Coś się ze mną dziś dzieje i zupełnie się nie poznaję.
Jest mi smutno i cały czas chce mi się płakać.
A największe łzy poleciały mi kiedy sobie pomyślałam, że mam ochotę na cheesburgera z McDonalda!!!!
Autentycznie sie poryczałam jakby miał się kończyć świat!
A do tego jeszcze się zaczęłam histerczynie śmiać w tym samym momencie jak sobie uświadomiłam, jaka jestem głupia :P
Dobrze, że był M. rozłożył szeroko ramiona, przytulił do piersi i nie zadająć zbędnych pytań dał się wypłakać nie bacząc na to, że ma pół koszulki mokrej ;)
A potem się pośmiał razem ze mną (a może ze mnie???)
Mam nadzieję, że jutro już wrócę do normalnej równowagi emocjonalnej ;)
A teraz uciekam do pracy (na myśl o której, też chce mi się płakać!!)
About Me
- KiniaMamaAmelki
- Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,
Saturday, 24 November 2012
Thursday, 22 November 2012
piosenka na dzisiejszy wieczór
Cały wieczór mi dziś towarzyszy - miałam być w pracy a jestem w domu.
Za oknem deszcz a na stole ogień - ze świec...
Dobrze jest, ciepło i spokojnie....
lazy day & liebster blog award
Dziś dzień totalnego luzu i lenistwa. Rano obudził mnie soczysty (nieco obśliniony) amelkowy buziak i wyszeptane do ucha "aj jow u mummy" (I love you), i już wiedziałam, że to będzie dobry dzień. Później spojrzałam na tel, gdzie smsy od mamy informowały mnie, że po wczorajszym zabiegu czuje się już dobrze, całkiem spokojnie przespała noc i dziś rano lekarze pozwolili jej wyjść do domu :) Serce zabiło mi jeszcze bardziej radośnie :D
A co do dzisiejszego lenistwa, to jedyne co mamy dziś do zrobienia to ugotowanie obiadu :) Amela zagilana i z brzydkim kaszlem siedzi od wczoraj w domu (choć co rano pyta z nadzieją, że może jednak pójdzie do przedszkola ;)). Ja dziś idę do pracy, ale dopiero na 19.30 więc teoretycznie cały dzień mam wolny. Marek wróci dopiero po 16. Gości się dziś nie spodziewamy (zresztą z tą dzisiejszą pogodą, każdy kto nie musi to nie wychodzi z domu). Z tej okazji stwierdziłyśmy z Amelą, że urządzamy sobie dziś dzień piżamowo/dresowy :) Zjadłyśmy śniadanie w łóżku, obejrzałyśmy bajkę na laptopie. Teraz mała siedzi obok mnie na łóżku i układa puzzle, a ja po odzyskaniu laptopa mam czas na blogi i w końcu zabieram się za nadrabianie zaległości. Już jakiś czas temu zostałam nominowana przez dwie super kobietki (Kattrin, Nikki dziękuję ;)) do wzięcia udziału w zabawie Liebster.
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała.
Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Ciebie nominował"
Najpierw pytania od Kasi:
1. Jakie było Twoje największe marzenie i czy już się spełniło??
Od chwili kiedy poznałam i zakochałam się w M. (czyli od zawsze) marzyłam, że pewnego dnia stworzymy rodzinę. Moim największym marzeniem było zobaczyć Go po raz pierwszy z naszym nowo narodzonym maleństwem w ramionach :) To marzenie jak wszyscy wiedzą spełniło się już 3.5 roku temu :) Dziś mam oczywiście kolejne "największe" marzenia, których tu nie wyjawię (coby nie zapeszyć), ale gdyby nawet miały się one nigdy nie ziścić to i tak będę szczęśliwa bo TO największe już się spełniło
2.Twoja największa pasja?
Jest ich wiele ale te największe i najważniejsze to moja rodzina, mój dom, książki i ostatnio zwłaszcza tworzenie kartek :)
3.Czego nie zrobiłabyś za żadne pieniądze?
Nie zrobiłabym nigdy czegoś co mogłoby zaszkodzić moim najbliższym i co miałoby ich narazić na cierpienie.
4. Kim chciałaś być będąc dzieckiem?
Archeologiem, podróżnikiem, a od ok 12 roku życia hotelarzem (co teoretycznie się spełniło po ukończeniu przeze mnie technikum hotelarskiego, choć nigdy nie przepracowałam dnia (poza kilkoma miesiącami niepłatnych praktych) w tym zawodzie).
5. Książka bądź film, który polecasz??
Jeśli chodzi o książki to chyba nie ma tu wystarczająco dużo miejsca, ale z tych, które ostatnio zrobiły na mnie największe wrażenie to napewno będą "Tak sobie myślę" Jerzego Stuhra oraz "Bojowa pieśń tygrysicy" Amy Chua.
Co do filmów to "Listy do Julii" (wychodzi tu moja miłość do Włoch ;)) oraz "Chłopiec w pasiastej piżamie"
6. Co najbardziej w sobie lubisz a czego nie??
Najbardziej lubię uszy i nos i włosy.
Nie lubię całej reszty
7.Jak masz na imię?
Kinga
8.Co jest wg Ciebie najważniejsze w życiu??
Uczciwość i wrażliwość na drugiego człowieka.
9. Co Cię wzrusza?
Ze względu na wykonywaną pracę napewno bezradność jakiej doświadczają satrzy i schorowani ludzie. Mimo przepracowanych lat, zawsze gdy widzę taką osobę ściska mi się serce.
Poza tym od kiedy zostałam mamą bardzo wzruszają mnie maleńkie dzieci :)
10. Co nosisz w torebce??
Chyba łatwiej by było powiedzieć czego w niej nie noszę :)
A tak na serio to zawsze jest w niej portfel, telefon, książka (lub dwie), kilka nawilżaczy do ust, krem do twarzy, krem do rąk, podpaska, husteczki, butelka wody mineralnej, a gdy wychodzę do pracy to dodatkowo jeszcze laptop i moje róbótki ręczne ;)
A tak na serio to zawsze jest w niej portfel, telefon, książka (lub dwie), kilka nawilżaczy do ust, krem do twarzy, krem do rąk, podpaska, husteczki, butelka wody mineralnej, a gdy wychodzę do pracy to dodatkowo jeszcze laptop i moje róbótki ręczne ;)
11. Dlaczego czytasz mojego bloga?
Bo fajna z Was rodzinka i dobrze śledzić Wasze losy (oby tych pozytywnych postów było jak najwięcej)
Pytania od Nikki:
1. Twoja ulubiona zabawka z dzieciństwa?
Stary, sprany misiek w jeansowych spodenkach. lalka- tancerka flamenco- o jakże oryginalnym imieniu Carmen ;) a od kiedy nauczyłam się czytać to zdecydowanie książki. Zabawki przestały wówczas dla mnie istnieć.
