About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Thursday, 21 June 2012

slapped cheek syndrome i inne..

Dziś miał być dzień wybitnie matkowo - córkowy, jakiego od dawna nam brakowało. 
Obiecałam Amelce wyjście na plac zabaw, spacer i zakupy (nawet gdyby miał padać deszcz - kalosze i mały różowy parasol z hello kitty już cieszyły Amelkę wizją świetnej zabawy).
Rano, kiedy po przebudzeniu się Amela przyszła do mojego łóżka i przytuliła się, wydała mi się podejrzanie gorąca. Rozbudziło mnie to szybciej niż całe wiadro mocnej kawy bo od razu skoczyłam na równe nogi i pobiegłam zapalać światło, żeby dokładnie się jej przyjżeć. Pierwsze co rzucało się w oczy to mocno rumiane policzki nakrapiane różowymi plamkami i oczy błyszczące od gorączki. Początkowo wpadłam w panikę, ale po dokładniejszych oględzinach i stwierdzeniu, że uczulenie to jest tylko na buźce i dzięki pomocy wujka google, dowiedziałam się, że najprawdopodobniej Amela ma coś o nazwie "slapped cheek syndrome" lub "fifth disease" (po polsku to chyba rumień ale nie jestem całkiem pewna bo nie słyszałam nigdy o podobnej chorobie aż do teraz). Wszystko wskazuje, że to tylko jakaś mniej intensywna odmiana infekcji, bo po podaniu paracetamolu buźka ładnie blednie na kilka godzin i jedynie kilka maleńkich plamek na policzkach może zwracać uwagę. 
Nasze wyjście z domu i realizowanie planu zakupowo-spacerowego musiałyśmy przełożyć na przyszły tydzień (mam nadzieję, że przez weekend Mała dojdzie już całkiem do siebie), a zamiast tego spędziłyśmy całkiem miły, leniwy dzień w domku (deszcz nie zawiódł i siedzenie w ciepłym wnętrzu stało się jeszcze przyjemniejsze ;) ). Zaczęłyśmy od śniadania w łóżku (trochę się obawiałam, jak Amela poradzi sobie z nutellą i nie poplami moich śnieżnobiałych prześcieradeł - ale dała radę :) ), a później zrobiłyśmy mały update bajek Disneya -najpierw padło na Pinokia (Amelia dostała w zeszłym tygodniu małą drewnianą figurkę tej postaci i jest bardzo zafascynowana jego długim nosem - wg. niej nos Pinokia jest takich rozmiarów bo go boli :P ), kolejną bajką był "Piotruś Pan", którego z większym zainteresowaniem obejrzałam ja niż moja córka (sentymentalnie mi się zrobiło i przypomniało dzieciństwo). Kiedy ja kończyłam oglądać bajkę, Amela zarządała rozłożenia małego namiotu, który wygrzebała w szafie i zrobiła misiom "pipnik" (piknik). Na zabawie i rozmowie z babcią i kuzynkami (skype) upłynął nam czas do obiadku (dzięki M., który wczoraj przygotował swoją popisową lasagne, nie musiałam nawet dziś gotować!). Po południu troszkę posprzątałyśmy dół domu (salon i kuchnię), zrobiłyśmy pranie i do powrotu M. z pracy znów leniwie i zabawowo spędzałyśmy czas. Teraz Amelka już grzecznie śpi (i mam nadzieje, że noc będzie bez większych wrażeń), M. ogląda mecz a ja mam chwilę na blogowanie..

W głowie mam już też pomysł na mojego nowego bloga o domu i urządzaniu wnętrz oraz na kilka pierwszych postów ale kiedy zasiadam do laptopa z zamiarem przelania tego wszystkiego na monitor jakaś niemoc twórcza  mnie ogarnia. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu uda mi się go już doprowadzić do stanu godnego pokazania światu (wszyscy chętni dostaną wtedy maila z zaproszeniem - obiecuję).

