Zaraz po śniadaniu Amelka wybiegła ze śpiewem (''twinkle star all day looonggggggg" ;) ) do ogródka. Stwierdziłam, że super się składa bo nie będzie mi się plątać pod nogami kiedy będę sprzątać. Jednak po kilku minutach, kiedy stałam w wannie i szorowałam płytki w łazience usłyszałam paniczny krzyk dziecka. Musiałam rzucić wszystko i pędem biec do ogródka (co nie jest takie proste jak się ma mokre stopy i musi zbiec piętro niżej a potem przez cały salon i kuchnię do drzwi ogródkowych). A co się okazało kiedy już dobiegłam do Amelki i przytuliwszy usiłowałam uspokoić i dowiedzieć się po co ta cała histeria??? Otóż Amelka prawie dusząc się od płaczu wyznała "Amelka boji sie muka" co w wolnym tłumaczeniu znaczy, że wystraszyła się kiedy nad głową przeleciała jej brzęcząca mucha :) Nie wiedziałam w tamtej chwili czy śmiać się czy płakać :) Po tej historii odmówiła zabawy w ogródku i wróciła do domu oglądać bajki. Na zewnątrz wyszła dopiero kiedy ja zeszłam na dół i sprzątałam kuchnię i kiedy wiedziała, że ma mnie w zasięgu wzroku i w razie potrzeby będę mogła odpędzić wszystkie straszne "muki" gdyby się takowe pojawiły na horyzoncie :) Niestety po dłuższej chwili przybiegła pędem do domu i zatrzasnęła za sobą dokładnie drzwi do ogrodu i poszła znów przed tv. Na moje pytanie co się stało i czemu już się nie bawi na zewnątrz oznajmiła, że "Baćek (robaczek) je śnianko". No i wygląda, że póki w ogródku będą się stołowały "baćki" i "muki" Amela na własne życzenie będzie siedziała w domu. Dobrze, że za godzine M. wróci z pracy, to może uda mu się namówić dziecko na wyprawę do parku (dziecko sobie chyba jak dotąd nie zdaje sprawy, że tam również żyją róznego rodzaju "baćki" :) )
A ja dziś znów idę do pracy na nocną zmianę. I to dłuższą od przewidywanej bo wygląda, że jak zacznę o 18.30 to do domu będę mogła wyjść jutro po 10 rano. Tak to niestety jest, kiedy nagle rezygnuje kilka osób a inne są na urlopach. Ciągle brakuje ludzi, a że ja w ciągu tygodnia i tak nie bardzo mam możliwość pomóc dziewczynom ze względu na opiekę nad Amelką, to zgodziłam się na dodatkowe nocki (a w domowym budzecie zawsze przyda sie dodatkowy grosz, zwłaszcza w perspektywie kupna nowego samochodu). Dobrze chociaż, że jest weekend i M. ma wolne wiec zaraz po pracy będę mogła wskoczyć do łóżka i odopcząć a nie jak we wtorek wegetować do 16 w oczekiwaniu na jego powrót i przejęcie Amelki :)
Na koniec dzisiejszego (przydługiego już nieco) posta obiecane zdjęcia Amelki na nowym rowerku :)
i sam rowerek w całej okazałości :)



rowerzystka pierwsza klasa :)
ReplyDelete