudownie luźne a w łydkach ledwo nie pękły. Zgodnie z przewidywaniami położnej wszystko ze mnie zeszło po upływie 2 tygodni
  46. Bardzo łatwo ufam ludziom (choć M. twierdzi, że to głupie i naiwne). Trzeba mi dopiero zaleźć za skórę, coś zrobić, żeby je stracić. U niego na odwrót, na zaufanie trzeba sobie zasłużyć.
  47. Boję się kotów choć od jakiegoś czasu po głowie chodzi mi taki futrzak (chyba to ta wizja Amelki z takim malutkim kociątkiem tak mi działa na wyobraźnię)
  48. Wizja pozostanie tylko w mojej głowie bo M. jest uczulony na sierść i musiałabym wybierać albo mąż albo kot ;) 
  49. Wierzę w przyjaźń między kobietami a mężczyznami. Już od czasów przedszkola, całą podstawówkę i technikum lepiej dogadywałam się z chłopakami. Dopiero na studiach poznałam dwie kobiety, które są mi bliskie jak siostry (Kasia&Kami uwielbiam Was - a za 9 tygodni się widzimy i idziemy na piwo)!!! 
  50. Nie mam prawa jazdy i szczerze mówiąc nie widzę siebie za kierownicą!
CDN....

Friday, 25 January 2013

paszportowo po raz ostatni

W końcu, po 21 tygodniach od rozpoczęcia całego procesu starania się o wyrobienie Małej paszportu mamy go w rękach! O całej drodze do jego zdobycia pisałam już wcześniej tutaj KLIK i tutaj KLIK więc nie będę do tego wracać! W każdym razie nadal uważam, że wszystko ciągnęło się skandalicznie długo!
No ale najważniejsze, że jest i że za 9 tygodni o tej porze będziemy siedzieć już na walizkach i odliczać godziny do odlotu do Polski!
YUPI!!!! :)

A na zakończenie wieczoru piosenka, którą śpiewałyśmy dziś z Amelką przed snem w ramach kołysanki ;)
Specjalnie wybrałam wersję z napisami, bo jednak jest to w tradycyjnym szkockim, który chwilami z angielskim niewiele ma wspólnego ;) (Kiedyś o szkockim języku, slangu rodem z Glasgow i mojej miłości do szkockiego akcentu powstanie osobny post ;))

Miłego słuchania i dobranoc

♫ Ally, bally, ally bally bee ♫

Thursday, 24 January 2013

nie ma to jak zacząć dzień od uśmiechu :)

Dziś rano, przeglądając fb natknęłam się na taki oto obrazek:


I to wystarczyło by przywołać uśmiech na twarz.
A kilka minut później przybiegła do mojej sypialni Amelka i z głośnym śmiechem wskoczyła mi do łóżka.
Na łaskotaniu i wygłupach upłynęła nam pierwsza godzina dnia. 
Poźniej było śniadanie w łóżku i picie kawy w towarzystwie siostry i siostrzenicy (wirtualne co prawda ale lepszy skype niż nic ;))
A teraz Amela demoluje swój pokój "musić bawić się Mamuś" a ja biorę się za mega porządki, które chodziły za mną już od dłuższego czasu (mycie okien, pranie firan i takie inne ;)) ale po tak miłym poranku nawet sprzątanie mi nie straszne ;)

Miłego dnia wszystkim życzymy z wagarowiczką Amelką ;)

*zdjęcie pochodzi z internetu

Wednesday, 23 January 2013

...?

Wracając dziś z przedszkola rozmawiamy sobie z Amelką o tym jak jej minał dzień.
Przechodząc obok jednego z sąsiednich domów, Mała nagle zatrzymuje się i jak urzeczona wpatruje w małego pieska siedzącego w oknie i obserwującego wracające do domu dzieciaki.
Amela do mnie: "Look Mamuś! Piękny piesek! I like dogs!"
I zaraz potem pytanie, którego się co prawda spodziewałam ale tak za rok albo dwa!
-"Can I have a pet Mummy??? Can I! Can! CAN I!"


