About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Friday, 10 February 2012

"belek" i "mek" czyli o nocnikowaniu i odstawianiu smoka słów kilka

Się tyle opisałam wczoraj a zapomniałam o najważniejszym :)
Się mam czym to się chwalę - UWAGA - (albo jak mówi Amelek UŁAGA) - od kilku (3-4) dni nasz mały Bączek umie samodzielnie korzystać z nocniczka :)
Czasem jeszcze trzeba jej pomóc z rozbieraniem się ale poza tym przez ostatnie 4 dni korzystała z pieluszki tylko w nocy lub przy wyjściu z domu. W tym czasie zdażył się jej może jeden lub dwa wypadki (kiedy zwykle zajęta zabawą za długo zwlekała z przybiegnięciem do nocnika. Woła wtedy tak śmiesznie "Mamuś/Tatuś belek" (się znaczy, dajcie mi kibelek :))
Jestem z niej tak bardzo dumna i szczęśliwa, że aż cieżko mi to wyrazić słowami. Racje miała Paulina, która wyjeżdzając od nas powiedziała "zobaczycie, że za góra miesiąc pożegnacie sie z pieluszkami" :)
Jak to ona się jednak zna na dzieciach!

A oto Amela i jej różowy "tron" :)

****
Z innych wartych odnotowania wydarzeń z amelkowego życia, trzeba wspomnieć o pożegnaniu ze smoczkiem. Tym razem już ostatecznym i definitywnym. 
Od blisko roku Amelka używała już smoka tylko podczas zasypiania (po zaśnięciu zawsze leżał obok na podusi albo trzymała go w kurczowo zaciśniętej łapce na wypadek przebudzenia). Latem zeszłego roku udało się nam już nawet oduczyć ją i tego nawyku (a smoczek wylądował schowany głęboko na dnie szuflady na czarną godzinę). Owa czarna godzina przyszła w pażdzierniku zeszłego roku, kiedy to z Amelkowego niemowlaczkowego łóżeczka odkręciliśmy boczne ścianki ze szczebelkami i przekonwertowaliśmy je w tradycyjne dzieciece łóżko. 
Amelka choć początkowo zachwycona faktem, że mogła z niego wchodzić i wychodzić bez ograniczenia szczebelkami, bardzo tęskniła za swoim "starym" łóżkiem i za nic nie mogła zasnąć w "nowym". Tutaj z pomocą przyszedł smoczek (przez małą nazywany "mek"), przy pomocy którego zasnęła w ciągu 5ciu minut. Od tego czasu mek wrócił do gry, ale za to zasypianie jest praktycznie bezbolesne. Amelka wypija swoje mleczko wieczorne, myje ząbki (ale to historia na oddzielny post), bierze pod pachę Misia/Osiołka/Dadora/Timmiego (w zależności od nastroju ;)) i grzecznie idzie do swojego pokoju, wskakuje pod kołderkę i przypomina "Mama!Story!!!" Po przeczytaniu bajeczki/obejrzeniu i opowiedzeniu sobie wszystkich obrazków, upewnia się, że wybrana zabawka leży grzecznie obok na podusi, bierze smoka do buzi (czasem wystarczy, że trzyma go w łapce) i przy dźwiękach ulubionych kołysanek Turnau'a i Magdy Umer układa się do snu. My wtedy gasimy światło, wychodzimy z pokoju i zamykamy jej drzwi z przekonaniem, że w 99% przypadkach po 5minutach Amela będzie już słodko spała.

Dziś wieczorem niestety musiała się ostatecznie pożegnać z dydkiem. Po powrocie z pracy zauważyłam leżącego na podłodze i kiedy schyliłam się aby go podnieść, mój wzrok przykuła wygryziona w samym środku pokaźnych rozmiarów dziura. Niestety Amelia jest bardzo przywiązana do tego jednego jedynego egzemplarza i za nic na świecie nie dotknie innych. 
Pierwsze co pomyślałam, to że będzie dziś problem z zasypianiem ale później wpadłam na pomysł zawołania Amelki i pokazania jej uszkodzonego "meka" i wytłumaczeniu dlaczego musimy się go pozbyć. Oczywiście Mała za nic nie chciała słuchać i w pierwszym odruchu chwyciła go i włożyła do buzi, ale od razu musiała poczuć, że coś jest nie tak bo szybko go wypluła i zaczęła uważnie się przyglądać. Kiedy zauważyła dziurę, przytuliła się mocno do mnie i powiedziała tylko "Ohhhhh! Mek's bloken" później z trzęsącą się brodą i pełnymi łez oczkami pomachała mu "bye bye" i patrzyła jak M. wrzucił go do kosza. 
Dla odwrócenia jej uwagi i osuszenia łez dostała ukochanego żelka, którego zamiast zjeść zabrała z sobą do łóżka :) Po odprawieniu wszystkich wyżej wspomnianych rytuałów z książeczką i kołysankami wydawało się, że pogodzona z losem pójdzie grzecznie spać. Niestety po 2 minutach przyszła do nas do salonu i widać było, że potrzebuje się jeszcze trochę poprzytulać, przyniosła też książkę do kolejnego przeczytania i dopiero wtedy dała się ponownie odprowadzić do swojego pokoju. Przez chwilę płakała i protestowała przed spaniem ale lalka i mis do towarzystwa i bidonik z sokiem złagodziły trochę smutek po stracie smoka i po kolejnych kilku minutach dziecko zasnęło. I mam nadzieję, że spokojnie prześpi całą noc. Mam trochę obaw związanych z pobudkami w środku nocy w poszukiwaniu smoczka ale może nie będzie tak źle i może tradycyjnie już panikuję bez potrzeby :) 

