About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Friday, 17 August 2012

Trochę o wszystkim


Jeju, ależ mnie tu dawno nie było! Się znaczy byłam, i to po kilka razy dziennie, ale jakoś nie było okazji żeby napisać. Od kiedy pracuję na nocki (4 razy w tygodniu po 12 godzin) ciężko zebrać się w sobie i złożyć jakiegoś sensownego posta w całość. Zmęczenie jednak daje mi się we znaki. Ciężko jest zwłaszcza w środy, kiedy po pracy wracam do domu tuż przed 7mą rano, w drzwiach mijam się z Markiem, który wychodzi do pracy i zwykle Amelka jest już na nogach i gotowa do zabaw i całego aktywnego dnia. Wtedy dużo mnie kosztuje wymyślanie Małej zabaw bardziej „stacjonarnych” i w okolicach sofy, na której ja od czasu do czasu przysypiam. W takich chwilach, Amelka zwykle podbiega do mnie i soczystym buziakiem budzi mnie okrzykiem „MISIU” :)
W weekendy jest już za to o wiele łatwiej. Marek jest w domu i ja po pracy mam szansę wskoczyć pod prysznic a później prosto do łóżka! Zwykle około 14 jestem już i tak na nogach i tym sposobem mamy jeszcze kilka godzin tylko dla naszej rodzinki zanim znów pójdę do pracy.
Najfajniesze są w tym wszystkim niedziele. Pracując przeszło 15 miesięcy tylko w weekendy (od 7.30 do 19.30), zapomniałam już prawie jak fajnie jest mieć cały dzień wolny tylko dla Amelki i Marka. Teraz kiedy wracam do domu po nocnej zmianie i wiem, że kolejną noc mam wolną,nie idę nawet spać (albo idę na 2-3 godzinu) i planujemy jak najlepiej wykorzystać te wolne chwile.

Tak było 2 tygodnie temu, kiedy to zarządziłam wielkie zakupy z okazji zbliżającego się rozpoczęcia roku przedszkolnego. Amela sporo nam urosła tego lata i wiele ubrań, okazało się za małych i potrzebowałam jej wymienić sporą część garderoby.  Tego dnia zaraz po powrocie z pracy, umyciu się i przebraniu wybraliśmy się do centrum handlowego. Z okazji nie posiadania jeszcze w tym czasie samochodu stwierdziliśmy, że zamiast brać taksówkę spełnimy jedno z marzeń Amelki i pojedziemy autobusem! Coż to było za przeżycie! Najpierw zaczepiała smutnego, udającego że jej nie zauważa chłopaka na przystanku, później z zachwytem zobaczyła wielki piętrowy autobus zatrzymujący się tuż przed nami i aż krzyknęła z radości kiedy zrozumiała, że tym razem i ona nim pojedzie (ostatnio była bardzo zawiedziona, kiedy okazało się, że na przystanek poszła tylko ze mną odprowadzić znajome i nie dane jej było nawet wsiąść do środka). Już w autobusie z radością załapała za bilet i przez całe 10 min podróży trzymała go kurczowo zaciśniętego w swej małej łapce, po czym musiałam go jej włożyć do kieszonki w spodniach i co jakiś czas upewniała się, że on dalej tam jest :) 


Po dojechaniu na miejsce, swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do opustoszałego jeszcze nieco starbucks’a na kawę i śniadanie. I tu znów wielka radość Małej, bo zamiast zdrowego śniadania dostała wielką malinową muffinę z białą czekoladą! 


Tak pokrzepieni mogliśmy się udać na zakupy! Było super! W każdym jednym sklepie do którego weszliśmy, wyprzedaże! Amela wróciła obłowiona w sterty nowych ubrań, Marek z nowym t’shirtem celticu, a ja ze  skórzaną kurteczką (na którą chorowałam już ze 3 lata ale zawsze było mi szkoda kasy) i sweterkiem z nexta :) Wzbogaceni o nowe ubrania i biedniejsi o blisko 200 funtów, obładowani torbami wzięliśmy już taksówkę i wróciliśmy do domu.
W czasie zakupów wielokrotnie zatrzymywaliśmy się przy ogromnej fontannie do której Amelka z piskiem wrzucała monety. Udało się jej również znaleźć  i przejechać na łódce Igla Pigla z Dobranocnego Ogrodu  (i to chyba ze 3 razy o ile mnie pamięć nie myli :) 


Był to naprawdę dzień pełeń wrażen dla naszego małego Bąka. Fajnie było ją widzieć taką radosną i szczęśliwą z powodu spędzenia całego dnia w towarzystwie i mnie i Marka.
Ciężko jest czasem pracować full time, prowadzić dom, wychowywać 3 latka i jeszcze w tym wszystkim znaleźć czas na wspólne spędzanie czasu. Zwłaszcza kiedy do pomocy nie ma się absolutnie nikogo. Dlatego tak bardzo cieszę się z tych kilku tygodni kiedy pracuję tylko na nocki ( od połowy września prawdopodobnie znów wrócę na dniówki i całe weekendy będę spędzała poza domem) i z tych kilku wolnych wspólnych niedziel. To nic, że pod wieczór po całej nocy w pracy i intensywnym  dniu z rodziną ledwo stoję na nogach. Najważniejsza jest ta radość w oczach Amelki kiedy wie, że ma nas oboje tylko dla siebie i jeszcze do tego dzień pełen wrażeń gdzieś poza domem! 

1 comment:

  1. Moja mama lata pracowała na trzy zmiany i zawsze strasznie się cieszyłam, gdy miała nocki bo była cały dzień w domu :) Oczywiście budziłam ją pod byle pretekstem, bo kto to widział spać w dzień :)))

    ReplyDelete