A na koniec scenka rodzajowa z udziałem Amelka:
wczorajsze popołudnie - mała biega za piłką i kopiąc z impetem w stronę kuchni krzyczy "TYTOŃ (!!!) noga!!!! Goooooooool!!"
 
jak widać nawet na 3 latce Euro może pozostawić ślad :) To po meczu z Czechami, kiedy za każdym razem po dobrej obronie naszego bramkarza krzyczała "Brawo Tytoń" a kiedy niestety udało mu się wpuścić piłkę do bramki, Amela skwitowała ten fakt tylko "Silly Tytoń" i poszła się bawić do zabawek :) 

Friday, 15 June 2012

koniec urlopu, o toddlerkach i przedszkolu :)

No i przyszedł ten dzień! Po 12 dniach przerwy pora wrócić do pracy.
Muszę powiedzieć, że po ostatnich blisko dwóch tygodniach stwierdziłam, że urlopy to ja owszem lubię ale tylko jeśli wiążą się one z wyjazdem z domu.
Bo tak Bogiem a prawdą to jestem po tym urlopie bardziej zmęczona niż przed! I wczorajszego wieczoru, leżąc już w łóżku pomyślałam sobie, że dobrze że to już koniec siedzenia w domu bo w końcu sobie odpocznę!
Siedzenie w domu z aktywnym 3latkiem i do tego pilnowanie dzieci znajomych to nie jest urlop ani odpoczynek!
No ale nie ma co marudzić. Sama się zgodziłam to mam.
Za dwie godziny będę w pracy i chętnie się dowiem kto? co? kiedy? i z kim? :) A kto jak kto ale Szkoci to lubią plotkować :) A praca zrobi się przy okazji (chyba) :)


*******
Co do wspomnianych w temacie toddlerków (dzieci w wieku wczesno-przedszkolnym) to znalazłam dziś coś u kolegi na fb i jakbym czytała o Amelce! To jest dokładnie to co przechodzimy z Nią od jakiegoś czasu i już się poddałam i nie walczę! Czekam, aż sama z tego wyrośnie!


Nie pomagają żadne upominania, rozmowy, kary i odwracanie uwagi! Jak jakaś zabawka jest Amelki to nikt inny (czyt. inne dziecko) nie ma prawa się nią bawić (ba! nawet dotknąć czy przenieść z miejsca na miejsce)!
A jak jakaś zabawka nie jest Amelki tylko innego dziecka, a ona sobie wymyśli, że akurat chce się nią pobawić to podejdzie i zagarnie tylko dla siebie! I zwykle kończy się awanturą i łzami (bo JA chcę i już!!). A mama to jest ta zła co zabiera zabawki i oddaje innym dzieciom albo każe mi się dzielić!!


*******
Wczoraj przyszedł list do Amelki z przedszkola. Potwierdzający, że mamy miejsce w grupie popołudniowej w przedszkolu znajdującym się ok 10min spacerkiem od domu! Cieszymy się bardzo bo wcale nie było takie pewne, że się uda. O miejsce trzeba było się zgłosić już przed rokiem i wtedy Amelkę zgłosiliśmy do przedszkola najbliższego poprzedniemu miejscu zamieszkania i tuż przed przeprowadzką dostaliśmy list, że ją przyjęli do tego pierwszego przedszkola. Trzeba było napisać kilka maili i się udało :) 
Teraz zapraszają nas z Amelką do przyjścia do przedszkola i zapoznanie się z opiekunkami i datą rozpoczęcia nowego roku szkolnego dla maluszków (chyba ostatni tydzień sierpnia ale konkretnej daty dowiemy się w przedszkolu). Teraz tylko M. musi wziąć pół dnia wolnego w pracy (chcę żebyśmy ten pierwszy raz w przedszkolu pokazali się tam razem) i pójdziemy się dowiadywać co i jak!


*******
Z Amelkowych rozmów:
Dziś rano przy śniadaniu tłumaczę Amelce, że po południu będę musiała iśc do pracy.

A: Do placy Mamuś??
Ja: Tak Kochanie. Skończyło się siedzenie w domu. Mamusia musi iść zarobić trochę pieniążków!
A: Nie! Nie! Mama nie do placy! Kupić pieniążki! :)

No i jakie to proste?! Po co pracować na pieniądze skoro można je kupić??


Tuesday, 12 June 2012

o Amelce...