A na koniec tego przydługiego już posta My :)

Miłego weekendu wszystkim :)

Thursday, 9 February 2012

po przerwie...

Czas pędzi tak szybko, że czasem muszę sprawdzać w kalendarzu datę, żeby się upewnić, jaki dokładnie mamy dzień. Również tutaj na blogu, dopiero wydawać by się mogło, że coś napisałam a tu pokazuje mi licznik, że ostatni post dodałam ponad 2 tygodnie temu. Kiedy to minęło?
Dopiero był grudzień i mieliśmy gości z Polski, a tu już niemal połowa lutego.
Ale może to i lepiej. Niech czas płynie, niech się dużo dzieje i niech się dużo zmienia.
Mam jakieś takie wewnętrzne przekonanie, że to będzie dobry rok i że zmiany, które przyniesię będa tylko na lepsze.

Pierwszą poważną zmianą, o której już wiemy że będzie miała miejsce jest miejsce naszego zamieszkania. W końcu po 4 latach wyprowadzimy się z bloku i zamieszkamy w domu z ogródkiem. Co prawda jesznie nie naszym własnym, ale przynajmniej Amela będzie mogła latem wybiegać do ogrodu prosto z kuchni (albo do parku, który jest centralnie przed głównym wejściem :) Jestem tak podekscytowana, kiedy o tym piszę, i kiedy nawet o tym myślę, że aż chce mi się podskakiwać :)
Więcej o przeprowadzce napiszę, kiedy będzie bliżej tego faktu (pewno między kwietniem i czerwcem)...


***
W ostatnim czasie, kiedy mnie tu nie było nosiłam się z zamiarem napisania postu o małej Madzi, której historią żyła cała Polska. Dużo osób się już wypowiedziało na ten temat, wiele osądziło jej mamę i najchętniej skazałoby ją na karę śmierci (widziałam takie posty na fb).
No ale do rzeczy. Przemyślałam to co się stało i postanowiłam, że jednak nie będę o tym pisać. Swoją opinię zachowam dla siebie i z uwagą będę śledziła, co będzie się działo dalej.


***
Wracając do naszego małego "tu i teraz" to razem z M. w ramach postanowienia noworocznego (jednego z wielu) obiecaliśmy sobie spędzać więcej czasu razem. I nie chodzi tu o wspólne siedzenie przed tv, ale więcej rodzinnych wypadów, czasem spaceru z Amelą do pobliskiego parku na plac zabaw a czasem wyjazdu nad morze czy do safari parku.
W ramach spełniania tej obietnicy w zeszłą środę (01.02) M. wziął pół dnia urlopu i po 11 był już spowrotem w domu (akurat zdążyłyśmy z Amelą się wyspać, zjeść śniadanie i pościelić łóżka ;)) Na 12 miałyśmy (Amelka miała) umówioną wizytę u lekarza, który po osłuchaniu jej po ostatnim przeziębieniu stwierdził, że oskrzela są czyste i dał nam zielone światło i pozwolenie na wycieczkę.
Mimo zimna, korzystając z bezchmurnego nieba wybraliśmy się do Portobello (dzielnica Edynburga) nad morze. Amelia uwielbia plażę i morze i kiedy tylko widzi je w tv, zaczyna podskakiwać jak piłeczka i podekscytowanym głosikiem wykrzykuje "Mama!Mama! Look! sea side!" :)

Warto było ją tam zabrać i zobaczyć radość na małej buźce kiedy się zorientowała gdzie jest :)
Do dziś po domu plączą się zabłakane muszelki, których przywiozła pełne kieszenie.


