About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Wednesday, 31 October 2012

Post - halloween...

Do tej pory mimo, że mieszkamy w kraju gdzie Halloween obchodzi się hucznie i z cała "otoczką" nie braliśmy w tym dniu nigdy czynnego udziału.
Jakoś nie bawiły nas przebieranki, dzieciaki do drzwi nie pukały po słodycze z prostej przyczyny, iż mieszkaliśmy w bloku do którego dostępu bronił domofon. 
Amelka też była za malutka żeby cokolwiek rozumieć a my sami jakoś bardziej w tym dniu myśleliśmy o zbliżającym się Święcie Zmarłych.

W tym roku postanowiłam wszystko zmienić.
Amelka jest już na tyle duża, że rozumie o wiele więcej i chcę aby miała kiedyś w przyszłości wspomnienia związane nie tylko z polskimi tradycjami i świętami ale skoro już urodziła się w tym kraju to dobrze by było aby i tutejsze zwyczaje nie były jej obce.

Strój wiedźmy i tak mieliśmy zakupić ze względu na przedszkole więc nic nie stało na przeszkodzie aby spędziła sobie w nim reszę dnia :) 
Ja też postanowiłam zaopatrzyć się w kapelusz i perukę wiedźmy, które okazały się doskonałym uzupełnieniem do mojego czarnego stroju. Do tego make up i byłam gotowa otwierać drzwi dzieciakom :)





AmelkowaMama - wiedźma!














Grota groźnej czarownicy (a tak naprawdę ganek ;))












Wersja początkowa była taka, iż funkcję odźwiernego miał pełnić Amelkowy Tata ale stwierdziłam, że sposób w jaki pomalował sobie twarz był zbyt przerażający dla maluszków, które nieświadome niczego mogły zapukać do naszych drzwi i sama chcą nie chcąc stałam się "groźną" czarownicą.













Amelkowy Tata - nawet ja się przestraszyłam na jego widok, zwłaszcza kiedy założył czarną bluzę i naciągnął kaptur na głowę!





Amela była chyba zaskoczona ilością odwiedzających nas tego wieczora osób, zachwycona wieloma strojami (kilka razy świetnie udała przerażenie i chowała się za mną z krzykiem "Mamuś I am scared! Look at them!" :) ) No i nie omieszkała się wielokrotnie poczęstować słodyczami z mis czekających na "gości" :)
Nawet raz stwierdziła wskazując paluszkiem na miskę wypełnioną ciastkami i babeczkami "This is my lunch
Jasne - pomarzyć zawsze może :)










Nasze dyńki :) 



A za rok wybierzemy się i my z Amelką w odwiedziny do okolicznych sąsiadów i będziemy pukać do ich drzwi z okrzykiem "Treat or trick" :)



Halloween....





Mała Wiedźma odstawiona do przedszkola więc mam teraz blisko 3 godziny czasu tylko dla siebie. 
I cały milion dylematów! 
Zrobić sobie kawę czy herbatę?? 
Włączyć radiową trójkę czy lepiej jakąś płytę cd? 
Rozłożyć się na łóżku czy lepiej na sofie???
Poczytać Gretkowską czy jakieś romansidło Deveraux??

Ahhh....
Mieć w życiu tylko takie problemy..... ;)

ps. Make up wiedźmy to totalny niewypał - Mała zrobiła mi w połowie jego robienia awanturę, że ona nie chce białej twarzy tylko różową i sobie poszła taka niedokończona do tego przedszkola ;)

Saturday, 27 October 2012

wolna sobota...

Rzadko mi się zdarza mieć wolną sobotę. 
Jestem co prawda przeważnie w domu w ten dzień, ale w 99% przypadkach jestem po przepracowanej piątkowej nocce i przed pracującą sobotnią nocą więc większość dnia spędzam wówczas w łóżku, ewentualnie snuję się po domu w piżamie przez większość czasu i jeśli nie ma mnie w łóżku to prawie napewno można mnie znaleźć na dole na sofie  ;)

Wczoraj ze względu wizyty w konsulacie nie poszłam już do pracy na noc (zamieniłam się na poniedziałek). Wiedziałam, że wrócę do domu po południu zła i zmęczona.
 Na dobicie pojechaliśmy jeszcze wracając z Edynburga na zakupy, które przez to, że Amela od sniadania nie miała nic w żołądku i z głodu była już wściekła zamieniły się w piekło!
Pójście na noc do pracy po takim dniu chyba by mnie już całkiem wczoraj wykończyło.

