Pamiętam, kiedy będąc w ciąży obudziłam się pewnego ranka (była wczesna wiosna - luty albo marzec) z mega ochotą na poziomki! Mimo, że minęło już od tego czasu 5 lat do dziś nie zapomniałam wyrazu twarzy M. i stresu w jego głosie, kiedy mówił "skąd ja Ci wytrzasnę poziomki o tej porze roku i w tym kraju"??? No a kobiecie w 7-8 mcu ciąży faktycznie ciężko jest wytłumaczyć, że nie może dostać tego czego jej się w danym momencie chce zjeść :)
Na szczęście zachcianka była jednorazowa i szybko mi przeszła.
Za to M. pamiętając o tej scenie sprzed lat - spotkawszy w zeszłym roku w centrum ogrodniczym sadzonki poziomek nie zastanawiał się ani chwili - kupił i jeszcze tego samego dnia posadził w ogródku dwa niewielkie krzaczki! Z tych niepozornych roślinek, posadzonych niemal w połowie sezonu wyrósł nam cały wielki gąszcz, który nota bene trzeba było przesadzić tej wiosny bo tak się rozrósł, że zaczął zagłuszać inne roślinki. A poziomek zeszłego lata mieliśmy zatrzęsienie - niemal każdego dnia zbierałam dwie duże garście owoców - część od razu lądowała w brzuchach a część mroziłam. Dzięki łagodnej pogodzie ostatnie poziomki zbierałam jeszcze w październiku (choć owoce i kwiaty widziałam na krzaczkach jeszcze i w listopadzie ale były mokre od deszczu i średnio nadające się do zjedzenia).
Na zdjęciu moja dłoń z wrześniowymi poziomkami :)
Zainspirowana wtorkowym postem Magdy z bloga Moaa's Lifestyle, i ja zaczęłam do swojego (i rodzinki) menu wprowadzać pyszne i przede wszystkim zdrowe koktajle warzywno-owocowe.
Na pierwszy ogień poszedł fantastyczny - intensywnie zielony napój, w którego skład wchodziły: szpinak, seler naciowy, avocado, jabłka, pomarańcze, kiwi oraz sok pomarańczowy. Początkowo miałam trochę obaw co do takiej mieszanki - ale okazało się, że był to strzał w dziesiątkę co udowodniła mi Amela, która po spróbowaniu zarządała całej porcji dla siebie (a kto zna Małą wie jak ortodoksyjna jest w wyborze owoców i warzyw, które trafiają do jej brzuszka - praktycznie poza bananami, jabłkami i winogronem nie uznaje innych owoców). Już wtedy wiedziałam, że "smoothie" jak mówi Amelka będą w naszym domu codziennie. Wczoraj po przedszkolu moja córka sama do mnie przyszła i zarządała, żeby jej zrobić pyszny koktajl - jedynym warunkiem jaki postawiła było aby napój był koloru różowego :) W pierwszej chwili złapałam się za głowę bo jak na złość różowych (czy może raczej czerwonych) owoców w domu chwilowo niet. Na szczęście po chwili przypomniałam sobie o zamrożonych poziomkach. W pięć minut przygotowałyśmy z Małą pyszną mieszankę poziomek, jabłek, jogurtu naturalnego i mleka.
Amelia nie posiadała się ze szczęścia na widok owoców przekształcających się w blenderze w różowe cudo :) A ja ze szczęścia na widok zapału z jakim mój ortodoksyjny owocowy niejadek bierze się do pochłaniania całej wielkiej szklanki koktajlu :)
Historia zatoczyła koło i mimo pięciu lat w końcu doczekałam się swoich poziomek w marcu :)
A dziś zrobiłyśmy z Amelią smoothie w kolorze żółtym (mango, świezy ananas i pomarńcze, seler naciowy i sok pomarańczowy) - przyda nam się trochę słonecznych barw w ten pochmurny i szary dzień! Że o witaminach nie wspomnę ;)




Ooo, też chcę!!!
ReplyDeleteZapraszamy -jest jeszcze sporo to się chętnie podzielimy :)
Deletemniaaam mniaaaam! uwielbiam poziomki! jak tylko kupimy domek to od razu posadze w ogrodku ;) Ja tez robie takie mleczne koktajle, najczesciej z morozonych owocow i z bananow + maslanka. ale mi narobilas smaka :P
ReplyDeleteJa oszalałam na punkcie koktajli i próbuje różnych kombinacji. Nie tylko mlecznych ale z sokami owocowymi też. No i nie mogę się przestać dziwić jak Amelii to wszystko smakuje :)
DeleteInspirująco i poetycko u Was! No i zadziwiająco - seler naciowy do słodkich koktajli? I SZPINAK??? WHAt?!
ReplyDeleteKasiu też początkowo się zastanawiałam czy trochę nie przegięłam z tym selerem i szpinakiem ale efekt końcowy jest rozwalający! Napewno przynajmniej raz w tygodniu będzie u nas właśnie taki koktajl! Nawet Amelia go pokochała :)
Delete