Blog ten nosi tytuł AmelkowaMama i z założenia miał być poświecony tylko i wyłącznie naszej córeczce. Ostatnimi czasy głównie ze względu na zamieszanie związane z przeprowadzką zaniedbałam bloga a jeśli już pisałam to głownie o postępach w przeprowadzce i urządzaniu się w nowym domu.
Dziś będzie więc o naszej zbuntowanej 3 latce :)

Kto ma dziecko ten wie, że każdy dzień jest różny od poprzedniego. Nigdy nie wiadomo czego można się po takim brzdącu spodziewać (a jeśli jest tak obdarzone wyobraźnią jak nasz egzemplarz to czasem jest naprawdę wesoło ;) )

Czasem pójdzie spać o wyznaczonej porze ale tylko pod warunkiem, że na  głowie ma założoną plastikową tiarę (bo akurat tak napewno chodzą spać księżniczki ;)), czasem po obiedzie zarządzi, że przyszedł czas na "śnianko" (śniadanko) co w jej przypadku znaczy, że ma ochotę poprostu na miseczkę płatków z mlekiem, czasem w supermarkecie na zakupach podbiegnie do taty, podciągnie mu t-shirt i obdarzy soczystym całusem w sam pępek (!!!) a czasem do kupki znikającej w otchłani muszli klozetowej zakrzyknie smutnym głosem "bye bye bobek" :D !!!
A my możemy się tylko roześmiać lub zacząć zbierać szczękę z podłogi, opadniętą z wrażenia dla jej niektórych pomysłow :)

Uwielbiam ją i chwile, które mamy tylko dla siebie. I trochę mi smutno na myśl, że już od sierpnia pójdzie do przedszkola. 
Patrzę na Nią i nie mogę się nadziwić, jak ten czas szybko zleciał! Dopiero do domu przywiozłam takiego Okruszka otulonego zielonym welurkowym dresikiem a tu już mi po domu biega taka panna wyrośnięta! 
I choć jeszcze z mówieniem u niej średnio (ciagle pracujemy nad zasobem jej słownika) to już próbuje się z nami wykłócać o swoję i to na dodatek w dwóch językach!!! 

Tak było 3 lata temu:

 w drodze ze szpitala...

 pierwsze minuty w domu...

 mam juz cały tydzień :)

A tak jest dziś:

relax w ogródku (coś ten płot taki dziwnie kolorowy...)

 ...to namówię tatę i razem go pomalujemy :) 





Saturday, 9 June 2012

siedzę i myślę...

...i wymyśliłam, że chyba założę osobnego bloga na temat naszego nowego domu.
Uwielbiam to co już w nim zrobiliśmy i wiem, że to miejsce będzie ewaluowało i będzie się zmieniało wraz z porami roku, z nadchodzącymi świętami i wydarzeniami.
Dzięki naszym ulubionym landlordom (właścicielom domu, od  których go wynajmujemy) mamy dużo swobody w urządzaniu i doborze kolorów, mebli i akcesoriów. Mimo, że dom formalnie nie należy do nas - to dzięki temu, że w większości mieliśmy wpływ na to jak teraz wygląda wydaje się jeszcze bardziej "nasz" i aż chce się w nim mieszkać :)

A zanim uda mi się poskładać nowy blog w jakąś sensowną całość mały sneak peek - nasza sypialnia (i najbardziej przytulne miejsce w całym domu)


(W związku z tym, że nowy blog będzie prawdopodobnie zahasłowany to wszystkich zainteresowanych dostępem do niego proszę o zostawienie swojego maila albo w komentarzu pod powyższym postem lub o przesłanie swoich danych na mojego maila )

Friday, 1 June 2012

przeprowadzeni

No i śmy się przeprowadzili. Za nami 2 pierwsze noce w nowym domu. Amelia w pierwszą noc wygoniła mnie ze swojego pokoju, zamknęła drzwi ze słowami, że jest zmęczona i wskoczyła do nowego łóżeczka. Po 2 min już spała i nie obudziła się ani razu (to my ją rano musieliśmy budzić :)) Druga noc podobna do pierwszej - jak narazie skończyły się amelkowe nocne wędrówki do naszej sypialni. Chyba naprawdę podoba jej się w tym nowym pokoiku :)