2.Tatuaż...chciałabyś czy nie, jeśli tak to jaki i gdzie?
Bardzo bym chciała i wierzę, że jeszcze się doczekam. Pawie pióro oplatające stopę ;)
3. Co śpiewasz pod prysznicem??
Nie umiem śpiewać i pod prysznicem nie śpiewam, ale czasem wpadnie do głowy jakaś piosenka i nie chce wyjść to sobie podśpiewuję (najczęściej jakieś głupie piosenki z amelkowych kreskówek).
4. Co najbardziej w sobie lubisz?
Jak pisałam już wcześniej to nos, włosy i uszy ;)
5. Twoja (malutka) wada?
Zawsze muszę mieć ostatnie zdanie ;)
6. Wymarzona podróż??
Z Amelką i Markiem do Włoch i do Norwegii. Najlepiej samochodem, tak żeby można było jak najwięcej zwiedzić i zobaczyć ;)
7. Czy masz zwierzęta? jeśli tak to wymień.
Nie mamy zwierząt, kiedyś może w przyszłości..
8. Jeszcze niespełnione najskrytsze marzenie?
Nie powiem żeby nie zapeszyć
9. Najstraszniejszy sen, który Ci się przyśnił?
Nie lubię wracać do takich wspomnień i staram się jak najszybciej zapomnieć.
Nie lubię wracać do takich wspomnień i staram się jak najszybciej zapomnieć.
10. W ilu językach potrafisz policzyc do 10?
W pięciu (po polsku, angielsku, niemiecku, rosyjsku i włosku)
11. Najśmieszniejszy dowcip jaki słyszałaś?
Właśnie sobie uświadomiłam, że bardzo dawno nie słyszałam dobrego dowcipu.
Ale co mnie dziś rozbawiło do łez to krążące po fb zdjęcie:
Moje pytania:
- Gdybyś wygrała w totka to???
- Ulubiony środek transportu?
- Najbardziej pamiętne wakacje z dzieciństwa to..??
- Ulubiony przedmiot w szkole/na studiach?
- Zapach, który przywołuje dobre wspomnienia? dobrze się kojarzy??
- Gdybyś miała szansę wybrać miejsce na świecie, w którym chciałabyś mieszkać, byłoby to..?
- Mijający czas - przeraża czy spokojnie godzisz się z jego upływem?
- W sytuacji kryzysowej panikujesz czy zachowujesz zimną krew?
- Kim jesteś z zawodu? i czy w nim pracujesz?
- Według Ciebie czy lepiej być mamą "udomowioną" czy spełniającą się zawodowo?? I dlaczego?
- Ulubiona książka z dzieciństwa?
Na koniec osoby, które nominuję:
1. Madzia mama Adrianka i Nadii
2. Ania - Szminka
3. Giżanka
4. Pyza
5. Ola - mama Adasia i blizniaków
6. Soul
7. Mussurka (jeśli Maciuś pozwoli ;))
8. Meg mama Antosia i Julka
9. Leptir
10. Olga W.
11. Konstancja
Tuesday, 20 November 2012
...
Choć lista tematów na posty, o których chciałabym napisać jest całkiem długa.
Dziś będzie krótko, parę słów dosłownie.
Jest mi źle i smutno i jestem wściekła na polskie urzędy i biurokrację, przez które Amelka nie ma jeszcze paszportu. Gdyby miała to dziś obie byłybyśmy w Polsce. Ona z kuzynkami w domu a ja w tarnowskim szpitalu przy łóżku mamy, która czeka na zabieg koronarografi :(
Czuję się bezsilna i chce mi się płakać cały dzień, gdy tylko sobie o tym pomyślę ;(
W takich dniach jak dziś nienawidzę być tak daleko.....
Kocham Cię Mamuś i mam nadzieję, że szybko wyjdziesz do domu i znów będziemy Cię mogły z Amelką zobaczyć chociaż na skype!
Dziś będzie krótko, parę słów dosłownie.
Jest mi źle i smutno i jestem wściekła na polskie urzędy i biurokrację, przez które Amelka nie ma jeszcze paszportu. Gdyby miała to dziś obie byłybyśmy w Polsce. Ona z kuzynkami w domu a ja w tarnowskim szpitalu przy łóżku mamy, która czeka na zabieg koronarografi :(
Czuję się bezsilna i chce mi się płakać cały dzień, gdy tylko sobie o tym pomyślę ;(
W takich dniach jak dziś nienawidzę być tak daleko.....
Kocham Cię Mamuś i mam nadzieję, że szybko wyjdziesz do domu i znów będziemy Cię mogły z Amelką zobaczyć chociaż na skype!
Tygodniowa Amelka z ukochaną babcią Anią :)
(Babcia trochę zmachana na zdjęciu wyszła bo chwilę wcześniej skończyła kąpać Malutką :))
Monday, 19 November 2012
serduszko....
Amela, pewno jak miliony dzieci w jej wieku, zrobi wiele, żeby opóźnić porę snu :)
Dziś kiedy po przeczytaniu książeczki M. wychodził już od niej z pokoju wypaliła nagle:
A: I'm not feeling well tatuś! (i dla pokazania jak bardzo źle się czuje, zmusza się do udawanego kaszlu ;))
M: Tak?? A boli cię coś??
A: Yes, tatuś. Faduśko (Serduszko - podsłyszała gdzieś naszą rozmowę, ze babcia Ania jedzie jutro do szpitala bo ma problemy z sercem i podstępnie to chciała wykorzystać)
M: A pokażesz tacie, gdzie cię to serduszko boli??