No ale nie o tym....
Dziś, ze względu na fakt przespania całej nocy (no dobra - może z połowy nocy bo spać poszłam po 2 rano, ale nic nie poradzę na moją bezsenność), od rana mogłam cieszyć się całym długim dniem z rodzinką :)

Po pysznym śniadanku przygotowanym przez Amelkowego Tatę, pojechaliśmy dokończyc wczorajsze zakupy (przez podły humor małej nie zdążyliśmy już wczoraj kupić ani dyni ani kostiumu na halloween ani dekoracji).
Dziś, dzięki stosunkowo wczesnemu (przed 10) wyjechaniu z domu uniknęliśmy w centrum handlowym dzikich tłumów, szyko obskoczyliśmy wybrane sklepy i przed 12 byliśmy już spowrotem w domu. 
Po powrocie stwierdziliśmy zgodnie z M., że niepotrzebnie wydawaliśmy kasę na dekorację, bo bałagan jaki mieliśmy rano w domu można było zachować do środy i wówczas przestraszyłby każdego odwiedzającego ;)
No ale nie ma to jak zgrany team - M. wziął się za sprzątanie parteru (salon i kuchnia), ja wzięłam na siebie górę (sypialnie i łazienkę) i po godzinie dom aż błyszczał i pachniał świerzością.
Z rozpędu, Marek wyszedł też posprzątać przed dom, zamieść chodniczek, pograbić liście z trawnika (a trochę ich jest bo spadają nam na niego liście z drzew parkowych) i poprzycinać  i przygotować do zimy krzewy rosnące przed domem. Amelka korzystajac z okazji pobiegła z piłką pobiegać w liściach w parku (miała do krzątającego się przed domem i pilnującego jej M. może z 5metrów ;) )
A ja w tym czasie umyłam na górze okna i przygotowałam obiad, który skończył się gotować dokładnie w momencie powrotu moich zmarzniętych Miśków do domu.


O tak dziś było - nie powiem - całkiem smaczna mi ta pasta wyszła :)



A na jutro zostawiliśmy sobie wycinanie dyń i dekorowanie domu na halloween.



ps. pewno niektórzy z Was już zauważyli, że blog znów jest otwarty. Chyba lepiej mi się pisze (i częściej mam wenę) w ten sposób. Jeśli w przyszłości zaistnieje taka potrzeba blog znów będzie dostępny tylko dla wybranych czytelników, ale jak narazie niech zostanie otwarty. Miło mi będzie za to, jeśli nowi podczytywacze zostawią choć mały ślad po sobie, czy to w postaci komentarza czy jeśli wolą bardziej anonimowo - mogą napisać maila - i zostawić namiary na swoje blogi. Chętnie Was poznam :)

Friday, 26 October 2012

po wizycie w konsulacie...

Nie pisałam o tym wcześniej, bo na samą myśl o dzisiejszym dniu już od tygodnia bolał mnie brzuch.
Nie wiem z czym się to wiąże, ale w potrzebie załatwienia jakiejś sprawy urzędowej (w polskim urzędzie) reaguję alergicznie i bardzo stresowo!

Podobnie było i dziś z wizytą w konsulacie i złożeniu wniosku o wydanie Amelce paszportu. Jak do tej pory Mała miała już 2 paszporty (oba tymczasowe, które ważne były przez rok). I jak do tej pory nie było ze składaniem wniosku i odbieraniem gotowego dokumentu najmniejszych problemów. Cały proces trwał ok 4 tygodni. Jechało się do konsulatu, odstało swoje w kolejce, wypełniło i złożyło wniosek i komplet potrzebnych dokumentów i po ok 4 tygodniach dokument można było odebrać. W tym roku, paszport Amelki stracił ważność już w czerwcu, ale że nie planowaliśmy podróży do Polski przed listopadem więc w swej naiwności pomyślałam, że jeśl i zaczniemy całą procedurę z początkiem września do połowy listopada powinniśmy się spokojnie wyrobić.

