Styczeń upłynął nam podobnie jak wszystkim mieszkańcom Szkocji z walką ze śniegiem.
Ale kiedy nie trzeba było wychodzić z domku, było fajnie i przytulnie, rodzice mieli dużo czasu na zabawę tylko z Amelką :)
A pod koniec miesiąca (kiedy stopniał już cały śnieg), kiedy otwarto na nowo lotnisko w Edynburgu, Amelkę odwiedziła stęskniona babcia Emila :)
Fajnie było zwłaszcza, że w ostatni dzień stycznia babcia obchodziła urodziny i udało się nam zaskoczyć babcię z samego rana - był pyszny tort czekoladowy i pierwsze w tym roku tulipany
"STO LAT! STO LAT! BABCIU"
Fajnie jest mieć babcię. Na spacer można ją zabrać. Pokazać nasz ulubiony park i rzekę, po której pływają kaczki i łabądki :)
About Me
- KiniaMamaAmelki
- Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,
Thursday, 3 November 2011
Z archiwum Amelkowej Mamy - Grudzień 2010 cz.3
Świątecznie
Święta mimo tego, że na obczyźnie, że z dala od bliskich i przyjaciół, były takie jakie Święta powinny być...
Było ciepło, rodzinnie, biało za oknem, z wigilijnym opłatkiem, przy uginającym się stole i z górą prezentów pod choinką ;)
A przed Świętami, jak zawsze cała masa przygotowań....
Trzeba pomóc rodzicom ubrać choinki....
Trzeba w wigilijny poranek rozsypać mikołajowym reniferkom trochę magicznego jedzonka za oknem, żeby trafiły do właściwego dziecka :)
(Jak dobrze, że ciocia Lesley podzieliła się z mamusią reniferkowym jedzeniem :) )
"Magic Reindeer Food" :)
Jak widać na zdjęciu, reniferkom musiało smakować jedzonko bo przywiozły Mikołaja, który zostawił całą masę prezentów :)
A po pysznej wigilijnej kolacji - otwieranie prezentów - czyli to co Tygrysy lubią najbardziej!
A na bożonarodzeniowy poranek mam takie fajne ubranko - trochę wyglądam jak Mikołajka :)
Święta mimo tego, że na obczyźnie, że z dala od bliskich i przyjaciół, były takie jakie Święta powinny być...
Było ciepło, rodzinnie, biało za oknem, z wigilijnym opłatkiem, przy uginającym się stole i z górą prezentów pod choinką ;)
A przed Świętami, jak zawsze cała masa przygotowań....
Trzeba pomóc rodzicom ubrać choinki....
Trzeba w wigilijny poranek rozsypać mikołajowym reniferkom trochę magicznego jedzonka za oknem, żeby trafiły do właściwego dziecka :)
(Jak dobrze, że ciocia Lesley podzieliła się z mamusią reniferkowym jedzeniem :) )
"Magic Reindeer Food" :)
Jak widać na zdjęciu, reniferkom musiało smakować jedzonko bo przywiozły Mikołaja, który zostawił całą masę prezentów :)
A po pysznej wigilijnej kolacji - otwieranie prezentów - czyli to co Tygrysy lubią najbardziej!
A na bożonarodzeniowy poranek mam takie fajne ubranko - trochę wyglądam jak Mikołajka :)
Z archiwum Amelkowej Mamy - Grudzień 2010 cz.2
Mikołajki :)
Zupełnie nie po szkocku ale tradycyjnie po polsku - 6 grudnia odwiedził Amelkę Mikołaj.
Zastał ją śpiącą smacznie w swoim łóżeczku i zostawił masę prezentów.
A po obudzeniu Malutkiej - rodzice mieli refleks i zdążyli uwiecznić na zdjeciach jej zdumioną minkę :)
Kto tu był i co mi to zostawił w łóżeczku?
Jaki Mikołaj? Przecież ja nie znam....
O matko! I to wszystko tylko dla mnie???
No to zobaczmy co to takiego jest w tych paczuszkach??
A skąd Mikołaj wiedział, że Waybuloo to moi przyjaciele??
Tylko jak ja teraz postawię ten domek? Tatuś, pomożesz?!
No to jeśli tatuś mi pomoże z tym domkiem, to ja dla Niego i Mamusi też mam prezencik :)
Ps. A 16 grudnia na balu zorganizowanym w pracy u Cioci Agi, Amelka poznała Mikołaja osobiście. Nawet usiadła mu na kolanach, żeby pan fotograf mógł zrobić zdjęcie , ale nie było jej chyba za wygodnie bo po ok. 2 sek uciekła. I zdjęcie przedstawia Amelę gotową do skoku z mikołajowcyh kolan na podłogę :)
Zupełnie nie po szkocku ale tradycyjnie po polsku - 6 grudnia odwiedził Amelkę Mikołaj.
Zastał ją śpiącą smacznie w swoim łóżeczku i zostawił masę prezentów.
A po obudzeniu Malutkiej - rodzice mieli refleks i zdążyli uwiecznić na zdjeciach jej zdumioną minkę :)
Kto tu był i co mi to zostawił w łóżeczku?
Jaki Mikołaj? Przecież ja nie znam....
O matko! I to wszystko tylko dla mnie???
No to zobaczmy co to takiego jest w tych paczuszkach??
A skąd Mikołaj wiedział, że Waybuloo to moi przyjaciele??
Tylko jak ja teraz postawię ten domek? Tatuś, pomożesz?!
