About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Thursday, 24 May 2012

o czym by tu..........

Jak w tytule - właśnie się zastanawiam o czym by tu napisać, albo raczej od czego zacząć??
Długo nie pisałama, ale jak się ma na głowie pracę, dziecko, dom, przeprowadzkę i jeszcze pilnuje dzieci znajomym kilka razy w tygodniu to ciężko znaleźć wenę do pisania. Kiedy przychodzi wieczór, jestem zwykle tak zmęczona, że jedyne o czym marzę to spanie! Jak nic pożegnałam się z bezsennością i wieczorami kończącymi się zwykle w okolicach 2-3 nad ranem.

W poniedziałek, zaczęliśmy oficjalnie nasze przeprowadzanie się. Korzystając z dnia wolnego od pracy (to M. bo ja w poniedziałki i tak nigdy nie pracuję) podrzuciliśmy znajomym Amelkę na przechowanie (spędziła niezapomniany dzień w towarzystwie, które uwielbia - aż nie chciała wieczorem wracać do domu), a sami zabraliśmy się za pakowanie i przewożenie pierwszych pudeł.
Marek powiesił też karnisze w sypialniach i lampę w naszej sypialni (amelkowej lampie jeszcze coś trzeba dokupić, żeby po zawieszeniu działała - ale że się nie znam to nie będę się zagłębiała w szczegóły). W każdym razie jestem z wyboru jakiego dokonałam bardzo zadowolona i już widzę oczami wyobraźni jak to wszystko będzie już niedługo wyglądało.
W domu udało mi się przekopać przez wszystkie amelkowe zabawki, posegregować te, z których już wyrosła, odłożyć do osobnego koszyka wszystkie grzechotki i gryzaki, którymi bawi się mały Oli, którego czasem z Amelą pilnujemy i zajęło mi to jakieś 2.5 godziny!! Wiedziałam, że mała ma sporo zabawek, ale dopiero kiedy wyciągnełam wszystkie pudła i kosze z jej sprzętami złapałam się za głowę! Do nowego domu spakowałam już i przewiozłam 2 pudła z samymi zabawkami a w pokoju Amelki jakby nic nie ubyło!!!
No ale najważniejsze, że przeprowadzka rozpoczęta!!
We wtorek, wróciliśmy znowu do nowego domu z zamiarem uporządkowania ogrodu. Markowi udało się (przy pomocy uczynnego pana sąsiada), spiłować i powalić prawie 5 metrową uschniętą tuję! Jak dobrze, ze już nie ma tego paskudztwa! nigdy nie specjalnie interesowałam się roślinami ogrodowymi ale tuj wybitnie nie lubię! od zawsze kojarzą mi się z cmentarzami i generalnie jestem na nie! W każdym razie, po 2 godzinach pracy (Marka, bo ja spędziłam ten czas głównie na bieganiu po domu i ogrodzie za Amelką) ogród wyglądał jakby wybuchła w nim bomba! Wszędzie stos powycinanych krzaków, wykopana suszarka na pranie (która straszyła swoim wyglądem i zajmowała pół ogródka).
Tuż przed naszym powrotem do domu, przyjechali do nas właściciele mieszkania z kuzynką, która po pierwsze bardzo chciała zobaczyć dom po remoncie, a przy okazji posłużyła za świadka przy podpisywaniu naszej umowy wynajmu mieszkania. Amelia starała się za wszelką cenę zostać duszą towarzystwa i zagadywała wszystkich po kolei, próbowała też zaciągnąć wszystkich na piętro z zamiarem oprowadzenia po swoim nowym pokoju :) Na koniec od właściciela mieszkania dostała pudło zabawek (głownie samochodów, traktorów, koparek i betoniarek - odziedziczone po chłopcu, który zamieszkiwał kiedys ten dom) i cała szczęśliwa dała spokój oprowadzaniu gości i zajęła się zabawą.
Wczoraj początkowo też mieliśmy pojechać porządkować ogród ale stwierdziliśmy, że przyda nam się dzień przerwy i trochę odpoczynku i zostaliśmy w domu. I jak się ostatecznie okazało dobrze zrobiliśmy, gdyż przyszła mega burza z piorunami i wielką ulewą i z naszej pracy i tak nic by nie wyszło (jak mieszkamy w Szkocji te kilka lat to chyba była nasza 3 albo 4 burza - więc przez chwilę poczułam się prawie jak w Polsce :) )
Dziś po powrocie M. z pracy znów tam pojechaliśmy, ale żeby sprawdzić jak naprawdę Amelia jest nauczona wołać o sikanie do nocnika, z premedytacją nie założyłam jej pieluszki (do tej pory zawsze jak wychodzi z domu to jeszcze z pampersem), no i niestety jak się okazało to był błąd!!
W ciągu godziny zsikała się 3 razy. Jeden raz zawołała o nocnik, ale wpadła w histerię jak się okazało, że nie ma jej nakładki na sedes a ona na takim dużym za nic nie chciała usiąść. Kiedy ją posadziłam na siłę, zaczęła wrzeszczeć tak, że pewnie wszyscy nowi sąsiedzi już nas słyszeli (na dodatek wszystkie okan były pootwierane bo wietrzyłam sypialnie i łazienke z zapachu farb, który jeszcze unosi się w powietrzu). Dobrze,            ze w poniedziałek zawiozłam tam już część pudeł z ubrankami z zeszłego lata i miałam ją w co przebrać. Po kilku próbach wysikania jej poddałam się i wychodziłyśmy do ogródka (stwierdziłam, że jak ma się znów posikać to lepiej chociaż żeby to nie było w domu), kiedy prawie udało się jej wyjść z domu nie wytrzymała i nasikała przy wyjściu z kuchni na zewnątrz, poślizgnęła się w kałuży i prawie rozbiła głowę o próg! W tym momencie już nie wytrzymałam, przebrałam ją po raz kolejny i zarządałam od M. odwiezienia nas do domu! W czasie drogi powrotnej zsikała się po raz czwarty!!!!Sama nawet nie poczuła kiedy, bo gdy ją wyciągnełam z fotelika nawet nie wiedziała, że ma mokre gatki! Sama już nie wiem czym to wszystko było spowodowane bo cały dzień bardzo ładnie wołała za każdym razem kiedy musiała isć do łazienki. Trochę się teraz martwię, że niepotrzebie naraziłam ją na taki stres zabierając  ją w sumie jeszcze obce dla niej miejsce bez pieluszki i bez nakładki na wc. Nauczona dzisiejszym doświadczeniem drugi raz błędu takiego nie popełnię!
Prosto po powrcie do domu, Amela wylądowała w wannie, później zjadła kolację i o 19 bez gadania poszła spać. Chyba widziała jak jestem zła i już wolała nie protestować ani wdawać się w żadne awantury.
Od naszego powrotu minęło już 2.5 godziny a ja dopiero teraz czuję, że trochę ochłonęłam. Właśnie skończyłam prać wszystkie ubranka, które w ciągu godziny udało się Amelce przemoczyć, a Marek poszedł do samochodu po fotelik, który też trzeba jakoś doprowadzić do stanu sprzed zalania!