Niestety (głupia ja) nie wzięłam pod uwagę możliwości zmiany przepisów. O czym pisałam już wcześniej o TUTAJ
Od tego roku, jak się okazało nie można było już tak poprostu udać się do konsulatu i ustawić w ogonku petentów. Żeby móc się ubiegać o wydanie wniosku (i złożenie go), trzeba się było najpierw zarejestrować przez stronę konsulatu i zarezerwować termin. Wszystko by było ok, gdyby nie fakt, że na pierwszy wolny termin musieliśmy czekać DWA MIESIĄCE!!!!
No  i dziś właśnie był ten dzień! pojechaliśmy, ustawiliśmy się w kolejce (to nic, że jest sie umówionym na godzinę - to w koncu polski urząd jest i swoje odstać trzeba!), wypełniliśmy wniosek, złożyliśmy wszystkie papiery i zapytaliśmy o termin odbioru. I tu znów niespodzianka! Od siernia obecnego roku (uwaga!uwaga!) znów zmieniły się przepisy i zamiast paszportu tymczasowego rocznego - Amelka dostanie tymczasowy pięcioletni - a co za tym idzie urząd na wyrobienie dokumentu zarezerwował sobie nie jak do tej pory 4 tygodnie a OKOŁO TRZY MIESIĄCE!!!! Co oznacza, że paszport może być gotowy na koniec stycznia 2013 (ale nie musi - bo to przecież OKOŁO 3 mce - a co za tym idzie może być też trochę dłużej!) Normalnie nie wiadomo czy śmiać się czy płakać!
Cały proces wyrabiania dziecku dokumentu jak dobrze pójdzie zamknie się w przeciagu PÓŁ ROKU!
Mam nadzieję, że do wielkanocy się wyrobią (bo mamy już wykupione bilety na samolot). I jeszcze mam nadzieję, że w tym okresie nie wydarzy się nic pilnego, coby sprawiło, że jednak musimy się stawić w kraju bo wtedy to już byłby cyrk na kółkach!!

Thursday, 25 October 2012

spajsi frogs :)

Skoro zgadujecie i się zastanawiacie, to nie będę Was dłużej trzymała w niepewności - spajsi frogs to według Amelki zielone oliwki (Kasiu byłaś najbliżej z tymi brokułami i szpinakiem - przynajmniej się kolor zgadzał ;))

Na obiad tego dnia Amelka między innymi jadła włoski chlebek focaccia z zielonymi oliwkami, a że po upieczeniu oliwki trochę ściemniały, wyglądem przypomniały jej pieczarki (znane Amelce jako grzybki a wymawiane przez nią źibki). 
Źibki musiały jej się skojarzyć z źiabkami a źiabki jak wiadomo to frogs więc to co miała na talerzu nazwała spicy frogs :D 

Czasem naprawdę ciężko jest zrozumieć co nasze dziecko ma na myśli i trzeba się nieźle nakombinować, żeby dojść i zrozumieć tok jej myślenia (zwłaszcza jak miesza wszystko w dwóch językach ;))

Przynajmniej nie jest nudno :D 


Focaccia z oliwkami

Tuesday, 23 October 2012

zdolna jestem niesłychanie....

.... i zaspałam! Normalnie spełnił się jeden z moich najczarniejszych snów! Po wczroajszej nocce byłam dziś tak wykończona, że po odprowadzeniu małej do przedszkola padłam na łóżko i zasnęłam. Budzik i owszem nastawiłam, ale co z tego, skoro wyłączyłam i .... poszłam spać dalej!
A jak się obudziłam to była 15.15!!! A w domu cisza! I ja próbująca zrozumieć co się właśnie stało???FU**!!!! A kiedy dotarło do mnie, że najpóźniej do 15.05 powinnam odebrać Amelę z przedszkola, to prawie zeszłam na zawał!! 
Wyskoczenie z łóżka, ubranie się i dobiegnięcie do przedszkola zajęło mi równe 4 min!!!
15.19 dobijałam się do bramy zamkniętego już przedszkola, w którym obecne były tylko 2 opiekunki i mój bąbelek! Już nawet była ubrana w swoją czapkę, płaszczyk i kaloszki i z plecakiem na ramionach czekała na zaspaną mamę!
A pani opiekunka miała własnie wykręcać moj nr tel!!
Co się wstydu najadłam to moje! Dawno nie czułam sie tak głupio!

Od tej pory zanim pozwolę sobie zasnąć upewnię się, że mam nastawiony nie jeden budzik ale ze trzy!!

**********

A z innej beczki to mam zagadkę ;)

Kto zgadnie co miała Amelka na myśli mówiąc, że nie będzie jadła "Spicy żabki"???
Dla ułatwienia dodam, że nie była to kuchnia francuska i z żabami zawartość miseczki nie miała nic wspólnego ;)

*********

A dzisiejszą piosenkę dnia sponsoruje Helenka Rubik :)

http://www.youtube.com/watch?v=mAlX7xi-v8Y

Monday, 22 October 2012

ciasteczkowo..

Co można robić z mamą i tatą w długi, ciemny, jesienny wieczór???

Piec i dekorować ciasteczka oczywiście :)


Ciasteczka jabłkowo-cynamonowo-owsiano-bakaliowe!
Niebo w gębie!!!