A: Yes, tutaj - i pokazuje prosto......... w pępek :D :D :D
Dziś kiedy po przeczytaniu książeczki M. wychodził już od niej z pokoju wypaliła nagle:
A: I'm not feeling well tatuś! (i dla pokazania jak bardzo źle się czuje, zmusza się do udawanego kaszlu ;))
M: Tak?? A boli cię coś??
A: Yes, tatuś. Faduśko (Serduszko - podsłyszała gdzieś naszą rozmowę, ze babcia Ania jedzie jutro do szpitala bo ma problemy z sercem i podstępnie to chciała wykorzystać)
M: A pokażesz tacie, gdzie cię to serduszko boli??
A: Yes, tutaj - i pokazuje prosto......... w pępek :D :D :D
Sunday, 18 November 2012
uszka...
Dziś nie poznaję własnego dziecka - na codzień niejadek z niej straszny i nieraz kończą mi się pomysły na smaczne i pożywne dania.
Dziś rano, zaraz po wstaniu pierwsze jej słowa jakie usłyszałam to: "I'm hungry, Mamuś! daś mi śnianko???" :)
I tak cały dzień chodzi i powtarza :) ale nie tylko na słowach się kończy - bo faktycznie widać dziś, że jedzonko jej smakuje. Począwszy od "śnianka" kiedy to wsunęła niemal pół bułki z szyneczką i zapiła kubeczkiem herbaty owocowej (a w całym swoim 3.5 letnim życiu wypiła może z takich kubeczków 10, bo normalnie to herbaty nie znosi), po drugie śnianko (drożdżówka z budyniem i malinami i drugi (!!!!) kubeczek herbatki), obiadek (4 pierogów z serkiem), aż po kolację (znów pierogi - tym razem z jabłuszkiem).
(Kto mnie zna ten wie, że lepić pierogów nie znoszę i jeśli mi się już zachce raz na 3-4 miesiące to zwykle lepię kilka rodzajów - ruskie dla M. i z twarogiem lub owocami dla siebie i Małej, tak słowem wyjaśnienia, żeby nie było że żyjemy tylko na kluchach ;))
No ale do sedna, bo się już pewnie zastanawiacie co mają pierogi do wspomnianych w temacie uszu ;)
Widząc Amelkę ze smakiem pałaszującą kolację, mówię do M. "zobacz Kochanie, jak Amelci pierogi smakują. Wcina aż jej się uszka trzęsą"
No co przerażona Krasnalińska podnosi znad talerza głowę, rzuca widelcem i łapie się obiema rączkami za uszy, sprawdzić co też ta mama opowiada.
Widok jej ogromnych ze zdziwienia oczu - bezcenny :)
Dziś rano, zaraz po wstaniu pierwsze jej słowa jakie usłyszałam to: "I'm hungry, Mamuś! daś mi śnianko???" :)
I tak cały dzień chodzi i powtarza :) ale nie tylko na słowach się kończy - bo faktycznie widać dziś, że jedzonko jej smakuje. Począwszy od "śnianka" kiedy to wsunęła niemal pół bułki z szyneczką i zapiła kubeczkiem herbaty owocowej (a w całym swoim 3.5 letnim życiu wypiła może z takich kubeczków 10, bo normalnie to herbaty nie znosi), po drugie śnianko (drożdżówka z budyniem i malinami i drugi (!!!!) kubeczek herbatki), obiadek (4 pierogów z serkiem), aż po kolację (znów pierogi - tym razem z jabłuszkiem).
(Kto mnie zna ten wie, że lepić pierogów nie znoszę i jeśli mi się już zachce raz na 3-4 miesiące to zwykle lepię kilka rodzajów - ruskie dla M. i z twarogiem lub owocami dla siebie i Małej, tak słowem wyjaśnienia, żeby nie było że żyjemy tylko na kluchach ;))
No ale do sedna, bo się już pewnie zastanawiacie co mają pierogi do wspomnianych w temacie uszu ;)
Widząc Amelkę ze smakiem pałaszującą kolację, mówię do M. "zobacz Kochanie, jak Amelci pierogi smakują. Wcina aż jej się uszka trzęsą"
No co przerażona Krasnalińska podnosi znad talerza głowę, rzuca widelcem i łapie się obiema rączkami za uszy, sprawdzić co też ta mama opowiada.
Widok jej ogromnych ze zdziwienia oczu - bezcenny :)
that time of the year...
Wiele osób nie lubi listopada - ale nie ja :)
To nic, że jest szaro, buro, deszczowo i ponuro - mieszkając w Szkocji można się przyzwyczaić.
Ja lubię listopad, za to, że w powietrzu już tak bardzo czuć atmosferę oczekiwania.
Lubię chodzić po sklepach, które już od października mają w swojej ofercie świateczne dekoracje i akcesoria :)
W tym roku wyjątkowo cieszy mnie chodzenie, wybieranie i planowanie jak będą wyglądały nasze Święta - w końcu pierwsze w nowym domu :)
Dziś pojechaliśmy do marketu budowlanego po kółka do karnisza a skończyliśmy na podjęciu decyzji, że w tym roku w naszym salonie zagości żywa jodła norweska :)
(Jak widać na zdjęciu - Amela też chłonie atmosferę - za nic nie chciała wyjść z działu świątecznego)
I jeszcze udało nam się zdecydować, że wystrój świąteczny utrzymamy w stylu skandynawskim.
Moje wymarzone drzewko musiałoby wyglądać chyba tak:
To nic, że jest szaro, buro, deszczowo i ponuro - mieszkając w Szkocji można się przyzwyczaić.
Ja lubię listopad, za to, że w powietrzu już tak bardzo czuć atmosferę oczekiwania.
Lubię chodzić po sklepach, które już od października mają w swojej ofercie świateczne dekoracje i akcesoria :)
W tym roku wyjątkowo cieszy mnie chodzenie, wybieranie i planowanie jak będą wyglądały nasze Święta - w końcu pierwsze w nowym domu :)
Dziś pojechaliśmy do marketu budowlanego po kółka do karnisza a skończyliśmy na podjęciu decyzji, że w tym roku w naszym salonie zagości żywa jodła norweska :)
(Jak widać na zdjęciu - Amela też chłonie atmosferę - za nic nie chciała wyjść z działu świątecznego)
I jeszcze udało nam się zdecydować, że wystrój świąteczny utrzymamy w stylu skandynawskim.
