About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Wednesday, 26 March 2014

o Amelkowej wizycie w szpitalu...

Jak już kiedyś wspominałam na blogu Amela jest (albo raczej była) dzieckiem, które w pewnym momencie swojego życia uznało, że mycie ząbków jest bee.
Kiedyś cieszyłam się, że ząbkowanie i wszelkie dolegliwości z tym związane szczęśliwie przeżyliśmy bez większych dramatów i traumy. Owszem czasem pomarudziła (zwykle na dzień lub dwa) przed przebiciem się kolejnego ząbka ale zawsze kończyło się to posmarowaniem dziąsełek dentinoxem i było po problemie.
Podobnie było ze szczotkowaniem nowych ząbków- Amela uważała je za świetną zabawę - do czasu aż kiedyś mając nieco ponad dwa latka- z dnia na dzień stwierdziła, że jest to czynność, której absolutnie nie może zaakceptować. Od tego czasu zaczął się nasz koszmar (mój i M.), bo nagle okazało się, że aby umyć dziecku ząbki muszą być w domu oboje rodzice! Jedno do trzymania wierzgającego i drącego się wniebogłosy dziecka a drugie do szybkiego operowania szczoteczką! Wiele razy operacja taka kończyła się tym, że zlana łzami była nie tylko Amela ale i ja sama! Niestety mycie ząbków w takich warunkach zrodziło w Amelii obawę przed otwieraniem buźki i wszelkimi wizytami u dentysty. Owszem, regularnie co pół roku odwiedzała ze mną gabinet dentystyczny - ale zwykle kończyło się na moim i dentysty błaganiu ją o pozwolenie zajrzenia w paszczę!
Zeszłego lata, kiedy Amela spędzała wakacje w Polsce z kuzynkami - coś się w niej przełamało i zaczęła powoli sama próbować myć zęby i pozwoliła też sobie w tym pomagać- już nie trzeba było drugiej dorosłej osoby do trzymania jej! Bardzo pomocny okazał się też o dziwo mój smartfon i aplikacja z misiem koalą myjącym ząbki i zegarkiem odmierzającym czas szczotkowania. Amela go pokochała (so did we ;))

Problemów z myciem ząbków już raczej nie mamy ale niestety wcześniejsze niemal dwuletnie zmagania i walka o prawidłową higienę jamy ustnej nie pozostały bez śladu na mleczakach małej.
Kiedy w końcu zimą udało nam się zaciągnąć Amelię do dentysty i ubłagać o zgodę na zbadanie ząbków okazało się, że ma ona już niestety kilka ubytków. Zgoda na przegląd paszczy to niestety w przypadku Amelki nie to samo co zgoda na leczenie. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie dlatego nasz dentysta skierował nas do kliniki dentystycznej przy miejscowym szpitalu na konsultację z dentystą dziecięcym.
Trafiliśmy w końcu na cudowną osobę, z niesamowitym podejściem do dzieci, która tak potrafiła rozmawiać z Amelką, że ta bez gadania zgodziła się na dokładny przegląd ząbków oraz rentgen szczęki i nawet nie drgnęła podczas badania. Niestety okazało się wówczas, że trzy ząbki nie bardzo nadawały się już do leczenia (w Szkocji nie wiedzieć czemu bardzo niechętnie leczą mleczaki - w większości przypadków kończy się na ekstrakcji).
Nasza poniedziałkowa wizyta w szpitalu była właśnie następstwem owej konsultacji. 17 marca o 9 rano stawiliśmy się z Amelką na oddziale chirurgii szczękowej i po rejestracji przyszedł bardzo miły pan anestezjolog (od razu przeszedł z Amelią "na Ty" i kazał jej mówić do siebie Simon ;)) i zaprosił nas do swojego gabinetu na krótką rozmowę.
Po odpowiedzeniu na standardowy zestaw pytań dotyczących alergii, przebytych chorób itp opowiedział Amelii dlaczego tak ważne było, że musiała być na czczo (a kto ją zna to wie jaka robi się nieznośna jak wyjdzie z domu bez śniadanka ;)) oraz opowiedział co będzie się po kolei działo na sali operacyjnej. Wychowani w polskiej rzeczywistości i przyzwyczajeni do tamtejszych zwyczajów szpitalnych bardzo bardzo doceniamy z Markiem fakt, że pozwolono nam z Amelią wejść na samą salę operacyjną, gdzie bardzo miły pan (chyba pielęgniarz) pomógł jej się wdrapać na łóżko. Kiedy już wygodnie sobie leżała - Simon (anestezjolog) poprosił ją o wybranie koloru (i smaku/zapachu?) maseczki do gazu usypiającego. Wybór padł na fioletową o zapachu ciasteczek ;) Dodać muszę, też  że Amela cały czas w ramionach trzymała swoją lalę - bobasa, specjalnie zakupionego na okazję dodania odwagi w szpitalu :) Po krótkiej naradzie z Simonem - nasza córka wybrała też różową (truskawkową) maseczkę dla lalki i dostała nawet rozmiar niemowlęcy, żeby lepiej pasowało :D

