Co to była za sobota!
Jak już wspominałam wcześniej,
korzystamy (albo chociaż się staramy korzystać) jak najpełniej z każdej wolnej
chwili, którą mamy wspólnie z M. w czasie weekendów. Wczoraj było podobnie! Po
powrocie z pracy wczorajszego ranka, było mi dane przespać się do godziny 12 w
południe (całe trzy godziny snu ;P), po czym obudzona (na własne życzenie
zresztą) zostałam przez rodzinkę i w ramach wspólnego spędzania czasu i
wykorzystania pięknej letniej pogody (19 C i słoneczny dzień, jak na Szkocję to
już naprawdę sporo) postanowiliśmy pojechać na plażę.
Do North Berwick (nad
morzem Północnym) mamy około godzinę jazdy samochodem. Po drodze wstąpiliśmy
jeszcze do miejscowego tesco po małe co nieco na lunch a potem to już prosto na
plażę (no może nie do końca takie prosto – bo kosztowało nas kilka kółek po
miasteczku zanim znaleźliśmy miejsce na zaparkowanie). No ale grunt, że się
udało. Amelka z piskiem wskoczyła w piasek i z radością zerwała z siebie sukienkę
(pod spodem miała już założony strój kąpielowy), wyciągneła zabawki i zaczęła z
zapamiętaniem budować zamki z piasku :) Początkowo nawet nie specjalnie
zwracała uwagę na wodę, co bardzo nas zdziwiło, bo kiedy ostatnio byliśmy na
plaży (w lutym!!) to ledwo dało się ją utrzymać, tak bardzo chciała wskoczyć do
wody. Po małym pikniku i przekąszeniu naszych zapasów, dała się jednak namówić
i poszła ze mną zamoczyć stopy! Woda w pierwszej chwili wydawała się całkiem
zimna, ale po jakimś czasie organizm się przyzwyczaił i było naprawdę
przyjemnie. Po kilku minutach skakania przez fale, Amela wróciła do swoich
zabawek i piasku i zabawy z tatą, a ja wyciągnięta na kocu mogłam spokojnie
poczytać książkę!
Takiego dnia potrzebowłam już chyba od dłuższego czasu!
Mimo, że teoretycznie powinnam być nieprzytomna ze zmęczenia po dwóch kolejno
przepracowanych i średnio odespanych nocach ( i trzeciej w perspektywie), to
jakoś dzięki temu że towarzystwo miałam najlepsze z możliwych i że pogoda
dopisywała jak mało kiedy, udało mi się naprawdę porządnie odpocząć i
zrelaksować!
Po kilku godzinach na
plaży, z doładowanymi bateryjkami, wróciliśmy do domu, gdzie tak naprawdę
mieliśmy chwilę na szybki prysznic, przygotowanie obiado-kolacji, zjedzenie, i
już okazało się, że muszę wychodzić do pracy!




oby więcej taki udanych wypadów :)
ReplyDeleteCzasami taki odpoczynek jest lepszy niż wiele godzin snu. Oby więcej takich wspólnych chwil.
ReplyDeleteaz zazdraszczam ;) i zycze jeszcze wiecej takich sobót ;)
ReplyDeleteNic nie daje tyle radości, co dzień spędzony poza domem w gronie rodzinki i przyjaciół! Było cudownie i już w myślach planuję nam kolejny sobotni lub niedzielny wypad :)
ReplyDeleteWitaj Amelkowa Mamo:)Też kiedyś dane mi było mieszkać w Szkocji ( 6 miesięcy), ale na wypad w stroju kąpielowym nad morze się nie odważyłam:)W każdym razie na załączonych fotkach widać, że było ciepło:)Podziwiam Cię, że dajesz radę pracować na nocki,a potem normalnie funkcjonować. I to jeszcze 12 godzin... Mogę zapytać w jakim zawodzie? (Ja sama miałam okazję spróbować pracy na nocki w Anglii w zawodzie care assistant i z tymi przegrzewającymi się kaloryferami non stop miałam ochotę odpłynąć w krainę Morfeusza:)- a była to zaledwie jedna nocka w moim zyciu!
ReplyDeleteNo ja obecnie też pracuję jako care assistant, choć z zawodu jestem hotelarzem, specjalistą informacji naukowej i bibliotekarzem (długo się nie mogłam zdecydować co chcę w życiu robić - a jak widać i tak nie pracuję w żadnym z wyuczonych zawodów). Miejsce w którym jestem obecnie jest idealne dla nas w chwili obecnej bo praktycznie od chwili kiedy powiedziałam szefowej, że jestem w ciąży mogłam sobie wybierać dni i godziny w które chciałam (i mogłam) pracować. 3 razy musiałam wprowadzić zmiany w moim kontrakcie i nigdy nie miałam najmniejszych problemów. Planuję tak jeszcze pociągnąć góra 2 lata (do czasu aż Amela zacznie szkołę) i wtedy planuję wrócić na uniwerek. Może do tego czasu będę miała jeszcze inny plan na życie ;) W tej chwili umówiliśmy się z Amelkowym Tatą , że to jest jego czas na szkoły i rozwój kariery (w naszym wypadku studia ukończone w Polsce, niewiele się tutaj nam przydały), ja zajmuję się domem i Amelią (no i moją mało rozwojową pracą), do czasu aż Mała pójdzie do szkoły! Wtedy będzie mój czas! :)
DeleteJa tez pracuje w zawodzie care assistant, tyle, że w Szwajcarii. I wcale nie uważam, żeby był mało rozwijający:) Słyszałam, że w Anglii nie bardzo chcą uznawać polskie dyplomy, co zresztą bardzo mnie dziwi ( w końcu jesteśmy w Unii Europejskiej). Po prostu bardzo Cie podziwiam za pracę w nocy, a potem zajmowanie się dzieckiem(!). U nas raz miała miejsce sytuacja odwrotna, tzn mój mąż pracował na nocki i zajmował się małym ( wówczas małym, bo teraz już prawie pięcioletnim) szkrabem. Pociągnęliśmy tak miesiąc i musieliśmy zrezygnować. Ale najważniejsze to się nie poddawać i powoli sunąć do przodu..Z wychowaniem dziecka, szkołami i karierą:) pozdrawiam!
DeletePisząc o mało rozwojowej pracy miałam na myśli, że zdobyłam już tutaj wszystkie możliwe dla mnie kwalifikacje (NVQ). Gdybym chciała iść wyżej musiałabym zacząć studia pielęgniarskie, ale to akurat nigdy mnie nie interesowało. Więc jak dla mnie osiągnęłam już szczyt moich możliwości w rozwoju kariery w tym zawodzie.
DeleteSama praca na noce nie jest dla mnie aż tak wielkim obicążeniem, bo moja przełożona układajac mi grafik bierze pod uwagę dni pracy mojego męża i stara mi się tak iść na rękę, żebym 90% moich godzin przepracowała,w czasie kiedy on ma wolne i jest w domu, tak że ja po powrocie z pracy mogę isć prosto do łóżka. Przeważnie jest w tygodniu tylko jeden taki dzień (jak dziś), że muszę wytrzymać bez spania do późnego popołudnia. Na szczęście za tydzień Amela zaczyna przedszkole i nie będzie jej w domu od 12-15 i wtedy ja będę mogła się w tym czasie zawsze przespać.