About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Monday, 9 July 2012

hasłować?

Ostatnio coraz częściej myślę o zablokowaniu bloga. Będzie on dostępny dla osób, które choć w części znam (nawet jeśli tylko wirtualnie) i dla rodziny.
Jeśli ktoś ma ochotę śledzić dalsze losy naszej rodzinki proszę o zostawienie namiarów na siebie w komentarzu pod dzisiejszym postem lub o napisaniu maila na adres amelkowamama@gmail.com
Myślę, że bezhasłowo będziemy dostępne do końca wakacji a od września blokada....


Z innej beczki muszę napisać, że w ostatni czwartek przeżyłam chwile grozy. Schodziłam po schodach z Amelką, kiedy Mała usłyszała przekręcany w zamku klucz i tatę wracającego z pracy. Zwykle, kiedy jedno z nas wraca do domu Amela rzuca wszystko i biegnie pędem na spotkanie z szeroko rozłożonymi ramionami. Podobnie było i w tym przypadku. Jednak zapomniała chyba, że po pierwsze jest w połowie schodów a po drugie, że zostawiła na tych schodach kilka klocków. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć lub chociaż ją złapać - Mała przyspieszyła schodzenie i praktycznie zaczęła zeskakiwać z kolejnych schodków. Ale kiedy przyszło do przeskoczenia stopnia, na którym leżały klocki oczywiście straciła równowagę i poleciała prosto na sam dół. Mnie zamurowało z przerażenia i na sekundę zamarłam po czym zaczęłam krzyczeć i chyba jednym skokiem pokonałam pozostałe stopnie (a było ich chyba z 7), porwałam Amelę na ręce i zaczęłam przytulać i całować. Kiedy M. wszedł do domu (wszystko trwało dosłownie kilka sekund), siedziałam na sofie płacząca i roztrzęsiona z wtuloną we mnie i krzyczącą w niebogłosy Amelką.
Dopiero później dotarło do mnie, że porywając ją z podłogi bez sprawdzenia czy nie zrobiła sobie krzywdy mogłam ją jeszcze bardziej narazić, ale działając pod wpływem chwili, adrenalina i przerażenie wzięły górę. Jedyne o czym mogłam w tamtej chwili myśleć, to tylko by jak najszybciej ją przytulić i uspokoić jej przerażone małe ciałko :(
Na szczęście na strachu się skończyło ale uświadomiłam sobie wtedy, jak niewiele trzeba, żeby doszło do tragedii i jak bezradni czasem jesteśmy kiedy coś się dzieje naszym dzieciom a my nie możemy temu zapobiec...
Obym nigdy więcej nie musiała się tak czuć...

5 comments:

  1. Ja oczywiście jestem jak najbardziej chętna, by czytać Wasze dalsze losy :) mój mail: szminka20@vp.pl

    A co do tego wypadku, to współczuję. Takie chwile są okropne. Ale najważniejsze, że nic jej się nie stało.

    ReplyDelete
  2. ja sie również przyłaczam do czytania: kattrin1@gazeta.pl

    Co do wypadku... och doskonale to znam... niestety te nasze szkraby sa takimi żywymi dziecmi, ze pewnie nie raz jeszcze bedziemy płakały wraz z nimi... na szczęscie nic sie nie stało ufff :)

    ReplyDelete
  3. Biedna Amelka, fakt, pewnie bardziej się wystraszyła, ale Ty też swoje musiałaś przeżyć ! Ja swojego bloga też zamykam pod koniec sierpnia. No i oczywiście proszę o namiary: ela@bukowscy.net

    ReplyDelete
  4. własnie - jak niewiele potrzeba do nieszczęścia.... najważniejsze że małej nic się nie stało...
    ja tez poprosze o adres.... czytam cie od pewnego czasu . a swój blog też hasłuje - pisałam o tym kilka dni temu....
    nie wiem co się w tym necie dzieje....
    largetto@wp.pl

    ReplyDelete
  5. Też coś ostatnio po głowie krążą mi myśli o zahasłowaniu bloga...
    Z chęcią będziemy dalej Was czytać: madzikziobro@gmail.com

    Stresu przy wypadku bardzo współczuję, nawet nie wyobrażam sobie co musiałaś czuć, bo w takich chwilach myślenie(bynajmniej mi)się wyłącza...ściskamy mocno!!

    ReplyDelete