About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Thursday, 23 February 2012

ciężka noc i całkiem fajny dzień...

Oj ciężko było ostatniej nocy, ciężko!! Najpierw za późno wypiłam kawę i bezsenność mnie dopadła, siedziałam (a właściwie to leżałam) w łóżku z laptopem i czytałam Wasze blogi do prawie pierwszej. Później, kiedy już jakoś udało mi się zasnąć cieszyłam się na około 7 godzin snu. Oj jakże się myliłam! O 2.10 nad ranem doszedł mnie płacz Amelki, wzywającej na pomoc do swojego pokoju. Poszłam do niej z myślą, że pewno miała zły sen i trzeba utulić, poleżeć obok niej kilka minut i pomóc zasnąć z powrotem. Nic bardziej mylnego. Moje biedne maleństwo siedziało przestraszone w swoim łóżeczku i płakało bo zwymiotowała i nie bardzo wiedziała co się stało :( Poszłyśmy się przebrać i umyć do łazienki, zmieniłam jej pościel i namoczyłam tą brudną i zabrałam do nas do łóżka by mieć ją na oku gdyby znów miała poczuć się gorzej. Niestety niecałe pół godziny później historia znów się powtórzyła, z tym że teraz musiałam zmieniać nasze prześcieradła. Z myślą o M., który miał wstać do pracy za niecałe trzy godziny zabrałam Amelke do jej pokoju i położyłyśmy się spać na zapasowym łóżku, które się tam znajduje. Powtórka z rozrywki obudziła nas kolejny raz o 5 rano i kolejny raz zmieniałyśmy piżamy (tym razem nie musiałam zmieniać pościeli bo zabrałam do łóżka ręcznik, na którym spała Amelka). Godzina 6.30 i kolejny raz Amela obudziła się z płaczem, że boli ją brzuszek i znów trochę wymiotowała (tym razem już biedna nie miała nic w żołądku więc porządnie ją wyszarpało), po ponownym jej umyciu i zmianie piżamki, została na chwilę przytulona do gotowego do wyjścia do pracy M. a ja w tym czasie szybko załadowałam część namoczonych prześcieradeł i piżamek do pralki. Kiedy M. wyszedł z domu, Amelka powiedziała mi, że jest bardzo zmęczona, przytuliła się do mnie mocno i zasnęła w niecałe 2 minutki. Tym razem udało się nam pospać troszkę dłużej i obudził nas dopiero M., który o 9 miał przerwę śniadaniową i dzwonił z pytaniem co u nas :) Rozbudzone już całkiem, wstałyśmy o 9.15 i poszłyśmy do salonu, gdzie chciałam przebrać Amelkę z piżamki. Niestety w trakcie przebierania znów zwymiotowała a ja prawie się załamałam. Nieprzytomna ze zmęczenia po nieprzespanej nocy, zmartwiona o dziecko, które odmawiało całą noc i poranek wypicia choć naparstka wody zadzwoniłam do mamy i siostry po poradę co robić. Na szczęście w trakcie naszej "skajpowej konferencji" Amelka przyszła do mnie rządając soku i bez zastanowienia wypiła go pół butelki :) Troche jeszcze nie bardzo ufałam jej poprawie samopoczucia więc z niepokojem czekałam na dalszy rozwój wypadków bacznie ją obserwując. Po kolejnej pół godzinie Amelka nabrała lepszych kolorów na buzi i ku mojemu zdumieniu, z apetytem zjadła herbatnika. Po 11.15 zadzwonił od nas M., z wiadomością, że udało mu się wcześniej zwolnić z pracy i że jedzie do polskiego sklepu po małe zakupy i wraca do nas najszybciej jak sie da :)

Od tego momentu, dzień zdecydowanie się poprawił. Amelka po powrocie taty zjadła jeszcze jednego biszkopta popijając obficie butelką soku i zaczęła rozrabiać jak zwykle, kiedy jest w najlepszej swojej formie :)