Kruche maślane ciasteczka - 
- wprawki przed wypiekami świątecznych pierniczków :)


Dziś tylko zdjęciowo bo niedługo muszę zbierać się do pracy, ale już niedługo pojawi się więcej postów "pisanych"- obiecuję!

Monday, 15 October 2012

ten dzień...

to już 4 lata 4 miesiące i 2 tygodnie minęły a ja ciągle pamiętam i z każdym wspomnieniem pęka mi serce :(


Sunday, 14 October 2012

Amelkowy Tata

Dziś reklama :)

oto Marek - Amelkowy Tata - i jego blog

kto ma ochotę niech zajrzy i może też polibić fun page na facebook'u

zapraszamy :)

BLOG

FUN PAGE


Friday, 12 October 2012

Maciusiowi...

Właśnie dostałam wiadomość na którą wyczekiwałam od kilku dłuugich dni!

Już jest!
Właśnie się urodził!

Maciuś - synek najlepszej przyjaciółki! Duży i zdrowy chłopczyk, i wielka dzielna mama!

Witaj po tej stronie brzucha Maciusiu !!!

Kasiu, wiedziałam, że świetnie sobie poradzisz!
Spokoju i przespanych nocy życzymy :)




rozmowy z córką...

Amelka tęsknie wyglądając przez okno na zalany deszczem park i plac zabaw: Mamuś, zobacz there's a swing! Amelka bardzo lubi playground! 
Mama: Amelko ale dziś nie możemy iść do parku na huśtawki bo wszystko jest mokre od deszczu.
Amelka: Don't be silly Mamuś!

ps. od kiedy chodzi do przedszkola, w córkowych wypowiedziach coraz wiecej przeplata się angielskich zwrotów i "wielkich" jak na 3 latkę słów (np odpowiadając na pytanie czy będzie jadła obiad odpowiada mi "Certainly not Mamo" :) )

Jak jej tu nie kochać?? :)

Thursday, 11 October 2012

na zakupach...

kto zna Amelkę, ten wie jaki rasowy z niej zakupoholik!
Najbardziej lubi wszelkiego rodzaju supermarkety i oczywiście sklepy z zabawkami, trochę mniej te z ubraniami.
A od jakiegoś czasu niezmiennie w zakupach musi jej towarzyszyć Kubuś Puchatek. Na pytanie dlaczego wiecznie ciągnie ze sobą wcale nie takiego małego pluszaka odpowiada "to jest my favourite toy Mamuś" :)
No i koniec końców, Kubuś zawsze jedzie z nami.

Podobnie było i wczoraj, a że Amelia miała rączki zajęte wybieraniem zakupów, to Puchatek musiał przesiąść się do wózka - tylko ludzie się czasem z uśmiechem oglądali za nami :P


Monday, 8 October 2012

bezsenność

Męczy mnie moja bezsenność. Od kiedy przeszłam w pracy na nocną zmianę (i co z tym związane wróciłam na cały etat), poza domem jestem 4 do 5 nocy w tygodniu. 

Te 2 lub 3 noce, które mi zostają stają się za to coraz dłuższe i coraz bardziej bezsenne...
Nie ma znaczenia jak bardzo jestem zmęczona wieczorem i czy w ciągu dnia odsypiałam 5 godzin, godzinę czy może wcale. Wystarczy, że przychodzi godzina 21 a ja nagle robię się bardzo rozbudzona, zmęczenie znika jak po wypiciu mieszanki kawy i napoju energetycznego (choć i jednego i drugiego staram  się unikać i pić jak najmniej). I tak mi zostaje do 2 lub 3 nad ranem. Ostatnio pobiłam rekord i zasnęłam dopiero po 4.15.! 

Leżę wtedy w łóżku, myślę, czytam, oglądam filmy i seriale, na które normalnie nigdy nie mam czasu, uczę się szydełkować, znowu myślę, robię kartki przy pomocy haftów krzyżykowych....

Wczoraj za to do 2 giej nad ranem przeglądałam amelkowe zdjęcia. Od długiego czasu noszę się z zamiarem ich posegregowania, opisania, wydrukowania co ładniejszych do albumów. Ciężko się za to zabrać bo przeraża ich ilość (blisko 8000!), ale wizja długich jesiennych wieczorów i jeszcze dłuższych bezsennych nocy sprawia, że projekt ten staje się coraz bardziej realny

A to zjdęcia, o których w ogóle zapomniałam, że istnieją. Amelka miała tutaj dokładnie 7.5 miesiąca. Rozczula mnie, kiedy widzę ten delikatny uśmiech i wielkie oczy. Nic się w tej kwestii nie zmieniło.
Podobnie jak i miłość do książek :)


A teraz czekam tylko na powrót Amelki z przedszkola i w planach mamy popołudniowe pieczenie maślanych ciasteczek! Pudło foremek do wycinania już czeka przygotowane (ponad 30 różnych kształtów) do tego zakupione wczoraj akcesoria do dekoracji. Sama się cieszę jak dziecko na takie spędzanie czasu :) 

Sunday, 7 October 2012

marzył mi się spokojny, rodzinny dzień...