Moje wymarzone drzewko musiałoby wyglądać chyba tak:
Zdjęcie pochodzi ze strony:
http://www.goodhousekeeping.com/holidays/christmas-ideas/scandinavian-decorations-christmas-tree#slide-2
A póki co zasiadam do moich robótek ręcznych.
Gazetki z inspiracjami czekają :)
W głowie mam tyle pomysłów i tak mało czasu na ich realizację.
Spokojnego niedzielnego popołudnia życzymy z Amelką i jej Tatą :)
Saturday, 17 November 2012
A 6 lat temu.........
Dokładnie 6 lat temu, 17 listopada 2006 roku, zdecydowaliśmy się na ogromne ryzyko i zmianę w naszym życiu i przeprowadziliśmy się do pięknej Szkocji.
Czy kiedyś wrócimy do Polski - bardzo byśmy chcieli - choć życie nauczyło nas już nieraz, że ma własny scenariusz na nas i planowanie przyszłości czasem za wiele nie daje.
Żeby uniknąć rozczarowań my takich dalekosiężnych planów staramy się nie snuć, żyjemy tu i teraz.
I właśnie tu i teraz jest dobrze tak jak jest.
Nie żałujemy
Podjęcie tej decyzji nie było łatwe ale teraz, po latach, cieszymy się, że żyjemy właśnie tutaj.
Nie znaczy to wcale, że nie tęsknimy za naszymi rodzinami i przyjaciółmi, którzy zostali w "domu", w Polsce. Będąc tu w Szkocji przez te wszystkie lata wzbogaciliśmy się w doświadczenia, o których wcześniej nawet byśmy nie pomyśleli (zarówno te dobre jak i złe).
Tutaj przyszła na świat nasza ukochana córeczka Amelka (czy to znaczy, że jest Szkotką??).
Tutaj poznaliśmy wielu wspaniałych Szkotów, którzy okazali nam wiele życzliwości, przyjęli z otwartymi sercami, zaakceptowali nasze różnice i zwyczaje kulturowe (z wielkim zainteresowaniem nieraz wypytywali o to jak jest w Polsce i naprawdę chcieli nas słuchać) i w końcu stali się naszymi serdecznymi przyjaciółmi.
Dziś taki dzień, że nie da się nie myśleć "co by było gdybyśmy jednak nie przyjechali"??
Jedno co wiem, to że napewno byłoby inaczej :)
Nie wiem czy lepiej czy gorzej - ale napewno inaczej.
Czy kiedyś wrócimy do Polski - bardzo byśmy chcieli - choć życie nauczyło nas już nieraz, że ma własny scenariusz na nas i planowanie przyszłości czasem za wiele nie daje.
Żeby uniknąć rozczarowań my takich dalekosiężnych planów staramy się nie snuć, żyjemy tu i teraz.
I właśnie tu i teraz jest dobrze tak jak jest.
Nie żałujemy
A szkocki hymn ściska za gardło i wzrusza dziś prawie tak samo jak Mazurek Dąbrowskiego
Co mama miała na obiad?? i rozwiązanie zagadki lingwistycznej
Dlaczego nie wolno ufać 3 latce pytającej: "Do you need more pepper Mamuś??"
Bo możemy dzięki temu mieć "pieprz z barszczem" na obiad a nie barszcz z pieprzem :)
**********************************************************************
I na koniec dzisiejszego posta obiecane już dawno temu rozwiązanie amelkowej zagadki lingwistycznej:
- PANSIAD - to nikt inny jak PAN SĄSIAD (swoją drogą uroczy człowiek - najsympatyczniejszy i najbardziej pomocny ze wszystkich sąsiadów, jakich mieliśmy do tej pory :))
- TORCIA - to LATARKA (od angielskiego słowa torch - wymawianego przez Krasnalińską "torć" i odmienianą czasem z zastosowaniem gramatyki polskiej ). Sporo czasu zajęło nam odgadnięcie co Mała miała mając na myśli szukając czegoś w pokoju przed udaniem się do spania i wołając "Gdzie moja torcia Mamuś???"
Friday, 16 November 2012
powrót i o pobycie Pyzi...
No i jestem, wróciłam i muszę przyznać, że szczerze mówiąc to już się steskniłam za blogiem :)
Za to przez te kilka dni nazbierało mi się tyle rzeczy do opisania, że chyba będę musiała podzielić je na kilka postów.
Od wczoraj w domu znów zostaliśmy sami. Pyza po przygodach i stresującej podróży w końcu dotarła do domu i spędziła noc we własnym łóżku. Szkoda tylko, że kolejny raz "przejechaliśmy się" na ryanair i musielismy przypomniec sobie dlaczego tak rzadko korzystamy z usług tego przewoznika. Na dodatek mgła nad Krakowem sprawiła, że zamiast na Balicach samolot musiał lądować w Pyrzowicach pod Katowicami i cała podróż trwała prawie 3 godziny dłużej przez to.
No ale nie będziemy o tym myśleć i się więcej denerwować. Z pobytu Pyzi zachowamy tyle innych, dobrych i radosnych wspomnień, że te nieprzyjemne i stresujące związane z podróżą powrotną szybko pójdą w zapomnienie.
A te kilka dni było takie dobre, spokojne, rodzinne. Amelka zakochała się po uszy w Cioci i nie odstępowała jej na krok. Rozstawały się tylko na 3 godziny dziennie, kiedy Mała chodziła do przedszkola a i tak całą drogę powrotną Amelka wołała "ciocia Pyziaaaaaaa" i nie mogła się doczekać ponownego spotkania.
