Mam dosyć tej cholernej zimy!
Dosyć chorób, infekcji, kontuzji i innych depresji!
Dosyć stresów w pracy!
Chce poprostu normalnie żyć!
Bez ciągłego zamartwiania się o zdrowie czy to swoje (choć tym jakoś najmniej się zamartwiam) czy Marka i Amelki (tu już o wiele bardziej!)!
Chce chodzić do pracy i przekraczać próg bez ściśniętego w gulę żołądka!
Chce znów choć jednego słonecznego dnia!
Chcę żeby mi się znów chciało!
A najbardziej na świecie chcę już urlopu i do mamy!
Ciężko jest nie widzieć rodziców przez blisko 2 lata! :(
Dobrze, że to już tak stosunkowo niedługo! Czym jest kilka tygodni w porównaniu do tych 2 lat??
Dam radę! Dam radę! Dam radę!
About Me
- KiniaMamaAmelki
- Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,
Wednesday, 13 March 2013
Tuesday, 12 March 2013
Sunday, 10 March 2013
Happy Mothers Day to me :)
Dziś krótko bo świętuję ;)
W UK obchodzony jest dziś Dzień Matki i z tej okazji obiecałam sobie, że dzisiejszy dzień spędzę w całości tylko z Amelką.
Razem się bawimy, razem ugotowałyśmy obiad i razem upieklyśmy milion muffinek bananowo-czekoladowych (no dobra nie milion ale całe 16szt nam wyszło ;))
Poza tym ten dzień cały jakis taki emocjonalny. Raz jestem szczęśliwa i śpiewam sobie pod nosem a potem nagle dopada mnie smutek i z trudem hamuję łzy..
A całkiem się już rozkleiłam oglądając kocert Andrea Bocelli z Central Parku.
Nie wiem co on w sobie (a raczej w swoim głosie) ma takiego, że gardło momentalnie mi się ściska i nie umiem powstrzymać łez....
W głowie mam milion pomysłów na kolejne posty ale do komputera jakoś ostatnio mi dalej niż bliżej.
Nie wiem czy to przesilenie, czy powrót zimy po kilku naprawdę cudowych wiosennych dni mnie tak zniechęcił do wszystkiego?? A może poprostu to zwykłe zmęczenie po milionie ostatnich przepracowanych nocek??
Niedługo się pozbieram, zdam relację z ostatnich dwóch tygodni bo naprawdę sporo się działo i wrócę już do blogowania bardziej regularnie...
Na koniec zdjęcia z poprzedniej soboty (2marca) kiedy to byliśmy rodzinnie (plus kuzyn zza wielkiej wody) w osławionej szkockiej dolinie Glencoe (kto oglądał najnowszego Bonda napewno rozpozna te okolice ;))
W UK obchodzony jest dziś Dzień Matki i z tej okazji obiecałam sobie, że dzisiejszy dzień spędzę w całości tylko z Amelką.
Razem się bawimy, razem ugotowałyśmy obiad i razem upieklyśmy milion muffinek bananowo-czekoladowych (no dobra nie milion ale całe 16szt nam wyszło ;))
Poza tym ten dzień cały jakis taki emocjonalny. Raz jestem szczęśliwa i śpiewam sobie pod nosem a potem nagle dopada mnie smutek i z trudem hamuję łzy..
A całkiem się już rozkleiłam oglądając kocert Andrea Bocelli z Central Parku.
Nie wiem co on w sobie (a raczej w swoim głosie) ma takiego, że gardło momentalnie mi się ściska i nie umiem powstrzymać łez....
W głowie mam milion pomysłów na kolejne posty ale do komputera jakoś ostatnio mi dalej niż bliżej.
Nie wiem czy to przesilenie, czy powrót zimy po kilku naprawdę cudowych wiosennych dni mnie tak zniechęcił do wszystkiego?? A może poprostu to zwykłe zmęczenie po milionie ostatnich przepracowanych nocek??
Niedługo się pozbieram, zdam relację z ostatnich dwóch tygodni bo naprawdę sporo się działo i wrócę już do blogowania bardziej regularnie...
Na koniec zdjęcia z poprzedniej soboty (2marca) kiedy to byliśmy rodzinnie (plus kuzyn zza wielkiej wody) w osławionej szkockiej dolinie Glencoe (kto oglądał najnowszego Bonda napewno rozpozna te okolice ;))
Amelce bardzo się kobziarz podobał do czasu aż jej dudy zagrały prosto w uszy!