No dobra, kończę już bo się trochę przydługi ten post robi i nikomu nie będzie się chciało czytać kolejne!
Jak zrzucę z aparatu zdjęcia ogrodu (albo raczej pobojowiska, które wg M. już niedługo będzie ogrodem) to postaram się je zamieścić w jakiejś niedługiej przyszłości.
Jutro prawdopodobnie będzie ostatni dzień naszego dostępu do internetu i odezwę się już chyba dopiero po przeprowadzce i po założeniu nowej tv i neta (co powinno nastąpić w okolicach 30go maja).

Na koniec pochwalę się lampami, jakie udało mi się wynaleźć do sypialni naszej i amelkowej



Zdjęcia pochodzą ze strony sklepu debenhams.com

2 comments:

  1. Amelki lampa śliczna, a Wasza też ładna, jednak nie w moim guście ;) Nic co składa się z jakichkolwiek 'kryształków' nie jest w moim guście ;)
    Udanej przeprowadzki!

    ReplyDelete
  2. Wszystko zależy od tego, czy lampa pasuje do reszty :) moja nie podobała się nikomu, a nie wyobrażam sobie innej :P chociaż jest banalnie prosta... już nie wspomnę jaką walkę stoczyłam o realizację pasków kwiatowych i tego koloru mebli... :] Kinia, kto jak kto, ale my stawianie na swoim mamy we krwi :P

    ReplyDelete