Potem lekarz pokazał Amelce jak trzymać maseczkę na twarzy lalki i liczyć do 10ciu żeby ją uśpić, sam powtarzając wszystkie czynności na Amelce. Mała tak była przejęta i skupiona na usypianiu lalki, że sama nie zauważyła kiedy też odpłynęła w objęcia Morfeusza. Dopiero kiedy Amelka była uśpiona i gotowa do zabiegu zostaliśmy z Markiem poproszeni do przejścia do poczekalni. Sam zabieg i nasze oczekiwanie na szczęście nie trwały długo bo już po około 25minutach poproszono nas spowrotem do sali pooperacyjnej, gdzie Amelka powoli otwierała oczka i zaczynała się wybudzać. Dzięki doskonałej organizacji i współpracy lekarzy z nami - dziecko nawet się nie miało szansy zorientować, że nie było nas przy niej podczas zabiegu i do dziś jest przekonana, że byliśmy z nią cały czas :)
Po wybudzeniu z narkozy, przestraszona i trochę popłakująca Amelka chciała się przytulić do mnie i wstać z łóżka na co miłe pielęgniarki zaprowadziły nas do małego pokoiku sąsiadującego z salą pooperacyjną i wyposażonego w ogromne i mięciutkie fotele, gdzie mogłam usiąść z małą w ramionach. Dostałam też specjalny podkład aby ochronić moje ubranie przed krwią, którą przez jakiś czas pluła Amelia. Przestraszona i zdezorientowana Amelka nie wiedziała przez chwilkę za bardzo co się dzieje i płacząc prosiła nas o zabranie jej do domu. Po dłuższej chwili, kiedy udało się nam ją uspokoić przyszła pielęgniarka sprawdzić czy krwawienie z ust się zatrzymało i czy działanie narkozy całkiem ustało. Dostałyśmy wypis do domu a Amela na drogę jeszcze całą torbę rzeczy - od Simona dostała do zabrania do domu dwie maseczki do gazu usypiającego (dla siebie i lalki) oraz cały zestaw profesjonalnych maseczek i czepków chirurgicznych (mała część z nich zabrała do przedszkola i dołożyła do zabawek w kąciku lekarskim), mięciutką szczoteczkę do zębów do używania przez pierwsze dni po zabiegu, kiedy jeszcze buźka nie do końca była zagojona, oraz cały pakiet naklejek do podziału z przedszkolakami ze swojej grupy. Dostała też swoje wyrwane ząbki zapakowane w specjalnej torebeczce wraz z listem do zębowej wróżki i instrukcją co należy z nimi zrobić aby dostać za nie pieniążka :)
Nasza dzielna pacjentka samodzielnie i z uśmiechem na buźce wyszła z oddziału niecałe 2 godziny po naszym tam przybyciu i wróciliśmy prosto do domu. Dzięki fantastycznym lekarzom i pielęgniarkom mimo wyrwanych 3 ząbków Amelia nie pamięta bólu i dyskomfortu a jedynie to jaki miły był dla niej Simon i reszta personelu i cieszy się ze swoich nowych nabytków do torby lekarskiej :)

Po powrocie do domu zalecone miała spokojne spędzenie popołudnia na sofie i oglądanie bajek oraz jedzenie samych mięciutkich pokarmów (ulubiona zupka, galaretki, lody, budyń) z czego oczywiście chętnie skorzystała :)
A następnego dnia jak gdyby nigdy nic pomaszerowała do przedszkola upewniwszy się wcześniej, że może już biegać i skakać :)

Gdzie tu widać, że przed dwoma godzinami Amelia leżała na stole operacyjnym?? :)


No comments:

Post a Comment