Uciekła z wrzaskiem i tylko zdjęcie w przelocie udało się jej pstryknąć ;)
Amelka z najnowszym pluszowym przyjacielem, który ostatnio towarzyszy nam wszędzie gdzie się tylko da
Monday, 25 February 2013
Sunday, 24 February 2013
co za dzien...
No to sie przyznac prosze, kto mi pozazdroscil wiosny???
Kto mi pozalowal sloneczka i kwiatow w ogrodku??
Wczoraj Amela skakala po zielonej trawce, wygrzewala sie w cieplych promieniach slonca, M. wyslalam z aparatem do ogrodka z misja obfotografowania krokusow i tulipkow przebijajacych spod ziemi. I dzis miala byc taka optymistyczna notka ze zdjeciami wlasnie!
Zamiast tego ponarzekam - najpierw bedac w pracy ostatniej nocy ok 22 wyjrzalam przez okno i zobaczylam snieg otulajacy szkocki krajobraz! Pierwsza moja mysl - "moje roslinki!!!!"
Na szczescie M. (ktory sie zna na roslinkach jak malo kto) twierdzi, ze taki snieg im nie zaszkodzi.
No to poczekamy i zobaczymy! Oby mial racje tym razem ;)
Po drugie od rana dzien nie zaczal sie najszczesliwiej - wychodzac z pracy zgubilam 20 funciakow! Niby nie bardzo duzo, ale moglam za to kupic cos do domku (ostatnio ciagle mnie nachodza mysli o malym przemeblowaniu, dekorowaniu, malowaniu itp - ani chybi znak, ze wiosna idzie ;))
No i jestem mega zla na siebie, ze taka ze mnie gapa!
Po trzecie, po powrocie do domu, wlaczylam laptopa i sie okazalo, ze bateria prawie padala a jak na zlosc kolejna ladowarka odmowila wspolpracy (trzecia w historii lapka). Tym razem obawiam sie, ze to nie tylko sama ladowarka ale i cale wejscie. Oj smutno mi sie zrobilo jak nie wiem co na mysl, ze to juz ostatnie chwile mojego zielonego przyjaciela :(
W koncu byl ze mna ponad 4.5 roku! M. twierdzi, ze niestety nie ma juz nawet co myslec o naprawie bo wyjdzie to drozej niz sam laptop jest wart!
Teraz po tych wszystkich wydazeniach az sie boje isc do pracy bo ciezko przewidziec co jeszcze mi sie zlego moze przydazyc??
ehhh....
Niech juz bedzie jutro i niech wiosna wraca jak najszybciej!
ps. przepraszam, za brak polskich znakow ale pisze z komputera M. i on niestety takowych nie posiada (twierdzi, ze nie uzywa i nie sa mu do niczego potrzebne)
Kto mi pozalowal sloneczka i kwiatow w ogrodku??
Wczoraj Amela skakala po zielonej trawce, wygrzewala sie w cieplych promieniach slonca, M. wyslalam z aparatem do ogrodka z misja obfotografowania krokusow i tulipkow przebijajacych spod ziemi. I dzis miala byc taka optymistyczna notka ze zdjeciami wlasnie!
Zamiast tego ponarzekam - najpierw bedac w pracy ostatniej nocy ok 22 wyjrzalam przez okno i zobaczylam snieg otulajacy szkocki krajobraz! Pierwsza moja mysl - "moje roslinki!!!!"
Na szczescie M. (ktory sie zna na roslinkach jak malo kto) twierdzi, ze taki snieg im nie zaszkodzi.
No to poczekamy i zobaczymy! Oby mial racje tym razem ;)
Po drugie od rana dzien nie zaczal sie najszczesliwiej - wychodzac z pracy zgubilam 20 funciakow! Niby nie bardzo duzo, ale moglam za to kupic cos do domku (ostatnio ciagle mnie nachodza mysli o malym przemeblowaniu, dekorowaniu, malowaniu itp - ani chybi znak, ze wiosna idzie ;))
No i jestem mega zla na siebie, ze taka ze mnie gapa!
Po trzecie, po powrocie do domu, wlaczylam laptopa i sie okazalo, ze bateria prawie padala a jak na zlosc kolejna ladowarka odmowila wspolpracy (trzecia w historii lapka). Tym razem obawiam sie, ze to nie tylko sama ladowarka ale i cale wejscie. Oj smutno mi sie zrobilo jak nie wiem co na mysl, ze to juz ostatnie chwile mojego zielonego przyjaciela :(
W koncu byl ze mna ponad 4.5 roku! M. twierdzi, ze niestety nie ma juz nawet co myslec o naprawie bo wyjdzie to drozej niz sam laptop jest wart!
