Znów tu u mnie coś cicho się zrobiło - a tak pięknie zaczął się ten nowy rok na blogu. Niestety z nadejściem lutego po pierwszym w miarę dobrym tygodniu zaatakowały nas choroby! To znaczy bardziej Amelę i Marka a ja latam jak głupia to od jednego do drugiego i podaję lekarstwa, robię herbatki i zamartwiam się jak tylko mama może matwić sie o chore dziecko :( Na dodatek praca na cały etat w trybie nocnym nie pomaga w utrzymaniu przytomności - dobrze, że do czwartku mam już wolne i będę się mogła znów zając naszym domowym szpitalem na pełny etat.
Dlatego też nie było w tym roku posta o Walentynkach (szczerze to mam dość swięta, kiedy to trzeci rok z rzędu właśnie w tym dniu atakuje nas wstrętna grypa), nie będzie też posta o planowanych wyprawach rodzinnych - wstrętne choróbska pokrzyżowały nam wszystkie plany wyjazdowe.
Generalnie to nic mi się nie chce -na siłę też nie będę pisać - myślę, że wrócę na bloga jak trochę podzdrowiejemy i się ogarniemy. Najchętniej zakopałabym się w łóżku i przespała z tydzień!!!
A tu po przepracowanych trzech nockach i dwugodzinnej drzemce po powrocie z pracy trzeba było wstać i zabawiać marudne i chore dziecko! A dzień się jeszcze nie skończył!!!!!!!!!
About Me
- KiniaMamaAmelki
- Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,
Sunday, 16 February 2014
Monday, 27 January 2014
prawdziwie rodzinny weekend :-)
Weekend taki jak ostatni to prawdziwa rzadkość w naszym domu.
Przez wzgląd na moją pracę i to,że 90% wszystkich weekendów w roku pracuję to chwile takie jak ostatnio stają się tym bardziej cenne :)
Począwszy od wspólnego śniadania, małego wypadu na zakupy, spokojnego popołudnia z książką i zabawą z dzieckiem, poprzez cudowny obiad ugotowany przez pana M. aż do poobiedniego wypadu do "kulek" jak Amela nazywa pobliski soft play. A po powrocie do domu delektowanie się ciastem marchewkowym domowej roboty (mój debiut zresztą) i wieczór z michą popcornu oraz wspólnym oglądaniem filmu.
Niby wydaje się to nie wiele a jednak kiedy wspólnych chwil mamy jak na lekarstwo to taki wspólny dzień jest na wagę złota!
Naprawdę mogłoby tak być częściej....
A żeby co dobre za szybko się nie skończyło - dzisiejszy poranek też był cały nasz! Od śniadania aż do chwili, kiedy Amela pomaszerowała dzielnie do przedszkola w towarzystwie taty.
Cudownie widzieć jej małą szczęśliwą buźkę i wiedzieć, że to szczęście spowodowane naszą wspólną obecnością w domu. Nawet nie zliczę ile razy dziś od rana usłyszeliśmy od tego małego bączka, że nas kocha i że lubi jak jesteśmy "wszystkie razem" :)
Przez wzgląd na moją pracę i to,że 90% wszystkich weekendów w roku pracuję to chwile takie jak ostatnio stają się tym bardziej cenne :)
Począwszy od wspólnego śniadania, małego wypadu na zakupy, spokojnego popołudnia z książką i zabawą z dzieckiem, poprzez cudowny obiad ugotowany przez pana M. aż do poobiedniego wypadu do "kulek" jak Amela nazywa pobliski soft play. A po powrocie do domu delektowanie się ciastem marchewkowym domowej roboty (mój debiut zresztą) i wieczór z michą popcornu oraz wspólnym oglądaniem filmu.
Niby wydaje się to nie wiele a jednak kiedy wspólnych chwil mamy jak na lekarstwo to taki wspólny dzień jest na wagę złota!
Naprawdę mogłoby tak być częściej....
A żeby co dobre za szybko się nie skończyło - dzisiejszy poranek też był cały nasz! Od śniadania aż do chwili, kiedy Amela pomaszerowała dzielnie do przedszkola w towarzystwie taty.
Cudownie widzieć jej małą szczęśliwą buźkę i wiedzieć, że to szczęście spowodowane naszą wspólną obecnością w domu. Nawet nie zliczę ile razy dziś od rana usłyszeliśmy od tego małego bączka, że nas kocha i że lubi jak jesteśmy "wszystkie razem" :)
a to zdjęcię debiutanckiego "carrot cake" na który przepis można znaleźć o TU
banalnie łatwe w przygotowaniu a jakie efektowne i smaczne ;)
Sunday, 19 January 2014
też tak czasem macie???