Za to my każdego dnia po odstawieniu Krasnalińskiej do przedszkola wskakiwaliśmy w samochód i jechaliśmy prosto do centrum handlowego. Trzy dni i każdego dnia 3 godziny zakupów. Nic dziwnego, że i Pyza i ja mamy teraz dziury budżetowe na kontach ;) No ale się to szybko nadrobi a później zaczniemy odkładać kasę na kolejne spotkanie (jak wszystko pójdzie dobrze to może już nawet w lutym) i kolejne zakupy :D
Głupawka w Primarku - czyli Pingwin i Małpa na zakupach :D
A po zakupach powrót do cieplutkiego domku, odebranie Małej z przedszkola, dobry obiadek i wspólne zabawy. A wieczorami to Ciocia musiała Amelkę kąpać, czytać książeczki na dobranoc i usypiać. Mama i tata nie byli nawet wpuszczani do pokoju córki :)
Potem, kiedy już zostawaliśmy w samym "dorosłym" gronie był czas na drinki i rozmowy, których nam tak bardzo brakowało na codzień (rozmoów - nie drinków się znaczy ;) ). Jednej nocy tak dobrze nam się rozmawiało, że ani się spostrzegliśmy a zrobiła się prawie 4 rano.
Dopiero minął dzień od jej powrotu do Polski a my wszyscy już tak bardzo tęsknimy i mamy nadzieję na jak najszybsze ponowne spotkanie :)
Pyziu czekamy! I może P. uda Ci się namówić też na odwiedziny u nas?
Saturday, 10 November 2012
list do Mikołaja...
Mamy prawie połowę listopada i chyba wypada już napisać list do Mikołaja, żeby doszedł na czas, jak myślicie??
To ja mam już mój gotowy - trochę zapożyczony z facebooka - ale idelanie zdradzający moje potrzeby na nadchodzący rok!
A więc......
To ja mam już mój gotowy - trochę zapożyczony z facebooka - ale idelanie zdradzający moje potrzeby na nadchodzący rok!
A więc......
****
Dziś jeszcze ostatnia nocka w pracy (miejmy nadzieję, że spokojniejsza niż ostatnia) a potem....
URLOP!!!!!!!!!!!!
Friday, 9 November 2012
lingwistyczna zagadka ;)
Kto zgadnie czym/kim są:
- torcia
- pansiad
:)
Dla ułatwienia dodam, że jedno jest po polsku drugie po angielsku.
Mała próbka tego co w swoim słowniku serwuje nam na codzień córka.
Ileż my się czasem musimy nakombinować, żeby domyśleć o co jej chodzi ;)
- torcia
- pansiad
:)
Dla ułatwienia dodam, że jedno jest po polsku drugie po angielsku.
Mała próbka tego co w swoim słowniku serwuje nam na codzień córka.
Ileż my się czasem musimy nakombinować, żeby domyśleć o co jej chodzi ;)
Thursday, 8 November 2012
Good Moms
Koleżanka zamieściła dziś na facebook'u takie zdjęcie:
I ja się pod tym podpisuję obiema rękami :) A Wy??
Choć dziś kuchnia wypolerowana na błysk, podłogi umyte i odkurzone, w koszu na pranie tylko moja kurtka, z którą rozprawię się jutro (jak dziś mi pięknie pranie schło w ogródku - trochę wiatru i słońca działa cuda ;)) Nawet grill i piekarnik wyszorowałam (a szczerze tego nie znoszę).
A dziecko z racji kataru, chrypki i kiepsko przespanej ostatniej nocy nie poszło dziś do przedszkola i spędziło pracowity dzień pomagając mi we wszystkich czynnościach. W końcu sprzątanie też można zamienić w dobrą zabawę (to nic, że trwa z dwa razy dłużej z taką pomocnicą ;))
Teraz Amelcia po obiadku i syropkach położyła się na sofie i ogląda Myszkę Miki i odpoczywa a ja mam chwilkę czasu na blogi.
Za pół godziny M. wróci z pracy i przejmie opiekę nad Małą a ja pójdę się przespać bo czekają mnie kolejne trzy pracowite nocki w pracy.
A później będzie już niedziela i urlop i pojedziemy na lotnisko odebrać Pyzię!
Nie wiem co wydaje mi się bardziej nieprawdopodobne - to że spotkam siostrę nie widzianą od prawie 1.5 roku czy fakt, że nie będę pracować przez tydzień ;)
*Zjęcie zamieszczone powyżej pochodzi z profilu fb TheMadness Of Mommyhood
Tuesday, 6 November 2012
Bo ja już tak mam, że odpowiedź na każde pytanie znam ;)
Amela przechwyciwszy paczuszkę z książką, którą zamówił sobie Amelkowy Tata, stwiedziła, że to będzie dla niego świetny prezent urodzinowy (maj - listopad - kto by się przejmowała datami ;)) i zaczęła po swojemu organizować przyjęcie niespodziankę ;)
Sama wlazła pod stół i rozpoczęła oczekiwanie na powrót Taty z pracy (godzinę przed czasem) aby w odpowiedniej chwili wyskoczyć z głośnym "Siuprajś"
Ja jak to ja - nie mogłam sobie darować pociągnięcia jej za język i tak zaczęła się nasza konwersacja:
Ja: Amelko a ja też mam się schować??
A: yes o corś (of course)
Ja: a gdzie mam się schować??
A: on the sofa
Ja: ??? ale myślisz, że to dobre miejsce żeby się schować i żeby mnie nie było widać??
A: o corś
Ja: Ok, a jak tatuś przyjdzie to zrobimy mu niespodziankę tak???
A: tak, i cake i candles i śiśko ;)
Ja: A skąd wezmiesz ciacho??
A: in the kitchen
Ja: (w myślach) - chyba muszę sobie sprawić te nowe okulary bo żadnego ciacha w kuchni nie widziałam jak Boga kocham ;)
(a na głos pytam) - Ok, to skąd weźmiemy świeczki???
A: (po chwili konsernacji i minutce namysłu) - A to cieba kupić
Ja: a skąd weźmiemy pieniążki na te świeczki??
A: ciocia Pyzia pifieśie piniąśki i zapłaci
Ja: hahaha
PADŁAM ZE ŚMIECHU!
KURTYNA!
ps. Pyzu bój się - ona ma plany, o których nam się nawet nie sniło ;)
Sama wlazła pod stół i rozpoczęła oczekiwanie na powrót Taty z pracy (godzinę przed czasem) aby w odpowiedniej chwili wyskoczyć z głośnym "Siuprajś"
Ja jak to ja - nie mogłam sobie darować pociągnięcia jej za język i tak zaczęła się nasza konwersacja:
Ja: Amelko a ja też mam się schować??
