Ten post jest obiecanym już jakiś czas temu sprawozdaniem z naszej rodzinnej wyprawy do SAFARI PARKU :)
Dziś, z perspektywy tych prawie 2 tygodni, które minęły od tamtego dnia widzę, że był to ostatni dzwonek na zorganizowanie czasu poza domem. Był to bodaj przedostatni tak ciepły i bezdeszczowy dzień tej jesieni i gdybyśmy zwlekali choć trochę dłużej już w tym roku pewno by nam się nie udało tam wybrać.
Blair Drummond Safari Park, o którym mowa, leży kilka mil za historycznym szkockim miastem Stirling (w którym znajduje się przepiękny zamek królewski, słynny przede wszystkim jako miejsce przetrzymywania w nim Mary, królowej Szkotów, skazanej na śmierć przez angielską królową Elżbietę I). Od nas miejsce to oddalone jest o jakieś 45min jazdy samochodem więc nie za daleko jak na jednodniowy wypad.
Park jest czynny jest tylko od końca marca do końca października, i w tym okresie codziennie odwiedzają go tłumy ludzi. Najczęściej rodzin z małymi dziećmi, ale też organiazowane są tam wycieczki szkolne, a ja sama swego czasu (jeszcze przed pojawieniem się Amelki) byłam tam z rezydentami domu opieki, w którym pracuję.
Zaraz po przyjezdzie na miejsce okazało się, że trafiliśmy czasowo idealnie na pokaz ptaków łownych. Dzikie jastrzębie, sęp czy sokoł, latające bezpośrednio nad głowami widzów zgromadzonych na trybunach to naprawdę robiło wrażenie.
W takim miejscu na nudę nie ma miejsca, atrakcja goni atrakcje i czasem aż się człowiek zastanawia, czy napewno da się w jeden dzień wszystko zobaczyć i ze wszystkich zapewnionych przez właścicieli rozrywek skorzystać.
Zaraz po pokazie ptaków łownych udaliśmy się do zamknietej hali, z ogromnym basenem w którym odbywał się pokaz słoni morskich. Trochę mieliśmy tam problemów z Amelką, która za nic nie umiała się skupić na tym co działo się w basenie i na scenie, bo w drodze na pokaz musieliśmy przejść obok atrakcji godnych niezłego wesołego miasteczka, i zamiast patrzeć na słonie morskie ona wolałaby wsiąść na karuzelę z konikami, a później na tą z samolotami, obrotowymi filiżankami, czy zahaczyć o dmuchany zamek na którym można było poskakać.
Oczywiście i z wszystkich tych sprzętów dane jej było w końcu skorzystać i wtedy już niczego więcej do szczęścia nie było jej potrzeba :)
Jak to było do przewidzenia, Amela jako jedyne dziecko po zakończeniu czasu przeznaczonego na skakanie, nie chciała zejść z zamku i schowała się w najdalszym kącie i zgadnijcie, kto musiał się tam po nią wspiąć i zdjąć wrzeszczącą w niebogłosy i kopiącą na wszystkie strony??? ;)
Trochę udało się nam ją uspokoić dopiero wizją budowania zamków z piasku, w ogromnej piaskownicy, w której zmieścił się nawet prawdziwych rozmiarów wrak statku pirackiego, zaopatrzony w rewelacyjne drabinki sznurowe do wspinania czy zjeżdzalnie. Na mnie osobiście wielkie wrażenie zrobił fakt, iż w piasku rozrzuconych było chyba kilkaset małych wiaderek, łopatek i grabek, tak że dzieci nie musiały sobie niczego zabierać i jak np Amela wymyśliła sobie, że zbierze sobie wszystkie dostępne różowe wiaderka i w pewnej chwili miała ich chyba z 10, to nikt nawet nie zauważył ich braku bo każde dziecko miało ich więcej niż mogło wykorzystać. A rodzice w tym przypadku nie musieli się martwić o zabieranie takich zabawek z domu :)
Kiedy już znudziło się nam grzebanie w piasku przyszła kolej na huśtawki....
