About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Tuesday, 15 May 2012

Niezapomniane popołudnie...

Już przy wejściu słychać podekscytowane piski maluchów (a przy wyjściu nie rzadko płacz - jak między innymi w przypadku Amelki ;) )

O czym mowa??
Oczywiście o wizycie w soft play. Miejscu gdzie dzieci mogą biegać, skakać, pływać w piłkach, zjeżdzać z wielkich (albo malutkich) zjeżdżalni, grać w piłkę nożną, kosza, jeździć gokartami, pojeździć na karuzeli i kto wie co jeszcze...
Jednym słowem RAJ :)

Byliśmy dłużni Amelce jej urodzinową wyprawę, więc w pierwsze wolne popołudnie, które  mieliśmy razem z M. (04.05) postanowiliśmy tam pojechać.
Początkowo Amelka nie bardzo wiedziała o czym jej opowiadałam, ale już od samego wejścia oszalała ze szczęścia i sama nie wiedziała gdzie bawić się najpierw :)
Niedługo po nas przyjechali nasi przyjaciele z malutkim synkiem i wtedy zabawa była jeszcze lepsza bo Amelka miała towarzystwo, które znała (i które uwielbia :) )

To chyba były najkrótsze 2 godziny w życiu Amelki (niestety zabawa nie jest nieograniczona czasowo i na jednym bilecie wstępu dziecko może tam przebywać tylko max 2godz).
Kiedy przyszedł czas powrotu do domu nie obyło się bez łez i protestów ze strony Amelki  i obietnic powrotu w najbliższej przyszłości z naszej strony :)

To było naprawdę fajne popołudnie, w ciekawym miejscu i super towarzystwie i naprawdę mam nadzieję na szybką powtórkę



Monday, 7 May 2012

majowo-urodzinowo...

Pierwszy tydzień maja już za nami a ja ciągle nie napisałm o urodzinach Amelki. To był bardzo zajety i intensywny tydzień i coś mi się wydaje, że kolejne wcale nie będą lepsze. Dawno tak bardzo nie byłam zmęczona i chyba w końcu skończyły się moje problemy z bezsennością. Zamiast zasypiać o 1-2 nad ranem jak to miałam w zwyczaju przez parę ładnych miesięcy, ostatnimi dniami najchętniej chodziłabym spać zaraz po Amelce (która chodzi spać o 19 - a dziś udało się jej nawet zasnąć w krzesełku do karmienia w trakcie jedzenia kolacji o 18.30 ;) )

No ale nie rozpisując się za bardzo wróćmy do urodzin.
Obchodów szczególnych w wielkim gronie nie było w tym roku ze względu na przeprowadzkę. Było bardzo bardzo kameralnie (czytaj Amelka + mama +tata). Był co prawda i torcik i mini przyjęcie niespodziankowe (bez tego Amela nie uznaje urodzin ;)) i cała góra prezentów, na czas rozpakowywania których dołączyła wirtualnie (przez skype) bacia z dziadkiem, amelkowe kuzynki i ciocie z wujkiem. Dobrze, że w Polsce 1szego maja wszyscy mają wolne i w okolicach rozpakowywania prezentów przez Amelkę, zwykle są u mojej mamy na obiedzie - to już taka nasza tradycja, że łączymy się wtedy wirtualnie i buba ma okazję dzielić się wrażeniami z otrzymanych prezentów na gorąco ;) 

Co do samych prezentów to chyba się jej podobają (cała masa różnych przyborów artystycznych od nowego zapasu kredek, farbek, pędzli i gąbek do malowania, po książeczki do kolorowania, zestaw plasteliny z wałkiem i foremkami do wycinania plastelinowych ciasteczek, książeczek i maty-planszy Stumilowego Lasu z figurkami Kubusia Puchatka i spółki i sama już nie pamiętam czego tam jeszcze ;)) bo nie ma dnia żeby się tym wszystkim nie bawiła. No ale na najważniejszy prezent jeszcze musi chwilkę zaczekać (całkiem nowiutki pokoik w całkiem nowym domku :)) Jeszcze chyba sobie nie zdaje Amelia sprawy, że wszystkie sprzęty, meble i akcesoria będzie miała nowe. Podobnie z przyjęciem urodzinowym. Wyprawimy wszystko jak należy i zaproszeni goście i znajome dzieciaki też będą ale już po przeprowadzce. W obecnej chwili i praktycznie siedząc już na walizkach i planując co zapakować do którego kartonu chyba nie dałabym już rady niczego zorganizować - a robić coś byle jak to nie w moim stylu :P

Co do pierwszomajowych obchodów to w planach mieliśmy wyprawę z Amelką poza dom (do wyboru mieliśmy Safari Park lub edynburskie zoo). Niestety pogoda pokrzyżowała nam plany, 8C (wiem wiem, że w Polsce było ponad 30), deszcz i przeszywający wiatr skutecznie zniechęciły nas do wyjścia z domu. W wersji awaryjnej zaplanowany był jeszcze wyjazd do soft play ale jak się okazało akurat we wtorki mieli nieczynne!!!! Zostaliśmy więc w domu, zajadaliśmy się tortem-roladą czekoladowym i bawiliśmy z Amelą wszystkimi nowymi sprzętami. A na soft play pojechalismy w piątek (będzie o tym osobna notka) i chyba nikt nie był tam bardziej szczęśliwy od Amelki :) 



Żyj nam sto lat Córeczko!



Saturday, 28 April 2012

bo jestem już taka samodzielna...