Ja dziś skończyłam w końcu mój maraton pracowo-nockowy (przepracowane 8 z 9ciu ostatnich nocy i to po 11-12h każda) i od dziś w końcu mam 4 pełne dni (i noce) wolnego!!!!
I całą sobą nie mogę się doczekać każdej chwilki spędzonej z Amelą i znów bycia "tylko" mamą - tak na cały etat :) Żadnego rozdzielania czasu na pracę i czas spędzony z dzieckiem! Przez te dni będę tylko dla niej! Chyba obie bardzo potrzebujemy czasu tylko dla siebie...
Zaczynamy od zaraz :D
Wednesday, 15 January 2014
co nas czeka w Nowym Roku??
Wiem, że połowa stycznia już za nami ale ciągle można jeszcze spróbować sobie powróżyć co nasz czeka w tym roku, prawda??
Oto co przypadkiem znalazłam w necie ;)
Ja znalazłam: czas, zabawa i przyjaciele :)
Brzmi nieźle - jeśli choć raz na jakiś czas znajdę chwilę na zabawę z przyjaciółmi to wiem, że to będzie dobry rok!
A Wam co wyszło??
ps. trochę mnie tu ostatnio mniej bo za mną 5 kolejno przepracowanych nocy (11-12godzin każda nocka) i życie w trybie zombie. Dziś jedna noc przerwy na odespanie i od jutra kolejne 3 przede mną! Się mi zachciało nadgodzin to mam! Niech już będzie niedziela i niech się zaczną moje 4 dni wolnego zanim wyzionę ducha!
Do tego Mamcia w szpitalu i stres, że Ona tak daleko tam a ja tu i ta bezsilność, że nawet pójść zobaczyć na własne oczy nie można. Dobrze, że są telefony i siostry na posterunku! Pala&Pyza jesteście wielkie!!!
No ale nie tracimy ducha i wierzymy, że będzie wszystko dobrze, co nie??
No bo przecież ten rok MUSI być lepszy od poprzedniego! Innej opcji nie ma!!!
Oto co przypadkiem znalazłam w necie ;)
Źródło: internet
Ja znalazłam: czas, zabawa i przyjaciele :)
Brzmi nieźle - jeśli choć raz na jakiś czas znajdę chwilę na zabawę z przyjaciółmi to wiem, że to będzie dobry rok!
A Wam co wyszło??
ps. trochę mnie tu ostatnio mniej bo za mną 5 kolejno przepracowanych nocy (11-12godzin każda nocka) i życie w trybie zombie. Dziś jedna noc przerwy na odespanie i od jutra kolejne 3 przede mną! Się mi zachciało nadgodzin to mam! Niech już będzie niedziela i niech się zaczną moje 4 dni wolnego zanim wyzionę ducha!
Do tego Mamcia w szpitalu i stres, że Ona tak daleko tam a ja tu i ta bezsilność, że nawet pójść zobaczyć na własne oczy nie można. Dobrze, że są telefony i siostry na posterunku! Pala&Pyza jesteście wielkie!!!
No ale nie tracimy ducha i wierzymy, że będzie wszystko dobrze, co nie??
No bo przecież ten rok MUSI być lepszy od poprzedniego! Innej opcji nie ma!!!
Friday, 10 January 2014
ciasteczka, pączki i inne muffinki ;)
Dziś kulinarnie i na słodko - ale niestety tylko "wirtualnie" bo od zjedzenia ostatnich świątecznych ciast i ciasteczek, nie dotykamy słodyczy. Ba! Nawet nie mamy ani pół słodkiego okruszka w domu! Trzymamy się oboje z M. mocno postanowienia o zdrowym żywieniu i robiąc zakupy szerokim łukiem omijamy alejki z tymi kuszącymi słodkościami ;)
I muszę powiedzieć, że od razu widać efekty. Po tygodniu regularnego (przynajmniej 4 posiłki dziennie) i zdrowszego odżywiania na wadze ubyło mi 1.1kg :D
No ale nie o tym miało być ;)
Amelka przyszła do mnie około tygodnia temu i wtulając się mocno i wdrapując na kolana zapytała - "A ja jestem tfoja ślodka curećka???"
No oczywiście, że jesteś moją słodką córeczką odpowiedziałam. Najsłodszą na świecie.
Na co Amela z przebiegłym uśmiechem "To mów mi PĄCZEK mamo" :D
Podobnie przed trzema dniami.