.... i zwiedzanie ogromnego, 3 piętrowego drewnianego fortu. Oczywiście nic nie było w stanie powstrzymać naszej Milusińskiej od zjeżdzania z ulokowanej na wysokości 2go piętra mega zjeżdzalni.
Był i czas na robienie głupich min i pozowanie do zdjęć, czy obserwowaniu przez lunetę wybiegu z dzikimi niedźwiedziami.
Był spacerek w części ze zwierzętami bardziej "domowymi" niż dzikimi, i okazja do osobistego nakarmienia z ręki kóz, lam, koni, świń pigmejskich, czy kucyków.
Na chwilę jako mamie zamarło mi serce, kiedy w czasie karmienia przez Amelę konia, jej cała dłoń zniknęła nagle w paszczy zwierzęcia. Na szczęście Amela nawet nie zdążyła się przestraszyć i zareagowała tylko głośnym, radosnym wybuchem śmiechu a cała przygoda skończyła się jedynie obślinionym przez konia do połowy rękawem amelkowej bluzy :)
Oczywiście co by to był za safari park, gdyby nie można było choć przez chwilę poczuć się jak na afrykańskiej sawannie?? Cała trasa wyjazdowa z parku prowadzi przez otwarte w większości wybiegi zwierząt takich jak nosorożce, bawoły, lwy, renifery, gazele, sarny, wielbłądy. Naprawdę człowiek czuje pokorę, kiedy staje oko w oko ze stadem ogromnych nosorożcy i jedyne co nas od nich dzieli to cienka szyba samochodu. Jedynymi zwierzętami, które z jakiegoś powodu były odzielone siatką były tygrysy, strusie i słonie i surykatki :)
To naprawdę był niezapomniany dzień. Wypełniony po brzegi zabawą, muzyką, dobrym jedzeniem i w otoczeniu zwierząt, z którymi na codzień nie ma się normalnie do czynienia.
Miejsce idealne nie tylko dla dzieci ale i dla rodziców, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie.
W tym roku było szczególnie fajnie, bo dużo frajdy sprawiało nam obserwowanie Amelii w wielu nowych sytuacjach i w zetknięciu na żywo ze zwierzętami, o których wczęśniej wiedziała tylko z telewizji czy książek.
W przyszłym roku napewno znów się tam wybierzemy i szczerze mówiąc to już się nie mogę doczekać kolejnej wizyty :)








Miło się Was czyta i ogląda;) I widać zabawa była udana:)
ReplyDeletedziękujemy za miłe słowa :) A zabawa była naprawdę rewelacyjna - pewno z 20 lat nie byłam na karuzeli a tu z mała musiałam wejść na każdą, że nie wspomnę o wrażeniach związanych z ganianiem po dmuchanym zamku za brykającym 3 latkiem i modlach zanoszonych w duchu żebym tylko nie wywinęła orła na oczach tłumu oczekującego na wejście po nas :D
DeleteFajnie mieć takie atrakcje tak niedaleko domu :) Mnie się ciąga tylko po parkach dinozaurów i jakichś ruinach zamku....... A i tak zwykle muszę się zadowolić w weekend rozrywką w stylu zapiekanki w centrum albo kebaba przy dworcu ;)
ReplyDeletePrzyleć kiedyś w lecie to masz jak w banku odwiedziny w tym miejscu :)
Deletewow ale super wycieczka ;))
ReplyDeletePowiem ci szczerze ze zazdroszcze Ci tej Szkocji, zawsze mi sie podobała... chciałabym kiedys móc pojechać... ale czy sie uda nie wiem :( jednak uwielbiam o niej czytac... ogladac ;) a park rewelacja, widać jak Amelcia super sie bawiła,wy chyba zresztą tez ;))
a to zapraszamy serdecznie :)
Delete