Ostatnie 2 tygodnie prawdziwie rozpieszczała nas pogoda. Jeśli
nie liczyć kilku godzin deszczu od czasu do czasu i środowej burzy z piorunami
(pierwszej takiej od kiedy mieszkam w Szkocji), każdy dzień praktycznie
spędzamy w ogródku lub w parku (o ile akurat Amela nie ma problemów z
latającymi na podwórku muchami- bo wtedy tradycyjnie ile sił w małych nóżkach
zmyka do domu ;) )
Kilka razy udało się Amelce nawet pociapać w wodzie w
ogródku. Niestety nie posiadamy basenika (w związku z najbardziej mokrym i
deszczowym latem w Szkocji od 1920r, stwierdziliśmy z M. że szkoda nawet go
kupować po to, żeby leżał nieużywany), dlatego wpadłam na pomysł aby nalać
Amelce wody do wielkiego plastikowego pudełka (na codzień Mała przechowuje w
nim swoją kolekcję samochodów, traktorów i innych ciężarówek – ale to akurat
temat na oddzielną notkę), wystawić na słońce w ogródku i dać się jej pochlapać
ile tylko ma ochotę!
Co za radość ogarięła Amelkę, nie tylko z możliwości
zamoczenia się po pachy i zabawy w wodzie ale już z samego faktu, że mogła po
raz pierwszy w tym roku założyć swój stój kąpielowy z Peppą!
A dla potomności uwieczniłam tych kilka słonecznych chwil na
zdjęciach
Podobnie z zabawą w parku. Przed tygodniem miasto
rozbudowało istniejący tam placyk zabaw i dzieciaki zyskały wielką
huśtawkę-misę, do której mieści się kilka osób na raz; dodatkową zjeżdżalnię,
siatkę linową do wspinania się, i kilka innych mniejszych sprzętów.
(a w tle widać nasz domek - tak dla zobrazowania jak daleko -albo raczej jak blisko mamy do parku i placu zabaw :) )
Korzystając z lepszej pogody i ostatnich dni wakacji, park
okupowany jest wręcz przez miejscowe dzieci począwszy od tych najmłodszych po
starsze, pojawiające się zwykle późnym popołudniem i wieczorami.
Fajnie jest mieszkać w okolicy pełnej młodych rodzin i
poznawać nowych ludzi (wystarczy kilka chwil przy huśtawce i już jest się
bogatszym o nowe znajomości! W Szkotach
uwielbiam ich otwartość i szczerość od pierwszych chwil poznania się. Widać, że
są nas jako „nowych” ciekawi, podchodzą i pytają wprost gdzie się
wprowadziliśmy i kiedy i czym się zajmujemy. Chcą się dowiedzieć imienia Amelki
i jak się jej podoba w nowym miejscu. Czy chodzi już do przedszkola i czy zna
jakieś miejscowe dzieciaki?? A w zamian otwarcie, nawet nie pytani opowiadają o
sobie. Mówią jak się nazywają, gdzie
mieszkają, jak długo, a nawet opowiadają trochę o swoich dzieciach,
kotach, psach i jeśli mają więcej czasu opowiadają o innych mieszkańcach naszej
ulicy! Tego poczucia przynależności do jakiejś społeczności tak bardzo
brakowało mi w poprzednim miejscu zamieszkania. Dawniej przez 4 lata poznaliśmy
w sumie chyba tylko z jednych sąsiadów ( i to mieszkając w bloku, gdzie w
jednej klatce było w sumie 10 mieszkań). Czuliśmy się tam wyobcowani i żal nam
nie raz było Amelki, która nie miała tam ani jednego znajomego dziecka
(większość dzieci na naszym starym osiedlu należała do mieszkających tam
hinduskich czy pakistańskich rodzin, a oni zwykle trzymali się swojego
towarzystwa). Od czasu pobytu w nowym domu, poznaliśmy już dużą część sąsiadów,
Amelka ma już kilkoro kolegów i koleżankę z placu zabaw (co prawda wszyscy
około 2-3 lata starsi i traktują ją jeszcze jak maluszka, którego można pobujać
na huśtawce ale absolutnie nie nadającego się do zabawy np w policjantów! Ale
zawsze to coś! A kontakt z innymi dziećmi to przecież coś bezcennego! Jak
dobrze, że za dwa tygodnie zaczyna się przedszkole! Wtedy to będziemy mieć
znajomych! HA!



No comments:
Post a Comment