Teraz po tych wszystkich wydazeniach az sie boje isc do pracy bo ciezko przewidziec co jeszcze mi sie zlego moze przydazyc??
ehhh....
Niech juz bedzie jutro i niech wiosna wraca jak najszybciej!
ps. przepraszam, za brak polskich znakow ale pisze z komputera M. i on niestety takowych nie posiada (twierdzi, ze nie uzywa i nie sa mu do niczego potrzebne)
Saturday, 23 February 2013
po wieczorze panieńskim....
Co za cudny wieczór za nami! Warto było się zamienić w pracy i zrobić sobie wolne z tej okazji :)
Czegoś podobnego świat blogowy jeszcze nie widział!
Kilkanaście/kilkadziesiąt (ktoś wie ile nas dokładnie było???) bloggerek, każda we własnym domu, przed własnym komputerem i z własnym alkoholem (lub innym napitkiem) świętowała poniedziałkowe zamążpójście Joasi :)
Na początku chyba żadna z nas nie wiedziała czego się spodziewać a okazało się, że było rewelacyjnie! Blogger nie wytrzymywał i odmawiał chwilami współpracy :) Ale co to dla nas! Humory dopisywały, alkohol smakował jak nigdy i o dziwo dziś rano mało kogo głowa boli (a nie powiem bo po wypiciu butelki suvignione blanc się spodziewałam młotu pneumatycznego rozrywającego czaszkę ;))
Z samego rana (o barbarzyńsko wczesnej godzinie 8 ) , kiedy Amelka przyszła do nas do sypialni bałam się co prawda poruszyć i podnieść głowę z poduszki ale okazało się, że naprawdę jest dobrze :)
Będę co prawda musiała się po południu zdrzemnąć chwilę przed pójściem do pracy ale na szczęście jest weekend i M. w domu więc spokojnie zajmie się dzieciem a ja będę miała chwilkę na sen!
Dziękuję Dziewczyny za super wieczór! Musimy to koniecznie powtórzyć w niedługim czasie :)
A na koniec piosenka, która chodzi za mną od wczorajszego wieczora!
Uwielbiam ją za pozytywny zastrzyk energii, którego dostaję przy każdym jej słuchaniu!
Thursday, 21 February 2013
wujek Bartek...
Wujek Bartek, czyli mój młodszy brat i jednocześnie amelkowy chrzestny!
To na filmiku ten brodaty pan ;)
Ostatni weekend spędził z przyjaciółmi we włoskich Dolomitach i jak widać nieźle się bawił!
A ja padam z zazdrości! Nie pamiętam już kiedy ostatnio byłam w górach (latania nie zazdroszczę bo wiem, że choćby nie wiem co to i tak bym się nie skusiła). Ale góry i te widoki przypominają mi młode lata i weekendy spędzane ze znajomymi na górskich szlakach.
Szczerze polecam obejrzenie filmiku bo robi wrażenie.
A ja kiedyś obiecuję napisać więcej o dyscyplinie, którą trenują chłopaki albo może nawet uda mi się namówić samego zainteresowanego do napisania kilku słów.
Mam nadzieję, że Amelka odziedziczy odwagę i miłość do sportu po chrzestnym i że w tym wszystkim zachowa umiar i nie będzie tego okazywać w aż tak ekstemalny sposób :)
Pozdrawiamy Bartka i życzymy miłego oglądania :D
Dolomiti Adventure by Bartosz
To na filmiku ten brodaty pan ;)
Ostatni weekend spędził z przyjaciółmi we włoskich Dolomitach i jak widać nieźle się bawił!
A ja padam z zazdrości! Nie pamiętam już kiedy ostatnio byłam w górach (latania nie zazdroszczę bo wiem, że choćby nie wiem co to i tak bym się nie skusiła). Ale góry i te widoki przypominają mi młode lata i weekendy spędzane ze znajomymi na górskich szlakach.
Szczerze polecam obejrzenie filmiku bo robi wrażenie.
A ja kiedyś obiecuję napisać więcej o dyscyplinie, którą trenują chłopaki albo może nawet uda mi się namówić samego zainteresowanego do napisania kilku słów.
Mam nadzieję, że Amelka odziedziczy odwagę i miłość do sportu po chrzestnym i że w tym wszystkim zachowa umiar i nie będzie tego okazywać w aż tak ekstemalny sposób :)
Pozdrawiamy Bartka i życzymy miłego oglądania :D
Dolomiti Adventure by Bartosz
Subscribe to:
Posts (Atom)