Marek wychodząc na noc do pracy, odwrócił się do stojącej na schodach Amelii ze słowami "Pa Skarbie, dobranoc"
Na co Amela bez chwili zastanowienia wypaliła
"No pa MUFFINKU" :D
No skąd ona ma takie pomysły ja się pytam?? i co jeszcze wpadnie do tej jej małej główki?? Strach pomyśleć ;)
A poniżej zdjęcie moich muffinek bananowych - dobrze, że od oglądania zdjęć takich słodkości człowiek nie tyje ;)
I muszę powiedzieć, że od razu widać efekty. Po tygodniu regularnego (przynajmniej 4 posiłki dziennie) i zdrowszego odżywiania na wadze ubyło mi 1.1kg :D
No ale nie o tym miało być ;)
Amelka przyszła do mnie około tygodnia temu i wtulając się mocno i wdrapując na kolana zapytała - "A ja jestem tfoja ślodka curećka???"
No oczywiście, że jesteś moją słodką córeczką odpowiedziałam. Najsłodszą na świecie.
Na co Amela z przebiegłym uśmiechem "To mów mi PĄCZEK mamo" :D
Podobnie przed trzema dniami.
Marek wychodząc na noc do pracy, odwrócił się do stojącej na schodach Amelii ze słowami "Pa Skarbie, dobranoc"
Na co Amela bez chwili zastanowienia wypaliła
"No pa MUFFINKU" :D
No skąd ona ma takie pomysły ja się pytam?? i co jeszcze wpadnie do tej jej małej główki?? Strach pomyśleć ;)
A poniżej zdjęcie moich muffinek bananowych - dobrze, że od oglądania zdjęć takich słodkości człowiek nie tyje ;)
Thursday, 9 January 2014
z wizytą w pałacu Linlithgow.... (uwaga będzie długo)
Ręka do góry, kto interesuje się historią??? I kto ma pojęcie o szkockiej królowej Marii?? ;)
Jeśli nie wiecie kto to był a oglądaliście film "Elizabeth I" o dziejach angielskiej królowej Elżbiety I - to napewno kojarzycie wątek królowej Marii, której z rozkazu Elżbiety ścięto głowę...
Kojarzycie???
To właśnie TA Maria o którą mi chodzi ;)
Była ona córką szkockiego króla Jakuba V z dynastii Stuartów, sama została królową mając zaledwie 6 dni! Jest ona chyba najbardziej znaną (obok Williama Wallace i Rob Roya) postacią z historii tego kraju. Każdy kto uważa się tutaj za patriotę i choć odrobinę interesuje się historią zna jej tragiczne losy. Po wielu nieudanych próbach porwania jej ze Szkocji przez angielskiego króla Henryka VIII (tego od Anny Boleyn), jej matka wraz z królem Francji Henrykiem II postanowiła wysłać 5cio letnią Marię na dwór francuski, gdzie przebywała w oczekiwaniu na małżeństwo z synem Henryka. Jako 16 latka poślubiła Franciszka II Walezjusza, który po śmierci swego ojca objął panowanie we Francji, tym samym czyniąc Marię królową tego kraju. Niestety młody król zmarł zaledwie po 17 miesiącach panowania, a władzę w kraju w imieniu jego młodszego brata zaczęła sprawować teściowa Marii, Katarzyna Medycejska. Owdowiała młoda królowa wróciła do Szkocji, gdzie czekało ją życie w cieniu nieustannego zagrożenia.Trudna sytuacjia polityczna, religijna, nieudane wybory ponownych małżonków, ciągłe spiski ludzi z jej otoczenia oraz bycie drugą w linii do tronu angielskiego - co nie było po myśli nie posiadającej potomka królowej Elżbiety - wszystko to doprowadziło ostatecznie do uwięzienia Marii przez angielską monarchinię i pozbawienie jej wszelkich przywilejów. Obalona królowa Maria, została również oskarżona o udział w spisku przeciwko Elżbiecie, co ostatecznie doprowadziło do skazania jej przez angielską władczynię na karę śmierci przez ścięcie.
No ale co królowa Szkotów i jej tragiczne losy mają wspólnego z dzisiejszym postem???
Otóż Maria urodziła się w pałacu Linlithgow - który to obraliśmy za cel naszej pierwszej tegorocznej rodzinnej wyprawy (pamiętacie moją listę postanowień noworocznych i punkt 9?? ;))
Do samego Linlithgow nie mamy daleko bo niecałe 10mil. W zeszły czwartek - 2go stycznia, korzystając z pierwszego od tygodni dnia bez sztormowej pogody, postanowiliśmy wybrać się na (po)noworoczny spacer. Po około 20min jeździe samochodem wysiedliśmy w centrum tego uroczego, starego miasteczka. Najpierw swoje kroki skierowaliśmy na główną ulicę Linlithow, gdzie z Amelką podziwialiśmy urocze - świąteczne wystawy i dekoracje.