Ja za to rąk nie czuję - najpierw od pakowania i sprzątania naszego starego mieszkania (jeśli chcemy odzyskać depozyt jaki zapłaciliśmy agencji (A BARDZO CHCEMY) to mieszkanie musiało być w stanie gotowym na przyjęcie nowych lokatorów), a potem od rozpakowywania i szorowania naszego nowego domu.
W środę udało mi się praktycznie stworzyć Amelce jej wymarzony pokoik- M. poskręcał meble - ja zrobiłam całą resztę - wczoraj tylko ułożyłam ubrania w szafie i zawiesiłam firanki w oknie.
Dziś od rana kilka godzin spędziłam w kuchni - rozpakowywując kartony - układając wszystko w szafkach i generalnie organizując moje nowe królestwo od samego początku :)

Teraz czas dla mnie na przerwe - za kilka godzin muszę isć do pracy na nocną zmianę.
Do zrobienia praktycznie pozostał nam tylko salon - meble juz poskręcane, wystarczy tylko je ustawić, rozpakować kilka ostatnich pudeł i można mieszkać :)

Zdjęcia będą jak znajdę:
a) aparat
b) chwilkę czasu, żeby je zrobić, zgrać na komputer
c) drugą chwilkę na wrzucenie ich na bloga

Dobranoc w to słoneczne popołudnie :)
Ktoś musi isć spać, coby mu się nie padło w pracy

Thursday, 24 May 2012

o czym by tu..........

Jak w tytule - właśnie się zastanawiam o czym by tu napisać, albo raczej od czego zacząć??
Długo nie pisałama, ale jak się ma na głowie pracę, dziecko, dom, przeprowadzkę i jeszcze pilnuje dzieci znajomym kilka razy w tygodniu to ciężko znaleźć wenę do pisania. Kiedy przychodzi wieczór, jestem zwykle tak zmęczona, że jedyne o czym marzę to spanie! Jak nic pożegnałam się z bezsennością i wieczorami kończącymi się zwykle w okolicach 2-3 nad ranem.