I co tu odpowiedzieć Małej, która chce zwierzątko wiedząc, że w tej chwili nie specjalnie są na to szanse??
Powiedziałam jej tylko, że musi zapytać taty bo to on tu jest szefem!
Niech ma i kombinuje jak by to córce wytłumaczyć ;)

Tuesday, 15 January 2013

Amelia&koraliki

Dziś coś specjalnego :)
Bardzo rzadko wrzucam na bloga filmiki (jeśli już to najczęściej jakąś muzykę) ale dziś postanowiłam się podzielić z Wami nagraniem, które popełniliśmy z Amelkowym Tatą w ostatnią niedzielę (13.01.13).
Amelka już po kąpieli ale jeszcze kilkanaście minut przed zaśnięciem.

Moje Malutkie Słoneczko zajęte nawlekaniem koralików (tak naprawdę to pociętych na kawałeczki słomek do napojów) na włóczkę :)
Ja sama dużą część niedzielnego popołudnia zajęta byłam moimi haftami a że dziecko chciało się przyłączyć wymyśliłam jej zabawę, która nie obejmowała udziału igieł :)
Amela ze szczęścia aż zaczęła podskakiwać a jak juz w koncu usiadła i zajęła się pracą tak miała zajęcie na blisko 3 godziny!!!!
Nawet do kąpieli chciała ze sobą zabrać wszystkie sprzęty - ostatecznie zgodziła się je odłożyć na kilka minut pod warunkiem, że jej pozwolimy dokończyć zabawę kiedy będzie już w łóżku!
I oto efekty!

A przy okazji próbka konwersacji z Amelką - przyda sie znajomość angielskiego ;)

Miłego oglądania :)

Monday, 14 January 2013

Pani Zima...

....przyszła do nas wczoraj rano a po południu już nie było po niej śladu ;)
Ale cóż - takie są szkockie zimy (no może poza zimą "stulecia" sprzed 3 lat, kiedy to zasypało nas prawie na miesiąc ale to już stare dzieje ;))

Zaraz po śniadaniu, Amela, która z podekscytowania ledwo mogła usiedzieć na pupie zarządała ubrania w kombinezon i wypuszczenia jej do ogródka :)
Śniegu było nie za wiele, ale dla 3 latki nawet ten centymetr pokrywający trawę i wielkie płatki spadające z nieba to już było wielkie COŚ!
Nawet tata zwabiony zaraźliwym śmiechem Małej dał się przekonać do wyjścia z ciepłego domku i wziąć udział w bitwie na śnieżki (a nawet podjęli pierwszą próbę zrobienia bałwana ale okazało się, że śniegu jest zbyt mało i jest zbyt mokry).

Resztę tradycyjnie niech dopowiedzą zdjęcia :)


Saturday, 12 January 2013

rodzinna sobota

Co można robić z rodzicami w sobotni dzień? Kiedy świeci słońce i za oknem styczeń bardziej przypomina późny marzec?? ;)

Najlepiej zacząć od tego by dać się rodzicom wyspać. Do 9.45! Tak! Tak! Właśnie taką godzinę zobaczyłam dziś na zegarku kiedy zaspana otwarłam oko (drugie tradycyjnie jeszcze spało ;)) W tym samym czasie obudził się też M. i oboje poszliśmy do pokoju Amelki, gdzie znaleźliśmy ją przeciągającą się rozkosznie i zakopaną w kołderce i poduchach po same uszy :) 
Po tradycyjnej porannej dawce przytulania, buziaków i wyznawania sobie jak się wszyscy bardzo kochamy Tata i Amela zeszli na dół do kuchni, gdzie zabrali się za przygotowywanie pysznego twarożku ze szczypiorkiem na śniadanie (już wczoraj wieczorem zaplanowali co będą robić i Amela obiecała swoją pomoc). Ja wróciłam jeszcze na 15 min do łóżka by szybko przejrzęć zaprzyjaźnione blogi i sprawdzić pocztę. Kocham takie poranki! A fakt, że zdarzają się nam dosłownie kilka razy w roku sprawia, że wszyscy cenimy je nad wyraz mocno! 