A: yes o corś (of course)
Ja: a gdzie mam się schować??
A: on the sofa
Ja: ??? ale myślisz, że to dobre miejsce żeby się schować i żeby mnie nie było widać??
A: o corś
Ja: Ok, a jak tatuś przyjdzie to zrobimy mu niespodziankę tak???
A: tak, i cake i candles i śiśko ;)
Ja: A skąd wezmiesz ciacho??
A: in the kitchen
Ja: (w myślach) - chyba muszę sobie sprawić te nowe okulary bo żadnego ciacha w kuchni nie widziałam jak Boga kocham ;)
(a na głos pytam) - Ok, to skąd weźmiemy świeczki???
A: (po chwili konsernacji i minutce namysłu) - A to cieba kupić
Ja: a skąd weźmiemy pieniążki na te świeczki??
A: ciocia Pyzia pifieśie piniąśki i zapłaci
Ja: hahaha
PADŁAM ZE ŚMIECHU!
KURTYNA!
ps. Pyzu bój się - ona ma plany, o których nam się nawet nie sniło ;)
Autumn Walk
Dziś w przedszkolu doroczny "Jesienny Spacer" - dzieci, opiekunki i kilkoro rodziców - wybierają się do pobliskiego parku krajobrazowego na łowy ;)
Każdy mały zdobywca, opatulony w ciepłe gatki, zimowe kurtki, czapki, szaliki i kalosze oraz wyposażony w foliowy worek na "skarby" :)
Obok przedszkola mieści się u nas w wiosce wejście do ogromnego parku, i jak co roku organizowany jest jesienią spacer. Maluszki mają okazję poczuć się jak prawdziwi odkrywcy zbierając liście, kamyki i inne "skarby".
Szkoda tylko, że pogoda dziś taka bardzo szaro-buro-jesienno-deszczowa! A wczoraj było tak fajnie. Słońce grzało, wiatr gdzieś sobie poszedł na chwil kilka i było całkiem przyjemnie.
No ale najważniejsze, żeby dzieci miały frajdę.
*Edit:
Wrócił moj mały wielki Odkrywca do domu. Ubłocony rękaw kurtki, kaloszki z różowych zmieniły się w czarno-brązowe, pompon od czapki coś zjadło (nikt nie wie co i gdzie;) ), ale Krasnalińska szczęśliwa i z różowym - zmarzniętym noskiem już planuje następną wyprawę :)
Znaczy się było chyba dobrze :D
Każdy mały zdobywca, opatulony w ciepłe gatki, zimowe kurtki, czapki, szaliki i kalosze oraz wyposażony w foliowy worek na "skarby" :)
Obok przedszkola mieści się u nas w wiosce wejście do ogromnego parku, i jak co roku organizowany jest jesienią spacer. Maluszki mają okazję poczuć się jak prawdziwi odkrywcy zbierając liście, kamyki i inne "skarby".
Szkoda tylko, że pogoda dziś taka bardzo szaro-buro-jesienno-deszczowa! A wczoraj było tak fajnie. Słońce grzało, wiatr gdzieś sobie poszedł na chwil kilka i było całkiem przyjemnie.
No ale najważniejsze, żeby dzieci miały frajdę.
*Edit:
Wrócił moj mały wielki Odkrywca do domu. Ubłocony rękaw kurtki, kaloszki z różowych zmieniły się w czarno-brązowe, pompon od czapki coś zjadło (nikt nie wie co i gdzie;) ), ale Krasnalińska szczęśliwa i z różowym - zmarzniętym noskiem już planuje następną wyprawę :)
Znaczy się było chyba dobrze :D
Monday, 5 November 2012
Pasje - part 1
Dziś będzie już normalnie - tzn. obiecuję, że nie wspomnę ani pracy ani duchów ;)
Dziś o tym co wypełnia nam wolny czas.
Jak każdy i my mamy swoje pasje.
Amelkowy Tata, jak można się przekonać zaglądając na jego BLOG jest pasjonatem fotografii.
Gdyby mógł nie ruszałby się z domu bez ukochanego aparatu (dobrze, że chociaż do pracy chodzi bez ;)). Poza tym uwielbia projektować ogrody, czytać książki (zwłaszcza fantasy i historyczne) - ma bzika na punkcie całej twórczości Tolkiena, kocha rysować (a jest w tym naprawdę niezły), grać w koszykówkę i wiernie śledzi rozgrywki ligi szkockiej piłki nożnej (a zwłaszcza gorąco kibicuje - z równie wierną Amelką - Celtikowi). To tylko te najważniejsze, najukochańsze z jego pasji, które jako pierwsze przychodzą mi do głowy :)
Jeśli chodzi o mnie, to każdy kto mnie zna wie, że nie ruszam się z domu jeśli w torebce nie mam aktualnie czytanej książki (a najlepiej i dwóch). Uwielbiam czytać od zawsze. Pamiętam, że jako dziecko PRLu, całymi dniami przesiadywałam z mamą i bratem w kolejkach do miejscowego sklepu (bo np mieli rzucić kawę ;)), no i pewnego dnia się zbuntowałam. Oznajmiłam, że tak poprostu siedzieć w tej kolejce i się nudzić to ja nie będę (a miałam całe 5 lat ;)). I cóż miała zrobić biedna mama?? Zapisała mnie do biblioteki, która szczęśliwym trafem znajdowała się obok wspomnianego już sklepu :) Wówczas otworzył się dla mnie cały nowy świat! No i ja do dziś pamiętam książkę, która jako pierwsza trafiła w moje znudzone łapki ;) Piękna, duża, błyszcząca z wielkim Miskiem w purpurowym ubratku na okładce (szkoda, że nie pamiętam tytułu :P) i pamiętam też swoją ogromną frustrację, że jak to - jestem na tyle duża, żeby zostać zapisaną do b-teki a nie umiem przeczytać książek, które się tam znajdują??? Nic mnie tak nie zmotywowało do nauki czytania jak właśnie ta frustracja i złość na samą siebie, że czegoś nie umiem. I chyba naprawdę musiało to być intensywne doświadczenie, skoro ze szczegółami pamiętam je 26 lat później :)
Czytam książki pasjami. Mam swoje ukochane, które stoją na półce przy łóżku i do których zawsze chętnie wracam ale uwielbiam też śledzić nowości wydawnicze i planować kolejne zakupy (moja lista książek, które chciałabym zakupić w najbliższej przyszłości przekracza 100 pozycji i chyba muszę zapisać się na kilka dodatkowych nocek w pracy, żeby mnie było stać choćby i na część z nich). Rodzina i przyjaciele wiedzą, że jeśli chcą mi sprawić udany prezent urodzinowy/gwiazdkowy czy jakikolwiek inny to powinni udać się do księgarni :) A czy już wspomniałam, że w przyszłą niedzielę wraz z Pyzą przyleci do mnie najnowsza książka z serii Jeżycjady??? - "McDusia"! Już się nie mogę doczekać!!! Musierowicz kocham miłością stałą i niezmienną od chwili, kiedy w 5 klasie podstawówki wpadły w moje ręce "Szósta klepka" i "Kłamczucha". I jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, kiedy pojawiają się kolejne książki z tej serii! (Musierowicz i jej twórczość, to w moim przypadku chyba może być uznane za odrębną pasję ;))
To właśnie miłością do książek kierowałam się wybierając studia (Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo UJ), a wykłady z literatury (a zwłaszcza czytanie lektur, które zadawał nam prof. L) należały do tych, które wspominam z uśmiechem na ustach :)
Podobnie jak praktyki w bibliotece w Bielsku Białej - to były fajne i beztroskie czasy :)
Może kiedyś uda mi się spełnić marzenie i znaleźć pracę w zawodzie bibliotekarza tu w Szkocji??