W poniedziałek, zaczęliśmy oficjalnie nasze przeprowadzanie się. Korzystając z dnia wolnego od pracy (to M. bo ja w poniedziałki i tak nigdy nie pracuję) podrzuciliśmy znajomym Amelkę na przechowanie (spędziła niezapomniany dzień w towarzystwie, które uwielbia - aż nie chciała wieczorem wracać do domu), a sami zabraliśmy się za pakowanie i przewożenie pierwszych pudeł.
Marek powiesił też karnisze w sypialniach i lampę w naszej sypialni (amelkowej lampie jeszcze coś trzeba dokupić, żeby po zawieszeniu działała - ale że się nie znam to nie będę się zagłębiała w szczegóły). W każdym razie jestem z wyboru jakiego dokonałam bardzo zadowolona i już widzę oczami wyobraźni jak to wszystko będzie już niedługo wyglądało.
W domu udało mi się przekopać przez wszystkie amelkowe zabawki, posegregować te, z których już wyrosła, odłożyć do osobnego koszyka wszystkie grzechotki i gryzaki, którymi bawi się mały Oli, którego czasem z Amelą pilnujemy i zajęło mi to jakieś 2.5 godziny!! Wiedziałam, że mała ma sporo zabawek, ale dopiero kiedy wyciągnełam wszystkie pudła i kosze z jej sprzętami złapałam się za głowę! Do nowego domu spakowałam już i przewiozłam 2 pudła z samymi zabawkami a w pokoju Amelki jakby nic nie ubyło!!!
No ale najważniejsze, że przeprowadzka rozpoczęta!!
We wtorek, wróciliśmy znowu do nowego domu z zamiarem uporządkowania ogrodu. Markowi udało się (przy pomocy uczynnego pana sąsiada), spiłować i powalić prawie 5 metrową uschniętą tuję! Jak dobrze, ze już nie ma tego paskudztwa! nigdy nie specjalnie interesowałam się roślinami ogrodowymi ale tuj wybitnie nie lubię! od zawsze kojarzą mi się z cmentarzami i generalnie jestem na nie! W każdym razie, po 2 godzinach pracy (Marka, bo ja spędziłam ten czas głównie na bieganiu po domu i ogrodzie za Amelką) ogród wyglądał jakby wybuchła w nim bomba! Wszędzie stos powycinanych krzaków, wykopana suszarka na pranie (która straszyła swoim wyglądem i zajmowała pół ogródka).
Tuż przed naszym powrotem do domu, przyjechali do nas właściciele mieszkania z kuzynką, która po pierwsze bardzo chciała zobaczyć dom po remoncie, a przy okazji posłużyła za świadka przy podpisywaniu naszej umowy wynajmu mieszkania. Amelia starała się za wszelką cenę zostać duszą towarzystwa i zagadywała wszystkich po kolei, próbowała też zaciągnąć wszystkich na piętro z zamiarem oprowadzenia po swoim nowym pokoju :) Na koniec od właściciela mieszkania dostała pudło zabawek (głownie samochodów, traktorów, koparek i betoniarek - odziedziczone po chłopcu, który zamieszkiwał kiedys ten dom) i cała szczęśliwa dała spokój oprowadzaniu gości i zajęła się zabawą.
Wczoraj początkowo też mieliśmy pojechać porządkować ogród ale stwierdziliśmy, że przyda nam się dzień przerwy i trochę odpoczynku i zostaliśmy w domu. I jak się ostatecznie okazało dobrze zrobiliśmy, gdyż przyszła mega burza z piorunami i wielką ulewą i z naszej pracy i tak nic by nie wyszło (jak mieszkamy w Szkocji te kilka lat to chyba była nasza 3 albo 4 burza - więc przez chwilę poczułam się prawie jak w Polsce :) )
Dziś po powrocie M. z pracy znów tam pojechaliśmy, ale żeby sprawdzić jak naprawdę Amelia jest nauczona wołać o sikanie do nocnika, z premedytacją nie założyłam jej pieluszki (do tej pory zawsze jak wychodzi z domu to jeszcze z pampersem), no i niestety jak się okazało to był błąd!!
W ciągu godziny zsikała się 3 razy. Jeden raz zawołała o nocnik, ale wpadła w histerię jak się okazało, że nie ma jej nakładki na sedes a ona na takim dużym za nic nie chciała usiąść. Kiedy ją posadziłam na siłę, zaczęła wrzeszczeć tak, że pewnie wszyscy nowi sąsiedzi już nas słyszeli (na dodatek wszystkie okan były pootwierane bo wietrzyłam sypialnie i łazienke z zapachu farb, który jeszcze unosi się w powietrzu). Dobrze,            ze w poniedziałek zawiozłam tam już część pudeł z ubrankami z zeszłego lata i miałam ją w co przebrać. Po kilku próbach wysikania jej poddałam się i wychodziłyśmy do ogródka (stwierdziłam, że jak ma się znów posikać to lepiej chociaż żeby to nie było w domu), kiedy prawie udało się jej wyjść z domu nie wytrzymała i nasikała przy wyjściu z kuchni na zewnątrz, poślizgnęła się w kałuży i prawie rozbiła głowę o próg! W tym momencie już nie wytrzymałam, przebrałam ją po raz kolejny i zarządałam od M. odwiezienia nas do domu! W czasie drogi powrotnej zsikała się po raz czwarty!!!!Sama nawet nie poczuła kiedy, bo gdy ją wyciągnełam z fotelika nawet nie wiedziała, że ma mokre gatki! Sama już nie wiem czym to wszystko było spowodowane bo cały dzień bardzo ładnie wołała za każdym razem kiedy musiała isć do łazienki. Trochę się teraz martwię, że niepotrzebie naraziłam ją na taki stres zabierając  ją w sumie jeszcze obce dla niej miejsce bez pieluszki i bez nakładki na wc. Nauczona dzisiejszym doświadczeniem drugi raz błędu takiego nie popełnię!
Prosto po powrcie do domu, Amela wylądowała w wannie, później zjadła kolację i o 19 bez gadania poszła spać. Chyba widziała jak jestem zła i już wolała nie protestować ani wdawać się w żadne awantury.
Od naszego powrotu minęło już 2.5 godziny a ja dopiero teraz czuję, że trochę ochłonęłam. Właśnie skończyłam prać wszystkie ubranka, które w ciągu godziny udało się Amelce przemoczyć, a Marek poszedł do samochodu po fotelik, który też trzeba jakoś doprowadzić do stanu sprzed zalania!