... i wszystko byłoby ok, gdyby nie jedna osoba w pracy, która swoim prostactwem, niekompetencją i arogancją (że nie wspomne o lenistwie), tak mnie wyprowadziła z równowagi, że ciężko było mi się dziś uspokoić.

Po trzech ostatnich przepracowanych nocach, miałam nadzieję, na szybką drzemkę rano zaraz po powrocie do domu a później spokojny, leniwy dzień z Markiem i Amelką. 


Niestety z powodów wyżej wymienionych, wróciwszy do domu cisnienie miałam tak podniesione, że o spaniu nie było nawet mowy. Zamiast tego wybraliśmy się na szybkie zakupy i w ramach odstresowania zabrałam się za wypieki :) 



Jakoś zawsze działało to na mnie uspokajająco. Podobnie było i dziś.

Marek, zdecydował, że z okazji nadejścia jesieni marzy mu się słodki, korzenny piernik (którego ja nigdy w życiu wcześniej nie piekłam). No ale czego się nie robi dla ukochanego męża?? :)

Po szybkiej "konsultacji" z wujkiem Googlem i dokonaniu odpowiednich zakupów, spędzeniu pół godziny w kuchni (w towarzystwie M., który gotował w tym czasie obiadek), wyszło mi takie cudo......

........taaaaadaaaaammmmmmmmm ..........


Pachnie obłędnie i smakuje równie dobrze jak wygląda :)

A ja przekonałam się, że jednak umiem piec piernik i już wiem, że napewno będzie taki u nas w tym roku na świątecznym stole!



Saturday, 6 October 2012

Amelka, kręcąc się po pokoju z miotłą dwa razy większą od siebie podśpiewuje pod nosem: "sweep, sweep Amelka psiąta" :D

żeby jeszcze o prządek w swoim pokoju tak dbała

Thursday, 4 October 2012

jeansowy dzień :)

Dziś w naszej szkole podstawowej (w której mieści się Amelkowe przedszkole) jest dzień noszenia jeansów. Na codzień uczniowie, jak w każdej szkockiej szkole, zobowiązani są do noszenia mundurków (nie dotyczy to co prawda przedszkolaków, które mogą chodzić w czym chcą byleby było wygodne i umożliwiało maluchom samodzielne rozbieranie/ubieranie w czasie korzystania z toalety), ale nie dziś :) 

Cała akcja pod tytułem "Jeans for genes" ma cel charytatywny i polega na ofiarowaniu  przez każdego ucznia 1 funta na fundację opiekującą się dziećmi obciążonymi chorobami genetycznymi. Wpłacając owego funta, uczniowie jak gdyby "wykupują" sobie pozwolenie na przyjście do szkoły w tym dniu bez mundurka i każdy na znak solidarności z chorymi dziećmi zakłada jeansy.

Amela, która na codzień do przedszkola chodzi zwykle w legginsach, dresach czy spódniczkach, dzisiaj podobnie jak wszystkie inne dzieci wbiła się w swoje jeansy (kupione specjalnie na dzisiejszą okazję, bo ze starych dziwnym trafem się jej ostatnio wyrosło ;) ), i choć nie było jej zbyt wygodnie (chyba nigdy nie jest wygodnie w nowej parze jeansów, zanim się nie "rozbiją" i dopasują do sylwetki) z uśmiechem na ustach i  pieniążkiem w łapce pomaszerowała do przedszkola.

Podobało mi się, że nie tylko dzieci ale też wszystkie panie opiekunki ubrane były w swoje jeansy. 
Nie tylko fajnie to wszystko wyglądało, ale i przy okazji miało szczytny cel i dało nam rodzicom okazję do porozmawiania z naszymi przedszkolakami na temat chorych dzieci, akcji charytatywnych i tego jak można pomagać. Niby funt to nic wielkiego ale jeśli przeliczyć go razy kilkuset uczniów i nauczycieli wyjdzie im z tego całkiem niezła suma, która napewno przyda się rodzicom chorych dzieci czy ośrodkom rehabilitacyjnym.

Poza dniem jeansów, w szkole dziś sporo się dzieje gdyż  rano przyjechał fotograf i Amelka dorobi się swojego pierwszego w życiu oficjalnego zdjęcia (przed)szkolnego :)