Po śniadaniu tata z Amelką wybrali się do ogródka posadzić naszą choinkę (została zakopana w pojemniku, żeby łatwiej można ją było wykopać w przyszłym roku ;)) i poprzycinać deseczki, z których w przyszły weekend planują zbudować karmnik dla ptaków :) Mama mogła w tym czasie spokojnie posprzątać dom nie martwiąc się, że małe stópki zadepczą mi świeżo wymyte podłogi ;) 

Amelka nadzorująca tatę kopiącego dół na choinkę i posadzone już drzewko:

I deseczki też jakoś się szybko pocięły z TAKĄ pomocnicą ;)

A kiedy jeszcze do pomocy dołączył Misiek to już w ogóle poszło jak burza :D







Friday, 11 January 2013

leniwy dzień....

Nie ma to jak spać do 9.30, zjeść śniadanie w łóżku, zostając w nim niemal do 11.30 oglądając z dzieckiem  "Małą Syrenkę" (jednym okiem oglądając, drugim dosypiając jeszcze kilka min ;)). A potem wstać i stwierdzić, że umycie, ubranie siebie i Małej i pościelenie łóżek to wykonanie 150% planu na dzisiejszy poranek ;) 
Poza tym nie chce mi się dziś robić absolutnie NIC!
Pewno coś sobie dziś jeszcze poczytam, popiszę, pohaftuję, pomalujemy z Amelą paznokcie (nie ma szans, żeby się nie przyłączyła kiedy zobaczy, że wyciągam wszystkie "sprzęty" ;)) i obejrzę jakiś dobry film czy serial albo namówię M. na grę w Monopol! W każdym razie cokolwiek bym nie wybrała z powyższej listy będzie to coś przyjemnego! Ha! 


Jeszcze żeby mieć taką altankę, z TAKIM łóżkiem i w taką pogodę jak na zdjęciu to już w ogóle bym nic do szczęścia nie potrzebowała :) 

Zdjęcie z Internetu 

Oh happy lazy day!

Thursday, 10 January 2013

nudno??

Ponoć kiedy pada deszcz i za oknem szaro i buro dzieci się nudzą.
Ale nie u nas :)
Co prawda moża by włączyć tv ale co dobrego wyjdzie z tego, że mała przesiedzi kilka godzin przed bajkami, które notabene pewno widziała już z milion razy? 
Jednym z noworocznych postanowień jakie poczyniłam w tym roku (tak tak - i mnie też nie ominęło ;)) było ograniczenie Amelce czasu spędzanego przed tv. Zamiast tego zdecydowaliśmy z Markiem bardziej rozważnie dobierać jej zabawy i gry i starać się spędzać z nią jak najwięcej czasu tzw. "one to one" :)
Dziś już od powrotu z przedszkola Mała domagała się włączenia jej bajek, na co oczywiście stanowczo się nie zgodziłam. I choć początkowo bardzo się jej to nie spodobało i głośno protestowała a nawet próbowała wymusić na mnie zmianę decyzji wielkimi jak grochy łzami (w tym jest najlepsza - wielki lament i płacz ma na  zawołanie - nawet panie w przedszkolu stwierdziły, że kiedy coś jej się nie podoba to oczy zamieniają się w sekundę w dwa wodospady ;)) to szybko odwróciłam jej uwagę angażując w pomoc w przygotowaniu obiadu. A co jak co ale gotować i generalnie pomagać w kuchni Amela uwielbia! 
Po obiedzie znów próbowała wspominać o tv ale sprytna mama znów szybko odwróciła uwagę i zagadując zabrała na górę do amelkowego pokoiku :) A kto widział pokój małej ten wie jak doskonale nadaje się on do zaszycia się w nim z zabawkami na całe godziny! (zdjęcie dla zobrazowania o czym mówię ;))