No dobra, kończę już bo się trochę przydługi ten post robi i nikomu nie będzie się chciało czytać kolejne!
Jak zrzucę z aparatu zdjęcia ogrodu (albo raczej pobojowiska, które wg M. już niedługo będzie ogrodem) to postaram się je zamieścić w jakiejś niedługiej przyszłości.
Jutro prawdopodobnie będzie ostatni dzień naszego dostępu do internetu i odezwę się już chyba dopiero po przeprowadzce i po założeniu nowej tv i neta (co powinno nastąpić w okolicach 30go maja).

Na koniec pochwalę się lampami, jakie udało mi się wynaleźć do sypialni naszej i amelkowej



Zdjęcia pochodzą ze strony sklepu debenhams.com

Wednesday, 16 May 2012

majowo-urodzinowo ciąg dalszy...

Maj to nie tylko miesiąc urodzin Amelki. Wśród naszej rodziny i przyjaciół wiele jest osób, które świętują w tym miesiącu (choćby amelkowy tata czy chrzestny).

Dokładnie tydzień po Amelce, urodził się też mały chłopczyk imieniem Łukasz
Mama Polka, tata z Nigerii, poznali się i pobrali w Walii a mieszkają w Szkocji.
Trochę to skomplikowane ale najważniejsze, że to bardzo miła rodzinka i fajni znajomi. A w niedzielę, 6 maja, zostaliśmy przez nich zaproszeni na urodziny amelkowego kolegi
Tak się złożyło, że akurat miałam w tym tygodniu urlop i z tej okazji wolną niedzielę (normalnie pracuję każdy weekend więc moje życie towarzyskie prawie z tej racji nie istnieje). Po wspólnym poranku, rodzinnym śniadaniu i wczesnym obiedzie zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy. Po drodze trochę było płaczu ze strony Amelki, która koniecznie chciała rozpakować prezent przeznaczony dla Łukaszka (w koncu tydzien wcześniej były jej urodzinki i myślała, że to jakiś spóźniony prezent dla niej), na szczęście po jakimś czasie dała sobie wytłumaczyć, że to jednak nie dla niej

Na urodzinach poznaliśmy sporo nowych osób (towarzystwo było mieszane z całego świata - Nigeryjczycy, Szkoci, Polacy, Niemka, był nawet ktoś z RPA o ile dobrze pamiętam :) ) Najważniejsze, że wszyscy (zwłaszcza dzieci, których było całkiem sporo) świetnie się dogadywali i fajnie razem bawili.

Amelka za przykładem solenizanta dała sobie pomalować twarz, ale jakoś nie docierało do niej że jest barwnym motylkiem, tylko udawała groźnego tygrysa (chciała być jak Łukasz :)) i wszyscy trochę się z niej pośmialiśmy!! Zabawnie wyglądająca mała dziewczynka, przemalowana na motyla, marszcząca "groźnie" nos i warcząca to swoje "mamuś, Amełka scary tiger - wrrrrrrrrrr" :D

Tygrys i motylek czyli Amelka i Łukasz 


Zaskakująca była też uwaga,  którą Amelka obdarzyła jednego z zaproszonych gości. Wpadł jej w oko chłopiec około 11-13 letni, imieniem Greg, którego nie wiedzieć czemu moja córka ochrzciła "Martą" :) Potrafiła za nim chodzić pół popołudnia, bawić się z nim i próbowała zagadywać po swojemu (biedny bardzo się starał z nią dogadać ale ciężko mu było bez znajomości polskiego ). Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie jego nastawienie do Amelki, woził ją na rowerku, huśtał na huśtawce, nawet w pewnym momencie usiadł w ogródku i pozwolił Amelii wdrapać się na kolana i trochę sobie "porozmawiali" a my z Markiem obserwowaliśmy ich z drugiego końca ogrodu i nie mogliśmy się przestać śmiać!

Generalnie Amelka lepiej się czuła w ogródku niż wewnątrz domu i jak tylko miała okazję to uciekała na dwór (już się nie mogę doczekać naszego własnego, małego zielonego kawałka przestrzeni).
Będzie i huśtawka i piaskownica i kto wie co jeszcze :)

Mam nadzieję, że kiedy Łukaszek przyjedzie do nas na przyjęcie urodzinowe, które planujemy zorganizować Amelce już po przeprowadzce będzie się bawił tak samo dobrze, jak my bawiliśmy się u niego :)