Jakoś nie bawiły nas przebieranki, dzieciaki do drzwi nie pukały po słodycze z prostej przyczyny, iż mieszkaliśmy w bloku do którego dostępu bronił domofon.
Amelka też była za malutka żeby cokolwiek rozumieć a my sami jakoś bardziej w tym dniu myśleliśmy o zbliżającym się Święcie Zmarłych.
W tym roku postanowiłam wszystko zmienić.
Amelka jest już na tyle duża, że rozumie o wiele więcej i chcę aby miała kiedyś w przyszłości wspomnienia związane nie tylko z polskimi tradycjami i świętami ale skoro już urodziła się w tym kraju to dobrze by było aby i tutejsze zwyczaje nie były jej obce.
Strój wiedźmy i tak mieliśmy zakupić ze względu na przedszkole więc nic nie stało na przeszkodzie aby spędziła sobie w nim reszę dnia :)
Ja też postanowiłam zaopatrzyć się w kapelusz i perukę wiedźmy, które okazały się doskonałym uzupełnieniem do mojego czarnego stroju. Do tego make up i byłam gotowa otwierać drzwi dzieciakom :)
AmelkowaMama - wiedźma!
Grota groźnej czarownicy (a tak naprawdę ganek ;))
Wersja początkowa była taka, iż funkcję odźwiernego miał pełnić Amelkowy Tata ale stwierdziłam, że sposób w jaki pomalował sobie twarz był zbyt przerażający dla maluszków, które nieświadome niczego mogły zapukać do naszych drzwi i sama chcą nie chcąc stałam się "groźną" czarownicą.
Amelkowy Tata - nawet ja się przestraszyłam na jego widok, zwłaszcza kiedy założył czarną bluzę i naciągnął kaptur na głowę!
Amela była chyba zaskoczona ilością odwiedzających nas tego wieczora osób, zachwycona wieloma strojami (kilka razy świetnie udała przerażenie i chowała się za mną z krzykiem "Mamuś I am scared! Look at them!" :) ) No i nie omieszkała się wielokrotnie poczęstować słodyczami z mis czekających na "gości" :)
Nawet raz stwierdziła wskazując paluszkiem na miskę wypełnioną ciastkami i babeczkami "This is my lunch"
Jasne - pomarzyć zawsze może :)
Nasze dyńki :)
A za rok wybierzemy się i my z Amelką w odwiedziny do okolicznych sąsiadów i będziemy pukać do ich drzwi z okrzykiem "Treat or trick" :)









