About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Monday, 20 August 2012


Ostatnie 2 tygodnie prawdziwie rozpieszczała nas pogoda. Jeśli nie liczyć kilku godzin deszczu od czasu do czasu i środowej burzy z piorunami (pierwszej takiej od kiedy mieszkam w Szkocji), każdy dzień praktycznie spędzamy w ogródku lub w parku (o ile akurat Amela nie ma problemów z latającymi na podwórku muchami- bo wtedy tradycyjnie ile sił w małych nóżkach zmyka do domu ;) )

Kilka razy udało się Amelce nawet pociapać w wodzie w ogródku. Niestety nie posiadamy basenika (w związku z najbardziej mokrym i deszczowym latem w Szkocji od 1920r, stwierdziliśmy z M. że szkoda nawet go kupować po to, żeby leżał nieużywany), dlatego wpadłam na pomysł aby nalać Amelce wody do wielkiego plastikowego pudełka (na codzień Mała przechowuje w nim swoją kolekcję samochodów, traktorów i innych ciężarówek – ale to akurat temat na oddzielną notkę), wystawić na słońce w ogródku i dać się jej pochlapać ile tylko ma ochotę!
Co za radość ogarięła Amelkę, nie tylko z możliwości zamoczenia się po pachy i zabawy w wodzie ale już z samego faktu, że mogła po raz pierwszy w tym roku założyć swój stój kąpielowy z Peppą!
A dla potomności uwieczniłam tych kilka słonecznych chwil na zdjęciach















Podobnie z zabawą w parku. Przed tygodniem miasto rozbudowało istniejący tam placyk zabaw i dzieciaki zyskały wielką huśtawkę-misę, do której mieści się kilka osób na raz; dodatkową zjeżdżalnię, siatkę linową do wspinania się, i kilka innych mniejszych sprzętów.


(a w tle widać nasz domek - tak dla zobrazowania jak daleko -albo raczej jak blisko mamy do parku i placu zabaw :) )

Korzystając z lepszej pogody i ostatnich dni wakacji, park okupowany jest wręcz przez miejscowe dzieci począwszy od tych najmłodszych po starsze, pojawiające się zwykle późnym popołudniem i wieczorami.
Fajnie jest mieszkać w okolicy pełnej młodych rodzin i poznawać nowych ludzi (wystarczy kilka chwil przy huśtawce i już jest się bogatszym o nowe znajomości!  W Szkotach uwielbiam ich otwartość i szczerość od pierwszych chwil poznania się. Widać, że są nas jako „nowych” ciekawi, podchodzą i pytają wprost gdzie się wprowadziliśmy i kiedy i czym się zajmujemy. Chcą się dowiedzieć imienia Amelki i jak się jej podoba w nowym miejscu. Czy chodzi już do przedszkola i czy zna jakieś miejscowe dzieciaki?? A w zamian otwarcie, nawet nie pytani opowiadają o sobie. Mówią jak się nazywają, gdzie  mieszkają, jak długo, a nawet opowiadają trochę o swoich dzieciach, kotach, psach i jeśli mają więcej czasu opowiadają o innych mieszkańcach naszej ulicy! Tego poczucia przynależności do jakiejś społeczności tak bardzo brakowało mi w poprzednim miejscu zamieszkania. Dawniej przez 4 lata poznaliśmy w sumie chyba tylko z jednych sąsiadów ( i to mieszkając w bloku, gdzie w jednej klatce było w sumie 10 mieszkań). Czuliśmy się tam wyobcowani i żal nam nie raz było Amelki, która nie miała tam ani jednego znajomego dziecka (większość dzieci na naszym starym osiedlu należała do mieszkających tam hinduskich czy pakistańskich rodzin, a oni zwykle trzymali się swojego towarzystwa). Od czasu pobytu w nowym domu, poznaliśmy już dużą część sąsiadów, Amelka ma już kilkoro kolegów i koleżankę z placu zabaw (co prawda wszyscy około 2-3 lata starsi i traktują ją jeszcze jak maluszka, którego można pobujać na huśtawce ale absolutnie nie nadającego się do zabawy np w policjantów! Ale zawsze to coś! A kontakt z innymi dziećmi to przecież coś bezcennego! Jak dobrze, że za dwa tygodnie zaczyna się przedszkole! Wtedy to będziemy mieć znajomych! HA!

No comments:

Post a Comment