Jeju, ależ mnie tu dawno nie było! Się znaczy byłam, i to po
kilka razy dziennie, ale jakoś nie było okazji żeby napisać. Od kiedy pracuję
na nocki (4 razy w tygodniu po 12 godzin) ciężko zebrać się w sobie i złożyć
jakiegoś sensownego posta w całość. Zmęczenie jednak daje mi się we znaki.
Ciężko jest zwłaszcza w środy, kiedy po pracy wracam do domu tuż przed 7mą
rano, w drzwiach mijam się z Markiem, który wychodzi do pracy i zwykle Amelka
jest już na nogach i gotowa do zabaw i całego aktywnego dnia. Wtedy dużo mnie
kosztuje wymyślanie Małej zabaw bardziej „stacjonarnych” i w okolicach sofy, na
której ja od czasu do czasu przysypiam. W takich chwilach, Amelka zwykle
podbiega do mnie i soczystym buziakiem budzi mnie okrzykiem „MISIU” :)
W weekendy jest już za to o wiele łatwiej. Marek jest w domu
i ja po pracy mam szansę wskoczyć pod prysznic a później prosto do łóżka!
Zwykle około 14 jestem już i tak na nogach i tym sposobem mamy jeszcze kilka
godzin tylko dla naszej rodzinki zanim znów pójdę do pracy.
Najfajniesze są w tym wszystkim niedziele. Pracując przeszło
15 miesięcy tylko w weekendy (od 7.30 do 19.30), zapomniałam już prawie jak
fajnie jest mieć cały dzień wolny tylko dla Amelki i Marka. Teraz kiedy wracam
do domu po nocnej zmianie i wiem, że kolejną noc mam wolną,nie idę nawet spać
(albo idę na 2-3 godzinu) i planujemy jak najlepiej wykorzystać te wolne
chwile.
Tak było 2 tygodnie temu, kiedy to zarządziłam wielkie
zakupy z okazji zbliżającego się rozpoczęcia roku przedszkolnego. Amela sporo
nam urosła tego lata i wiele ubrań, okazało się za małych i potrzebowałam jej
wymienić sporą część garderoby. Tego
dnia zaraz po powrocie z pracy, umyciu się i przebraniu wybraliśmy się do
centrum handlowego. Z okazji nie posiadania jeszcze w tym czasie samochodu
stwierdziliśmy, że zamiast brać taksówkę spełnimy jedno z marzeń Amelki i
pojedziemy autobusem! Coż to było za przeżycie! Najpierw zaczepiała smutnego, udającego że jej nie
zauważa chłopaka na przystanku, później z zachwytem zobaczyła wielki piętrowy
autobus zatrzymujący się tuż przed nami i aż krzyknęła z radości kiedy
zrozumiała, że tym razem i ona nim pojedzie (ostatnio była bardzo zawiedziona,
kiedy okazało się, że na przystanek poszła tylko ze mną odprowadzić znajome i
nie dane jej było nawet wsiąść do środka). Już w autobusie z radością załapała
za bilet i przez całe 10 min podróży trzymała go kurczowo zaciśniętego w swej
małej łapce, po czym musiałam go jej włożyć do kieszonki w spodniach i co jakiś
czas upewniała się, że on dalej tam jest :)
Po dojechaniu na miejsce, swoje pierwsze kroki skierowaliśmy
do opustoszałego jeszcze nieco starbucks’a na kawę i śniadanie. I tu znów
wielka radość Małej, bo zamiast zdrowego śniadania dostała wielką malinową
muffinę z białą czekoladą!
Tak pokrzepieni mogliśmy się udać na zakupy! Było
super! W każdym jednym sklepie do którego weszliśmy, wyprzedaże! Amela wróciła
obłowiona w sterty nowych ubrań, Marek z nowym t’shirtem celticu, a ja ze skórzaną kurteczką (na którą chorowałam już
ze 3 lata ale zawsze było mi szkoda kasy) i sweterkiem z nexta :) Wzbogaceni o nowe
ubrania i biedniejsi o blisko 200 funtów, obładowani torbami wzięliśmy już
taksówkę i wróciliśmy do domu.
W czasie zakupów wielokrotnie zatrzymywaliśmy się przy
ogromnej fontannie do której Amelka z piskiem wrzucała monety. Udało się jej
również znaleźć i przejechać na łódce
Igla Pigla z Dobranocnego Ogrodu (i to
chyba ze 3 razy o ile mnie pamięć nie myli :)
Był to naprawdę dzień pełeń wrażen dla naszego małego Bąka.
Fajnie było ją widzieć taką radosną i szczęśliwą z powodu spędzenia całego dnia
w towarzystwie i mnie i Marka.
Ciężko jest czasem pracować full time, prowadzić dom,
wychowywać 3 latka i jeszcze w tym wszystkim znaleźć czas na wspólne spędzanie
czasu. Zwłaszcza kiedy do pomocy nie ma się absolutnie nikogo. Dlatego tak
bardzo cieszę się z tych kilku tygodni kiedy pracuję tylko na nocki ( od połowy
września prawdopodobnie znów wrócę na dniówki i całe weekendy będę spędzała
poza domem) i z tych kilku wolnych wspólnych niedziel. To nic, że pod wieczór
po całej nocy w pracy i intensywnym dniu
z rodziną ledwo stoję na nogach. Najważniejsza jest ta radość w oczach Amelki
kiedy wie, że ma nas oboje tylko dla siebie i jeszcze do tego dzień pełen
wrażeń gdzieś poza domem!



Moja mama lata pracowała na trzy zmiany i zawsze strasznie się cieszyłam, gdy miała nocki bo była cały dzień w domu :) Oczywiście budziłam ją pod byle pretekstem, bo kto to widział spać w dzień :)))
ReplyDelete