Wiele radości sprawiła Amelce (i nam też) wizyta na placu zabaw przy plaży. Oczywiście musiała od razu wypróbować wszystkie huśtawki, drabinki i ukochaną zjeżdżalnię :) 
Co warto zaznaczyć, na placu zabaw było jeszcze dwoje dzieci (niestety akurat wychodziły, kiedy my przyszliśmy) ale były to dzieci polskie ;) Widocznie szkockie mamy stwierdziły, że jest za zimno na spacery i zabawy na dworze. 
A nam się podobało i to jeszcze jak!! :D




****
Przeglądając zdjęcia na aparacie w poszukiwaniu tych z zeszłego tygodnia natknęłam się na takie, które chciałam zamieścić na blogu już dużo wcześniej, ale z różnych powodów do tej pory mi się nie udało, więc teraz korzystając z okazji, że mam je zgrane na laptopa ujrzą światło dzienne :)

1. Spacerek do parku z kuzynkami Mają i Martą (02.01.12) 
Tak tak - to ten pamiętny dzień, kiedy wracaliśmy do domu z buzią pełną krwi :)





2. Poranek u mamy w łóżku :) Zamiast oglądania bajek - trochę rysowania. A mama pośpi jeszcze z pół godzinki (jak już tylko zrobi zdjęcie ;) )


3. Jedno ze zdjęć świątecznych - nasze kartki - uwielbiam tutejszy zwyczaj wymieniania się kartkami ze wszystkimi znajomymi :D Jak co roku było ich duzzioooooo :) Ale w tym roku stwierdziłam, że zamiast zachowywać same kartki (jak robiłam do tej pory) zrobię im zdjęcie i zachowam ku pamięci :)
Łatwiej i zajmuje mniej miejsca :D







Sunday, 22 January 2012

Dzień Dziadka...

Miliardy najgorętszych buziaków i uścisków dla dziadka Janka i dziadka Janusza od wnuczki Amelki :)
 

Amelka i dziadek Jan (albo jak woli Amelka dziadek Jasiek :) )


Amelka i dziadek Janusz

Saturday, 21 January 2012

Wszystkim babciom....

Z okazji Dnia Babci, wszystkim babciom (a szczególnie Amelkowym - babci Ani i babci Emilce) życzymy długiego,szczęśliwego, zdrowego życia w otoczeniu rozbrykanych wnuków :)

Babciu Aniu i Babciu Emilio - kochamy Was i przesyłamy miliony amelkowych buziaków

Amelka i babcia Ania :)

Amela i babcia Emilia :)

Friday, 20 January 2012

do czego słuzy stół??

No jak to do czego służy??
Żeby było na czym nogi położyć (najlepiej w czasie jedzenia)!
Jak ktoś nie wierzy oto dowód!


A poza tym, to żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce..........
A najbardziej mi się nie chce iść do pracy. Nie czuję się jeszcze na siłach ale wyjścia nie ma za bardzo. Za godzinę będę już w pracy, a tu jeszcze włosy mokre, ja jakaś taka w proszku...
Pora się zbierać chyba. Dobrze, że dziś tylko 6 godzin, za to jutro i w niedzielę będzie hardcore. Jak ja z tym kaszlem wytrzymam tam po 12 godzin?? Już mi gorzej na myśl o tym! Bleee

Thursday, 19 January 2012

na równe nogi..

Jak wyżej, NA RÓWNE NOGI skoczyliśmy dziś w nocy, kiedy to jakiś idiota zdecydował się zadzwonić do nas domofonem o 1 nad ranem!!! A kto miał okazję słyszeć u mnie ten okropny dźwięk to wie o czym mówię! Jest bardziej przeraźliwy niż dźwięk naszego alarmu przeciwpożarowego! No normalnie umarłego można by tym próbować budzić!
No jak tak kurka można??? Sami wyskoczyliśmy z łóżka roztrzęsieni, Amelka przerażona schowała się w kąciku swojego łóżeczka i wzywała nas na zmianę na pomoc!!!!
Żeby się uspokoić musieliśmy wziąć ją do nas do łóżka i na zmianę przytulać i upewniać, że jesteśmy obok i że nie będzie się musiała więcej bać! A i tak z dobrą godzinę zajęło jej żeby zasnąć spowrotem!
Wiem jedno - od dziś już zawsze domofon będzie wyłączony w nocy - choćby nie wiem co!

Tuesday, 17 January 2012

Got to love her

Powiedziała to w końcu!!!!!!!!!!!
 Po tygodniach namawiania, uczenia i próśb w końcu Amela powiedziała "KOCHAM CIE" (a raczej "kociam ciem")!!!!!
Od tak długiego czasu na to czekałam, że z radości aż chciało mi się cały dzień skakać!!!
Najpierw powiedziała to po angielsku a zaraz potem ja powiedziałam jej po polsku a ona to w końcu zdecydowała się powtórzyć. Co prawda powiedziała to po raz pierwszy do M. (drugi zresztą też) ale najważniejsze, że w końcu to zrobiła :)

Drugi raz zaskoczyła nas dziś wieczorem, kiedy podeszła do M. trzymającego się za bolącą głowę i zapytała "łotś de mattel, Tatuś"? (what's the matter)
a do mnie cały dzień, po każdym ataku kaszlu zwracała się "ołrajt mama"?

Podobnie w sobotni poranek (ok.6 rano) kiedy płakała po przebudzeniu i M. wszedł do jej pokoju, wyskoczyła z łóżeczka, stanęła na równe nogi i zapytała "łotś gołin on Tatuś"??


Skąd ona zna te wszystkie zwroty? i do tego po angielsku??
Amelka mówi mało ale za to jak już coś powie to nam szczęki opadają na dywan :)