Dzisiejszy post zacznę od zaległych ale szczerych i płynących z samego serca życzeń.
Niech ten 2012 rok będzie zdrowy i szczęśliwy, niech każdy los kupiony na loterii będzie wygrany a ludzie nas otaczający niech mają tylko jak najlepsze zamiary, niech każdy chodzi uśmiechnięty, niech nam dzieci zdrowo rosną, niech mamy oczekujące (i te które się starają) doczekały się szczęśliwego rozwiązania.
Szczęśliwego Nowego Roku Kochani Czytelnicy amelkowejMamy!!
Święta, święta i już po....
Minęły święta, minął sylwester i nowy rok też już za nami.
Będą to napewno święta, które na długo pozostaną w naszej pamięci. Ostatnie Boże Narodzenie, jakie spędziłam z kimkolwiek z mojej rodziny były w 2005 roku i od tego czasu, tj. od emigracji do Szkocji spędzaliśmy ten okres tylko we dwójkę a od 2009 roku w trójkę. Najgorzej było, kiedy na świecie nie było jeszcze Amelki a ja musiałam być w pracy i mój biedny M. spędzał ten czas samotnie w domu.
Ale tego akurat nie musimy pamiętać :)
Tegoroczne święta były rodzinne, głośne, pełne dziecięcego śmiechu i często dziecięcych kłótni (zwykle o najnowsze zabawki). Nasz dom jeszcze nigdy nie był tak pełen przez tak długi okres czasu i chyba więcej tu u nas w tej chwili zabawek niż w niejednym sklepie..
Jak zwykle jedzenia zrobiliśmy za dużo i pewno będzie zalegiwać zamrożone przez kolejne kilka tygodni jeśli nie miesięcy.
We wspomnieniach zostaną napewno:
- zadane wczesnym rankiem przez Amelkę, która obudziła się w naszym łóżku pytanie "Where's bacia Palina? Where's she??" (bacia Palina to moja siostra a amelkowa chrzestna matka Paulina - czasem nazywana przez Amika bacią lub nawet mamą )
- Maja (lat 3), która sprzątając wysypane z kosza zabawki usiadła na łóżku i oznajmiła, że ona to już nie da rady więcej, a na pytanie zdziwionej Pauliny "dlaczego?" odpowiada "bo mam taką chorobę" (????) "taką chorobę, ze nie lubię sprzątać" :D
- wielogodzinne nocne posiedzenia z Pauliną i jej mężem
- wielorazowe polowania dziewczynek na pierniczki wiszące na choince (dziś wieczorem poddałam się i zdjęłam i dałam im osobiście te nieliczne, które się ostały ;) )
- pewno zostanie z nami też w pamięci dzisiejszy spacer z dziewczynkami, kiedy to wracając Amelka upadła tak niefortunnie, że rozcięła ząbkami górną wargę. Kiedy ją podniosłam, zanosiła się od płaczu a buzię wypełnioną miała krwią, której było coraz więcej i więcej. Najgorsze, że za nic nie dała sobie zajrzeć do środka i nie bardzo wiadomo było od czego ta krew i jak bardzo poważne jest zranienie. Jeszc ze nigdy tak szybko nie pokonaliśmy trasy park-dom, a kiedy po obmyciu ranki okazało się, że wszystko wyglądało dużo gorzej niż faktycznie było, i całe napięcie opadło poczułam, że jeszcze trochę i zemdleję.
Sama musiałam się po tych emocjach położyć i odpocząć. Jeszcze teraz kiedy to piszę i wspominam wydażenia sprzed kilku godzin przechodzą mnie dreszcze.
Najważniejsze, że Amelka szybko dochodzi do siebie a wieczorem nawet odważyła się sięgnąć po chipsa o smaku octowym i mimo, łez które pojawiły się w kącikach oczu chciała kolejnego :)
Oby równie szybko zeszła opuchlizna i zagoiła się ranka...
Tobie również wszystkiego najlepszego na Nowy Rok :) Pozdrawiam
ReplyDeleteDziękuję i również życzę samych dobroci i spełnienia najskrytszych pragnień! Coś czuję w kościach, że to będzie dobry rok :)
ReplyDeleteTeż życzę wszystkiego najlepszego w tym Nowym Roku!!! Ten strach przed upadkami to ja tez mam, podobna sytuacje przezyłam w domku, jak młody bawił sie z psem i ten jak go pociągnał to nie udało mi sie ichw porę złapać i polała się krew... ale pewna wspaniała kobieta powiedziała mi kiedyś, ze trzeba pozwolic na upadki dziecka, nawet na krewke i choc Ciebie bedzie bolało bardziej niz dziecko to ono szybciej nauczy sie samodzielości i uwagi nad sobą :))
ReplyDeleteŻyczę Wam jak najmniej takich nauk :)
Kasia z Alusiem