Dziś wieczorem, godzina 19, Amelia po kąpieli je kolację w salonie i ogląda dobranockę. M. siedzi przy swoim komputerze, ja przez telefon rozmawiam z koleżanką.
Kończę rozmowę i zaniepokojeni dłuższym brakiem dźwięków dochodzących z salonu idziemy z Markiem sprawdzić co porabia nasza córka. Jakże zdzwieni przekonujemy się, iż po zakończeniu bajki zorganizowała się sama i poszła położyć do swojego łóżeczka.
Udało jej się nawet zaciągnąć zasłonki, zapakować do łóżka ze swoim tradycyjnym Misiem i "Osiokiem" (Kłapouchym), zamknąć drzwi i nawet wywiesić na drzwiach znak "nie przeszkadzać" :)
Nie mogąc dostać się do szafy z książeczkami (zawsze jedna z książeczek musi trzymać w łapce przy zasypianiu), postanowiła wziąć do łóżka balonik, który dostała dziś w czasie zakupów w centrum handlowym :)

Dłuższą chwilę zajęło mi dojście do siebie po tym co zobaczyliśmy w jej sypialni. Jestem dumna jak paw (pawica?? ;)) a z drugiej strony trochę mi żal, że dziecko już takie "dorosłe". Gdzie to moje maleństwo, które potrzebowało się przytulić do mamy, żeby zasnać??




Ps. A na koniec dnia, nie można nie wspomnieć o Cioci Monice, która w Birmingham wychodzi dziś za mąż.
Kochani, życzymy Wam miłości i szczęścia na tej nowej drodze życia i naprawdę szczerze żałujemy, że nie możemy tam być dziś z Wami!! Mamy nadzieję, że za kilka tygodni uda się nam spotkać i poznać nowego wujka Amelki :)

Thursday, 26 April 2012

Happy Birthday.....

TO ME!!!! 

:)

Co to był za dzień :)
Już o 6 rano obudziły mnie okrzyki Amelki dochodzące z salonu "Mamuś!! Loooook!! Birthday Party!!!"
Kiedy półprzytomna, zataczając się z niewyspania weszłam do pokoju zobaczyć co się dzieje, aż mi się oko szerzej otwarło ze zdumienia (drugie było ciągle zamknięte, w nadzieji, że jeszcze pośpi z 5 minutków ;))

No ale nie z Amelką i nie w obliczu zapalonych świeczek na torcie - chuchnęłam, dmuchnęłam i zgasiłam. Po czym Amelka zarządziła: "Jeście laz Mamuś" :)
Po kolejnych 3 razach, stwierdziłam że idę się ubierać a Amelka została z tatą, który dzielnie zapalał świeczki na nowo a ona zdmuchiwała zawzięcie! 
A niech tam! Dobrze jej zrobi taki mały trening! W końcu jej urodzinki już za 5 dni będą i będzie miała wprawę! Marek stwierdził, że wtedy pozwoli jej zdmuchiwać świeczkę na okrągło i będzie jej zapalał aż spali całą :) 


Kiedy wszystkim nam się już udało ubrać, M. przygotował uroczyste śniadanko (później ugotował cudowny obiad, i zajął się Amelką, żebym ja mogła się polenić :)) i rozpoczęliśmy spokojne, rodzinne świętowanie. 
Fajnie być tak porozpieszczaną przez własną córkę i męża :)


Wednesday, 25 April 2012

leniwy, cichy, deszczowy dzień...

Jak ja dawno marzyłam o takim dniu!
Amelce za towarzystwo zabaw wystarczają dziś misie (mama tylko przeszkadza ;)), dom posprzątany, obiad przygotowany - wystarczy tylko wstawić i ugotować.
Zaległości mailowe nadrobione.
Za oknem wiatr i deszcz i zimno - dlatego tak dobrze wyłożyć się na mięciutkim łóżku z dobrą książką, zaczytać się i zasłuchać w muzykę z radiowej trójki...


Tuesday, 17 April 2012

cicho..

Cicho tu u nas jakoś i spokojnie ostatnio na blogu. A to zupełnie odwrotnie od tego co dzieje się w życiu. Praca po 50 godzin tygodniow (zmiany dzienne i nocne), w dni wolne od pracy bawimy się z Amelką w nianie i od czasu do czasu opiekujemy dzieckiem przyjaciół. Poza tym zaczynamy powoli odczuwać stres przedprzeprowadzkowy. Myslę, planuję, robię listy zakupów i kosztorysy urządzania nowego domu.
Przez to wszystko jakoś weny i czasu brakło na pisanie bloga. A jeśli nawet był i czas to zupełnie nie było siły i skupienia. Ale jesteśmy i powoli wracamy do życia blogowego.

Pozdrowienia od Amelki - "miszczyni" kierownicy :)



Tuesday, 3 April 2012

pogaduchy do poduchy...

Po pracowitym dniu (m.in wyprawa do Edynburga po stół z Ikei i pomocy w jego skręcaniu) tuż przed zasnięciem Amelka rozmawia z Tatą:

T:  Amelko, już późno, jesteś zmęczona i pora żebyś poszła spać!
A:  No!No!No!
T:  Ale wszyscy już idą spąć. Miś jest zmęczony, Osiołek jest zmęczony, Maja i Marta już śpią. (Amelkowy  Tata wymienia wszystkich członków rodziny, którzy są już "zmęczeni" i napewno już śpią).
A: (wcale nie zmęczonym głosem)  A table tired???

Tata nie mógł zareagować inaczej niż wybuchnąć śmiechem :)
i usypianie Amelki musiało zacząć się od nowa!