Przed 15, kiedy już upłynęło ładnych kilka godzin od ostatniego epizodu wymiotów uznałam, że w miarę bezpiecznie możemy wyjść z Amelką z domu i wyciągnełam M. do jednego z moich ulubionych sklepów (hobby craft'u) gdzie zdecydowaliśmy jednogłośnie iż w naszej rodzinie ma dziś miejsce dzień "męża i żony i dziecka" i wydaliśmy blisko 70 funtów na różne drobiazgi (książkę o tworzeniu kartek z użyciem haftu krzyżykowego i całego zestawu sprzętów potrzebnych do ich wykonywania - dla mnie rzecz jasna, a dla M. szkicownik i zestaw artystycznych długopisów w kolorze sepii). Potem pojechaliśmy do naszego ulubionego sklepu z zabawkami i Amelka wyszła stamtąd bogatsza o pudełko puzzli ze Swinką Peppą i drewnianym konikiem (taki tradycyjny - głowa konia na kiju - o którym wiem, że od dłuższej chwili marzyła) i wróciliśmy do domu (jak to powiedziała Amelka - "letś ołpen preśientś and letś plej Mamuś")

Po powrocie do domu, oczywiście pierwsze musieliśmy otworzyć Amelkowe "prezenty" i mieliśmy sporo radości z tego jak ona się cieszyła :) Marek z córcią rozłożyli się z puzzlami na stole w salonie, włączyli bajki (ukochanego Strażaka Sama) i spędzili popołudnie fajnie się bawiąc (przy okazji Amelce udało się w trakcie zabawy zjeść 1.5 kromki chlebka z masłem i kolejnego biszkopta). Ja spędziłam popołudnie (a dokładniej 3.5h) prasujac wszystko co wpadło mi w ręce (a co już od kilku dni spędzało mi sen z powiek). Kiedy skończyłam prasować, okazało się, że jest już po godzinie 19 i Amelka jest wykąpana i gotowa do spania.
Sama stwierdziła, że jest zmęczona i grzecznie poszła do swojego pokoju gdzie wypiła jeszcze trochę soku i po kilku minutach zasnęła.

M. pojechał do kfc po "kolację" i teraz ogląda mecz a ja piszę posta i cieszę się swoim czystym mieszkaniem :) Opłacło się sprzątać te całe 2 dni bo czysto tu jak przed największym świętem czy coś ;)
Przy okazji dobrze się składa, że porządki mam już z głowy bo na sobotę zaprosiłam przyjaciół i będę jedynie musiała upiec jakieś ciastko do kawy i będę mogła się relaksować, korzystając z krótkiego bo krótkiego, ale jednak urlopu :)

Teraz już się więcej nie rozpisuję, bo i tak większość z Was ledwo pewno dotrwała do tego momentu a ja idę   rozpakować "swoje prezenty" i zobaczę czy jeszcze pamiętam jak się wyszywa krzyżykami (mięło ładnych parę lat od kiedy robiłam to po raz ostatni)

Spokojnego wieczoru wszystkim :)

ps. ogromnie dziękuję wszystkim, którzy tu do mnie zaglądają i czytają - zakładając tego bloga, myślałam że będzie on głównie dla rodziny w Polsce dobrym źródłem informacji o poczynaniach Amelki, i dla niej samej pamiątką na przyszłość - a tu wczoraj minęło nam 1000 odwiedzin :)
Miło wiedzieć, że ktoś interesuje się naszą małą rodzinką!

2 comments:

  1. Biedna, Amelka. Najważniejsze, że już czuje się zdecydowanie lepiej! :)

    Zawsze podobał mi się haft krzyżykowy, ale jakoś sama nie mam odwagi się za to zabrać (nigdy nie wyszywałam). Chociaż może kiedyś jednak się odważę.

    ReplyDelete
  2. Dotarłam do konca! :) Ostatnio tak dużo piszesz, że chyba zacznę zaglądać co wieczór :) Też sobie muszę znaleźć jakieś hobby. :P

    buziaki dla Amelki :)

    ReplyDelete