About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Wednesday, 11 January 2012

nie ma carrot

nie ma carrot - tak krzyknęła szczęśliwa Amelka, kiedy to wybrałam wszystkie marchewki i groszki (no jak to groszki miały by zostać a marchewka nie?? przecież groszek to też "carrot" ;) ) z miseczki z zupką i spokojnie i uśmiechem na ustach zabrała się za pałaszowanie obiadku. A ja zachodzę w głowę o co kaman? przecież jeszcze przed ostatnim weekendem groszek, marchewka i w ogóle większość warzyw była "yummy"??? to owoce były beee ale warzywka chętnie zjadała.
A zupa warzywna była numerem dwa na liście amelkowych ulubionych obiadków (nr 1 to pomidorowa od zawsze i na zawsze ;) )

no nic, najważniejsze, że w ogóle je - bo są i dni kiedy z jedzeniem całkiem kiepsko jej idzie. Przynajmniej chwilę ma zajęcie, Alex śpi a ja mam 5 minut na skrobnięcie posta bo zbieram się już ze 3 dni do napisania i coś mi nie po drodze do laptopa.

Czy ja już wspominałam o Alexie?? Chyba nie - Alex (jak mawia Amelka "Baby Siander") to 19 miesięczny synek znajomych, którym opiekuję się średnio 1-2 dni w tygodniu, a od kwietnia dołączy do nas jeszcze Oliver (będzie miał wtedy 10 mcy) i wtedy to dopiero nasze mieszkanie zamieni się w przedszkole. Kiedyś napiszę o tym więcej...

A poza tym z nowości to ostro trenujemy nocnikowanie.
Do tej pory mieliśmy już kilka podejść ale za każdym razem był niewypał - Amela tak ma, że jeśli nie jest na coś gotowa i sama nie ma ochoty iść na współpracę to za nic na świecie się jej do niczego nie zmusi.
No i do tej pory po posadzeniu na nocniku (co samo w sobie mogło trwać kilka minut ze względu na wyrywające się  dziecko i ociekającą potem mamę) Amelia wpadała w histerię, darła się w niebogłosy i po odsiedzeniu nawet kilkudziesięciu minut wstawała nie zrobiwszy niczego a po góra 2-3minutkach od założenia pieluszki sikała sobie w najlepsze.
Miałam nadzieję, że pobyt cioci Pauliny z dziewczynkami (zwłaszcza o te dziewczynki mi chodzi ;)) i ich przykład pomoże Amelce w zwalczeniu niechęci do nocnika. Niestety 5 tygodni z kuzynkami niczego Amelki nie nauczył, więc od razu po ich wyjeździe sama wzięłam sprawy (i nocnik) w swoje ręce i trenujemy.
Poniedziałek był średnio udany bo mimo wielokrotnych prób wysadzania małej udało się nam tylko raz.
Ale wczorajszy dzień już był o niebo lepszy i natchnął mnie nadzieją i wiarą w to, że się uda - 6 razy udało się Amelce siknąć w swój różowy kibelek a ja z radości skakałam jak głupia po całym mieszkaniu :D
Dziś kolejny dzień prób i jak do tej pory udało się 3 razy w nocnik (i pewno tyle samo w pieluchę) - ale chyba Amela zaczyna powoli łapać o co w tym chodzi i mam nadzieję, że niedługo będziemy się mogli pozbyć tych okropnych pampersów. W końcu Amela skończyła już 32 miesiące i wstyd trochę, że jeszcze w tym wieku w pieluchach biega.
Trzymajcie kciuki !

ps. jak ktoś ma jakieś dobre rady dotyczące ww tematu - to chętnie skorzystam. Tym razem się nie poddam i  doprowadzę sprawę do końca :)

No comments:

Post a Comment