Ponoć marzenia się spełniają więc kto wie.....
Inną moją pasją, która (zwłaszcza ostatnio) zajmuje mi więcej czasu jest tworzenie kartek okolicznościowych z wykorzystaniem haftów krzyżykowych. Wiele czasu zajmuje stworzenie takiej kartki (rekordzistkę - tworzyłam ok 20godzin), ale nic nie daje takiej satysfakcji jak uśmiech na twarzy obdarowanej osoby.
Przykłady moich kartek (zdjęcia głównie wykonywane były telefonem więc są średniej jakości i nie oddają prawdziwego piękna):
A to moje najnowsze, jeszcze nie całkiem skończone projekty:
A teraz uciekam i nie przynudzam więcej, zbieram się i idę odebrać mojego krasnala z przedszkola, który w drodze DO... wyglądał dziś tak:
Miłego dnia wszystkim moim czytaczom i czytaczkom życzę :)
A Wy jakie macie pasje??
Dziś o tym co wypełnia nam wolny czas.
Jak każdy i my mamy swoje pasje.
Amelkowy Tata, jak można się przekonać zaglądając na jego BLOG jest pasjonatem fotografii.
Gdyby mógł nie ruszałby się z domu bez ukochanego aparatu (dobrze, że chociaż do pracy chodzi bez ;)). Poza tym uwielbia projektować ogrody, czytać książki (zwłaszcza fantasy i historyczne) - ma bzika na punkcie całej twórczości Tolkiena, kocha rysować (a jest w tym naprawdę niezły), grać w koszykówkę i wiernie śledzi rozgrywki ligi szkockiej piłki nożnej (a zwłaszcza gorąco kibicuje - z równie wierną Amelką - Celtikowi). To tylko te najważniejsze, najukochańsze z jego pasji, które jako pierwsze przychodzą mi do głowy :)
Jeśli chodzi o mnie, to każdy kto mnie zna wie, że nie ruszam się z domu jeśli w torebce nie mam aktualnie czytanej książki (a najlepiej i dwóch). Uwielbiam czytać od zawsze. Pamiętam, że jako dziecko PRLu, całymi dniami przesiadywałam z mamą i bratem w kolejkach do miejscowego sklepu (bo np mieli rzucić kawę ;)), no i pewnego dnia się zbuntowałam. Oznajmiłam, że tak poprostu siedzieć w tej kolejce i się nudzić to ja nie będę (a miałam całe 5 lat ;)). I cóż miała zrobić biedna mama?? Zapisała mnie do biblioteki, która szczęśliwym trafem znajdowała się obok wspomnianego już sklepu :) Wówczas otworzył się dla mnie cały nowy świat! No i ja do dziś pamiętam książkę, która jako pierwsza trafiła w moje znudzone łapki ;) Piękna, duża, błyszcząca z wielkim Miskiem w purpurowym ubratku na okładce (szkoda, że nie pamiętam tytułu :P) i pamiętam też swoją ogromną frustrację, że jak to - jestem na tyle duża, żeby zostać zapisaną do b-teki a nie umiem przeczytać książek, które się tam znajdują??? Nic mnie tak nie zmotywowało do nauki czytania jak właśnie ta frustracja i złość na samą siebie, że czegoś nie umiem. I chyba naprawdę musiało to być intensywne doświadczenie, skoro ze szczegółami pamiętam je 26 lat później :)
Czytam książki pasjami. Mam swoje ukochane, które stoją na półce przy łóżku i do których zawsze chętnie wracam ale uwielbiam też śledzić nowości wydawnicze i planować kolejne zakupy (moja lista książek, które chciałabym zakupić w najbliższej przyszłości przekracza 100 pozycji i chyba muszę zapisać się na kilka dodatkowych nocek w pracy, żeby mnie było stać choćby i na część z nich). Rodzina i przyjaciele wiedzą, że jeśli chcą mi sprawić udany prezent urodzinowy/gwiazdkowy czy jakikolwiek inny to powinni udać się do księgarni :) A czy już wspomniałam, że w przyszłą niedzielę wraz z Pyzą przyleci do mnie najnowsza książka z serii Jeżycjady??? - "McDusia"! Już się nie mogę doczekać!!! Musierowicz kocham miłością stałą i niezmienną od chwili, kiedy w 5 klasie podstawówki wpadły w moje ręce "Szósta klepka" i "Kłamczucha". I jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, kiedy pojawiają się kolejne książki z tej serii! (Musierowicz i jej twórczość, to w moim przypadku chyba może być uznane za odrębną pasję ;))
To właśnie miłością do książek kierowałam się wybierając studia (Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo UJ), a wykłady z literatury (a zwłaszcza czytanie lektur, które zadawał nam prof. L) należały do tych, które wspominam z uśmiechem na ustach :)
Podobnie jak praktyki w bibliotece w Bielsku Białej - to były fajne i beztroskie czasy :)
Może kiedyś uda mi się spełnić marzenie i znaleźć pracę w zawodzie bibliotekarza tu w Szkocji??