Podobnie było i dziś! Małej wystarczył rzut oka na pokój, ogarnięcie wzrokiem wszystkich zabawek i podjęcie błyskawicznej decyzji - dziś robimy piknik wszystkim lalom, misiom i innym Swinkom Peppom ;) 
A jak się zabawa rozkręciła to i mama przestała być potrzebna i wyproszona  z pokoju a drzwi zatrzasnęły się z hukiem :P

Kolejne zdjęcie przedstawia Krasnalińską w otoczeniu wszystkich zabawek zaproszonych dziś do  zabawy (aż się boję pomyśleć ile będzie złości i protestów kiedy będzie to wszystko trzeba odłożyć na miejsca przed spaniem ;)) a jeszcze przed rozłożeniem wszystkich plastikowych talerzyków, kubeczków, jajek i innych piknikowych przekąsek ;) Wystarczy trochę wyobrazni i zabawa lepsza niż wszystkie kreskówki telewizyjne na świecie gotowa ;) 





Wednesday, 9 January 2013

spóźniony Mikołaj :)

Jak już wspominałam we wcześniejszych postach, ze względu na ospę i uziemienie w domu Amelkę ominęło tegoroczne przyjęcie świąteczne w przedszkolu, podczas którego dzieci odwiedził Mikołaj.

Jak się wczoraj okazało nie zapomniał on o Amelce i zostawił opiekunkom prezent dla niej :)
Tuż po wejściu na salę, Małej został wręczony pakunek i pozdrowienia od Świętego. Co prawda sprawiło to chwilowych kłopotów bo Amelka zakochana w samej idei dostawania prezentów, za nic nie pozwoliła mi go zabrać do domu. Nie zechciała go też od razu otworzyć, za to na każdą moją i pań opiekunek sugestię, żeby go odłożyć na bok na czas zabawy reagowała histerycznym krzykiem! Najważniejsze, że prezent ładnie zapakowany był i to już był powód do szczęścia :) Najchętniej Krasnalińska by się do niego przytuliła i spędziła całe popołudnie taszcząc wszędzie ze sobą! 
Widocznie jednej z pań udało się Amelę przekonać do schowania pakunku do czasu wyjścia do domu, bo kiedy po nią wczoraj przyszłam to Mała ładnie bawiła się z innymi dziećmi a prezencik leżał na szafie :)

Jeszcze nigdy droga powrotna z przedszkola do domu nie minęła nam tak szybko! Amelę tak napędzała chęć zdarcia papieru i dostania się do prezentu, że nawet nie spojrzała na mijane po drodze 2 place zabaw (normalnie to ucieka mi za każdym razem i ciężko ją namówić na powrót do domu ;)).
A w domu okazało się, że aby otworzyć prezent trzeba było najpierw posprzątać w amelkowym pokoju wszystkie zabawki (miejsce wyglądało jak po przejściu małej trąby powietrznej). Tu również czekało mnie zaskoczenie bo jeszcze nie widziałam Małej aby tak szybko i bez marudzenia pozbierała wszystkie swoje sprzęty.

A kiedy w końcu można już było dostać się do prezentu, Amela wyglądała tak: 


Jedynie małe zdziwienie wzbudził u niej fakt, że na pudełku zauważyła logo znanej sieci supermarketów i przez chwilę zastanawiała się czemu Mikołaj robił tam zakupy skoro od prezentów ma elfy?? 

Ja sama do domu też nie wróciłam z pustymi rękami (oczywiście poza dźwiganiem amelowego plecaczka i prezentu), okazało się bowiem iż wygraliśmy z Markiem upominek w loterii fantowej (losowanie miało miejsce w czasie wspomnianego już przyjęcia świątecznego). 
A oto co dostałam:


Zestaw do relaksującej kąpieli zawierający: różany żel do kąpieli, gąbkę, świeczkę, rękawiczki kąpielowe i obłędnie pachnący krem do rąk :) 
Zgadnijcie co będę robiła dziś wieczorem????