Amelka zachwyciła się drewnianym Rudolfem strzegącym wejścia do małej kawiarenki. Bardzo spodobała jej się również zabytkowa fontanna (której replikę można znaleźć też na dziedzińcu zamku królewskiego w Edynburgu), ale nie mogła zrozumieć dlaczego nie było w niej wody ;)
Marek z kolei zwrócił uwagę na oryginalną nazwę lokalnegu pub'u "Auld hole in the wall" czyli po szkocku "Stara dziura w ścianie" :) Mnie osobiście urzekła świąteczna witryna zakładu fryzjerskiego
Jednak najpiękniejsza była wystawa sklepu z akcesoriami i ubraniami dla tancerzy. Okruszyńską od najmłodszych lat zafascynowaną baletem, ciężko było stamtąd oderwać. No ale powiedzcie sami - czy taka choinka ubrana w maleńkie pointy (potocznie zwane baletkami) nie jest urocza?? A co dopiero ta sukienka!!!!!!
Po zwiedzeniu centrum miasteczka, skierowaliśmy się w strone wzgórza na którym stoi pałac. Prowadzi do niego trakt, wzdłuż którego rozwieszone są tablice upamiętniające wszystkich władców Szkocji począwszy od królowej Marii do obecnie panującej królowej Elżbiety II
Jeszcze tylko przejście przez wielką bramę i już jesteśmy na pałacowym dziedzińcu....
Widok samego pałacu robi nieco przygnębiające wrażenie ze swymi pozbawionymi szyb oknami. Amelka zawiedziona była, że nie czekała na nią w pałacu księżniczka (którą była pewna, że tam spotka - no bo jak to tak - pałac bez księżniczki?? ;)) No ale stwierdziła, że gdyby sama tak nie miała szyb w domu i przy takiej pogodzie też by się przeniosła do innego zamku :P
Zdjęcia z prawej strony pokazują widok z pałacu na jezioro u jego stóp oraz widok pałacu z brzegu jeziora
Jezioro zwane Linlithgow Loch jest znane jako miejsce zamieszkania wielu łabędzi. Lokalne dzieci (i dorośli) często dokarmiają ptactwo przez co łabędzie są bardzo oswojone i nie boją się wychodzić na brzeg a nawet pogonić spacerowiczów w poszukiwaniu jedzenia :)
Spacerując dalej brzegiem jeziora doszliśmy do małego placu zabaw. Zgadnijcie kto najbardziej się ucieszył?? ;)
Prawda, że to urocze miejsce na świąteczno-noworoczny spacer?? Ja osobiście już nie mogę się doczekać kiedy wrócimy tam wiosną i korzystając z pięknej pogody urządzimy sobie piknik u stóp starej twierdzy!
Tuesday, 7 January 2014
a tymczasem w Szkocji.... ( i o pewnej pięciolatce ;) )
Najpierw o pięciolatce - bo i tak jestem już spóźniona o dzień - taka ze mnie ciotka, że niedługo w tym całym zabieganiu zapomnę o własnej głowie ;)
Maji - mojej siostrzenicy - która wczoraj świętowała przy cudownym torcie (domowa robota szwagra, że go tak zachwalę ;)) z okazji 5 tych urodzin życzymy by nadal spełniały jej się marzenia, by miała wielu przyjaciół, miłości (nie tylko zakochanego w niej kolegi z przedszkola o wdzięcznym imieniu Wiktor ;))
by starsza siostra dawała sobie częściej wchodzić na głowę i dzieliła się zabawkami oraz by mama, tata, babcia z dziadkiem i wszystkie ciotki z wujkami nadal dotrzymywali Ci tempa (co wcale nie jest takie łatwe ) :D
Rośnij zdrowo Majuśku nasz kochany!!!!
A tymczasem w Szkocji - kiedy mąż jest w pracy a dziecko w końcu zasnęło - przyszła chwila na "kinia s time" :D Po długiej kąpieli, mając całe łóżko tylko dla siebie delektuję się moim dzisiejszym odkryciem (cider z czarnej pożeczki i malin) oraz oddaję swoim ulubionym zajęciom - bloguję i czytam :)
Dziś Haruki Murakami i "Norwegian wood" - prezent świąteczny od przyjaciółki. Normalnie się tak rozpędziłam z tym czytaniem, że sama siebie zadziwiam :)
Miłego wieczoru !!!! Cheers!!!
Subscribe to:
Posts (Atom)