Ponoć marzenia się spełniają więc kto wie.....
Inną moją pasją, która (zwłaszcza ostatnio) zajmuje mi więcej czasu jest tworzenie kartek okolicznościowych z wykorzystaniem haftów krzyżykowych. Wiele czasu zajmuje stworzenie takiej kartki (rekordzistkę - tworzyłam ok 20godzin), ale nic nie daje takiej satysfakcji jak uśmiech na twarzy obdarowanej osoby.
Przykłady moich kartek (zdjęcia głównie wykonywane były telefonem więc są średniej jakości i nie oddają prawdziwego piękna):
A to moje najnowsze, jeszcze nie całkiem skończone projekty:
O pozostałych moich pasjach napiszę niebawem - a na deser przedstawię osobę wyjątkową (chrzestnego Amelki i jednocześnie mojego młodszego brata Bartka) z pasją tak nietypową, że pisano o tym artykuły w czasopismach a nawet wspomniano w głównych wiadomościach słowackich ;)
A teraz uciekam i nie przynudzam więcej, zbieram się i idę odebrać mojego krasnala z przedszkola, który w drodze DO... wyglądał dziś tak:
Miłego dnia wszystkim moim czytaczom i czytaczkom życzę :)
A Wy jakie macie pasje??
Sunday, 4 November 2012
retail therapy...
Oficjalnie sezon halloweenowo - zaduszkowy uważam za zamknięty.
W pracy spotkań z duchami więcej nie planuję i nakazuję sobie więcej o tym nie rozmyślać.
Na poprawę humoru zafundowałam sobie dziś po powrocie z pracy najpierw długi sen, później relaksujący dłuugi prysznic, manicure, popołudnie w towarzystwie Amelki i jej Taty a na koniec szybkie zakupy.Chyba szczerze mówiąc najszybsze jak do tej pory w mojej karierze - od wyjścia z domu do powrotu minęło 55min a ja zdążyłam w tym czasie kupić małej 2 kurtki (jedną zimową i jedną jeszcze na teraz - przejściową), dziergany sweterek z kapturem, bluzkę i legginsy. A pojechaliśmy tylko do jednego sklepu zobaczyć, jakie kurtki dziecięce mają w ofercie :)
Potrzebowałam czegoś, żeby wyrwać się z ponurego nastroju po ostatnich przeżyciach i chyba sie udało :)
Od razu mam więcej energii, znów milion pomysłów i planów na minutę i zastanawiam się, kiedy ja to wszystko zdążę zrealizować???
A najlepsze ze wszystkiego to to, że w przyszłą niedzielę przylatuje do nas moja najmłodsza siostra, zwana w rodzinie Pyzą (też bloggerka - moim skromym zdaniem rewelacyjnie się ją czyta i żałuję, że tak mało pisze -kto chętny niech kilknie i sam sprawdzi - blog Pyzi )
Nie widziałyśmy się blisko 1.5 roku i na samą myśl o spotkaniu i 4 dniach, które spędzimy razem chce mi się skakać z radości :D :D
Niech ten nadchodzący tydzień minie jak najszybciej - a później niech czas stanie w miejscu na kolejne 4 dni!!!
W pracy spotkań z duchami więcej nie planuję i nakazuję sobie więcej o tym nie rozmyślać.
Na poprawę humoru zafundowałam sobie dziś po powrocie z pracy najpierw długi sen, później relaksujący dłuugi prysznic, manicure, popołudnie w towarzystwie Amelki i jej Taty a na koniec szybkie zakupy.Chyba szczerze mówiąc najszybsze jak do tej pory w mojej karierze - od wyjścia z domu do powrotu minęło 55min a ja zdążyłam w tym czasie kupić małej 2 kurtki (jedną zimową i jedną jeszcze na teraz - przejściową), dziergany sweterek z kapturem, bluzkę i legginsy. A pojechaliśmy tylko do jednego sklepu zobaczyć, jakie kurtki dziecięce mają w ofercie :)
Potrzebowałam czegoś, żeby wyrwać się z ponurego nastroju po ostatnich przeżyciach i chyba sie udało :)
Od razu mam więcej energii, znów milion pomysłów i planów na minutę i zastanawiam się, kiedy ja to wszystko zdążę zrealizować???
A najlepsze ze wszystkiego to to, że w przyszłą niedzielę przylatuje do nas moja najmłodsza siostra, zwana w rodzinie Pyzą (też bloggerka - moim skromym zdaniem rewelacyjnie się ją czyta i żałuję, że tak mało pisze -kto chętny niech kilknie i sam sprawdzi - blog Pyzi )
Nie widziałyśmy się blisko 1.5 roku i na samą myśl o spotkaniu i 4 dniach, które spędzimy razem chce mi się skakać z radości :D :D
Niech ten nadchodzący tydzień minie jak najszybciej - a później niech czas stanie w miejscu na kolejne 4 dni!!!
Saturday, 3 November 2012
Scary night....
Praca na nocki w domu opieki, gdzie co rusz ktoś odchodzi nie jest łatwa.
Ale to co wydarzyło się wczoraj przeszło moje najśmielsze pojęcie.
Jeszcze teraz nie mogę tego zrozumieć i ogarnąć tego czego byłam świadkiem.
A najgorsze, że za dwie godziny znów muszę tam wrócić.
I najnormalniej w świecie się boję....
Może kiedyś odważę się napisać więcej
Ale to co wydarzyło się wczoraj przeszło moje najśmielsze pojęcie.
Jeszcze teraz nie mogę tego zrozumieć i ogarnąć tego czego byłam świadkiem.
A najgorsze, że za dwie godziny znów muszę tam wrócić.
I najnormalniej w świecie się boję....
Może kiedyś odważę się napisać więcej
Subscribe to:
Posts (Atom)













