W czwartek zostałam z tego właśnie powodu zaproszona przez Amelkę do przedszkola na "tea party". W odróżnieniu od polskich zwyczajów przedszkolnych, dzieci nie organizują wówczas przedstawień i nie deklamują wierszyków, ale zabierąją każde swoją mamę za rękę i oprowadzają po swoich ulubionych miejscach w przedszkolu i bawią się przez jakiś czas w towarzystwie rodzicielek :)
Po radosnej zabawie, zaproszone zostałyśmy przez panie nauczycielki do stolika zastawionego wyborem ciast i ciasteczek oraz kawy, herbaty czy soku. Dzieci oczywiście też były zaproszone i co chwilę robiąc sobie przerwę w zabawie, przybiegały na "ciacho" a mamy miały okazję na trochę plotek :)
Na koniec, dzieci zaśpiewały nam piosenkę o dniu matki i wręczyły własnoręcznie przygotowane papierowe żonkile :)
Tyle w czwartek :) a dziś dzień właściwy i od tygodni już słyszałam od Amelki, że przygotowywuje dla mnie jakąś "niespodziankę" z tej okazji.
Ponieważ jak to co weekend jestem po (i przed) pracującej nocce, po powrocie do domu nie marzyłam o niczym więcej jak tylko wskoczeniu do łóżka (mega przeziębienie, które mnie dopadło i tony leków, które łykam zwalczając to świństwo jeszcze potęgują uczucie zmęczenia) co też uczyniłam.
Kiedy się przebudziłam - na zegarku była już godzina 13! Słysząc bawiącą się w pokoju córkę, zawołałam ją do swojej sypialni, żeby dać znać iż już nie śpię. Ku mojemu (i Marka) zdziwieniu Amelia wybuchnęła płaczem i długo nie mogła się uspokoić i dopiero po dłuższej chwili udało nam się z niej wyciągnąć, że za wcześnie wg niej się obudziłam i popsułam niespodziankę! Uspokoiła się dopiero, kiedy naciągnęłam kołdrę spowrotem na głowę i powiedziałam, że jeszcze w takim razie wracam do spania (pół godziny ekstra snu to prezent, który chyba każda mama doceniłaby nie tylko z okazji swojego święta ;))
Po krótkiej drzemce usłyszałam Amelię (i M.) wracających na górę. Chwię później drzwi sypialni otworzyły się delikatnie i staneła w nich moja Okruszyńska z wielkim koszem kwiatów a za nią tata z "tacykiem" (jak A. nazywa tacę) pełnym pysznego śniadania i kubkiem gorącej kawy! Śniadanie sporządzone rękami taty zostało według ścisłych instrukcji Amelki! Moje cudo wiedziało nawet, że kawę piję tylko z odrobinką mleka i bez cukru :) Nawet serwetka na tacy miała specjalne, wyznaczone przez A. miejsce :)
A do tego wszystkiego cudna kartka, pierwszy raz samodzielnie podpisana ręką córki :)
Dla takich chwil naprawdę warto żyć!
Oczywiście, Ci co mnie znają wiedzą, że od razu się poryczałam a Amelka dumna z siebie dała mi największego buziaka i wyszeptała do ucha "kocham Cię mamuś"


Jak tu się nie uśmiechać czytając taki post :D
ReplyDeleteTeż bym ryczała ;). Taaaaka niespodzianka :):)!
ReplyDeleteNo właśnie się śmiałam i ryczałam jednocześnie :) A najlepsze w tym wszystkim jest właśnie to, że powtórka już w maju ;) A co sobie będę żałowć! Mam okazję świętować dzień matki dwa razy w roku to muszę korzystać
ReplyDeletecudnie :)
ReplyDeleteI moim zdaniem taki przedszkolny Dzień Matki jest o niebo lepszy niż jakieś apele i przedstawienia. Dzieci mają klepać na pamięć scenariusz, który 2 dni później już zapomną... Tak jak u Was jest dużo sympatyczniej :)
zgadzam się w 100% :)
Delete