No to jeśli tatuś mi pomoże z tym domkiem, to ja dla Niego i Mamusi też mam prezencik :)
Ps. A 16 grudnia na balu zorganizowanym w pracy u Cioci Agi, Amelka poznała Mikołaja osobiście. Nawet usiadła mu na kolanach, żeby pan fotograf mógł zrobić zdjęcie , ale nie było jej chyba za wygodnie bo po ok. 2 sek uciekła. I zdjęcie przedstawia Amelę gotową do skoku z mikołajowcyh kolan na podłogę :)
Z archiwum Amelkowej Mamy - Grudzień 2010 cz.1
Grudzień zeszłego roku był pamiętny z wielu względów.
Pierwsze co przychodzi mi na myśl kiedy myślę o tym okresie to przede wszystkim śnieg!
Śnieg, który sparaliżował Szkocję na dobre kilka tygodni. Który spowodował, że tuż przed świętami, kiedy normalnie największe są tłumy zakupowiczów w cntrach handlowych - wspomniane centra świeciły pustkami.
Nikt nie mógł dojechać na zakupy - a jak już klienci docierali to często zdażało się, że część sklepów była zamknięta bo nie dopisali pracownicy - masakra jakaś!
Dla kogoś kto jak my z M. wychował się w Polsce i srogich zim doświadczał niemal co roku, paraliż który tu zobaczyliśmy kompletnie nas osłupił.
No ale najważniejsze, że Amelce zima się podobała :)
Na widok śniegu szeroko otwarła buźkę i usiadła w pierwszej napotkanej zaspie (tuż obok wyjścia z naszej klatki schodowej) i tak przesiedziała pierwszy kontakt z prawdziwym zeszłorocznym śniegiem. Za nic nie mogłam jej ruszyć z tej zaspy, tak jej było tam dobrze :)
Pierwsze co przychodzi mi na myśl kiedy myślę o tym okresie to przede wszystkim śnieg!
Śnieg, który sparaliżował Szkocję na dobre kilka tygodni. Który spowodował, że tuż przed świętami, kiedy normalnie największe są tłumy zakupowiczów w cntrach handlowych - wspomniane centra świeciły pustkami.
Nikt nie mógł dojechać na zakupy - a jak już klienci docierali to często zdażało się, że część sklepów była zamknięta bo nie dopisali pracownicy - masakra jakaś!
Dla kogoś kto jak my z M. wychował się w Polsce i srogich zim doświadczał niemal co roku, paraliż który tu zobaczyliśmy kompletnie nas osłupił.
No ale najważniejsze, że Amelce zima się podobała :)
Na widok śniegu szeroko otwarła buźkę i usiadła w pierwszej napotkanej zaspie (tuż obok wyjścia z naszej klatki schodowej) i tak przesiedziała pierwszy kontakt z prawdziwym zeszłorocznym śniegiem. Za nic nie mogłam jej ruszyć z tej zaspy, tak jej było tam dobrze :)
Tuesday, 1 November 2011
Z archiwum Amelkowej Mamy - Listopad 2010 cz.2
Winter Wonderland i przedświąteczny Edynburg...
Ostatni weekend listopada zeszłego roku, choć bardzo mroźny dobrze zapadł nam w pamięć (nie tylko ze względu na niskie temperatury powietrza), ale przede wszystkim ze względu na niemiecki WinterWonderland, który jak co roku zawitał do szkockiej stolicy.
Tłum ludzi, zapach niemieckich kiełbasek i piwa, oświetlone lodowisko pod gwiaździstym niebem, dźwięk karuzeli z konikami a także gigantyczny diabelski młyn w ogrodach przy Princess Street.
To pierwsze skojarzenia z tego wieczoru.
Było zimno i pięknie za razem.
Zimowy, przedświąteczny Edynburg jest do zakochania - oto zdjęcia na dowód :)
Z archiwum Amelkowej Mamy - Listopad 2010 cz.1
Listopad w zeszłym roku był bardzo bardzo radosny w naszym domku (mimo paskudnej jesiennej pogody za oknem) bo po wielu miesiącach oczekiwania odwiedzili Amelkę dziadkowie.
Babcia Ania i dziadek Jasiek spędzili z nami cudowny tydzień. Szkoda tylko, że czas tak szybko minął i musieli wracać do Polski.
Amelka z dziadkami :)
A po wyjeździe babci i dziadka....
Amelka nauczyła się grzecznie sama zasypiać po odłożeniu do łóżeczka.
Już nie musiała mama ani tatuś spędzać 2 godzin w pokoju A. tuląc ją do snu i co jakiś czas upewniając, że nigdzie się nie wybierają.
Mała wielka rzecz a ile radości sprawiła rodzicom - to wiedzą tylko Ci, którzy na usypianiu dzieci spędzają wiekszość swoich wieczorów
Babcia Ania i dziadek Jasiek spędzili z nami cudowny tydzień. Szkoda tylko, że czas tak szybko minął i musieli wracać do Polski.
Amelka z dziadkami :)
A po wyjeździe babci i dziadka....
Amelka nauczyła się grzecznie sama zasypiać po odłożeniu do łóżeczka.
Już nie musiała mama ani tatuś spędzać 2 godzin w pokoju A. tuląc ją do snu i co jakiś czas upewniając, że nigdzie się nie wybierają.
Mała wielka rzecz a ile radości sprawiła rodzicom - to wiedzą tylko Ci, którzy na usypianiu dzieci spędzają wiekszość swoich wieczorów
Z archiwum Amelkowej Mamy - Październik 2010 cz.2
CHODZIMY!!!!
Koniec października 2010 roku to pamiętna data i kolejny krok milowy w życiu Amelki - w końcu po prawie 17tu miesiącach Amela zaczęła chodzić!
Późno to było i już szczerze mówiąc zaczynało mnie martwić (tym bardziej, że mając w rodzinie siostrzenicę 4 miesiące starszą od A., która biegała od 9tego miesiąca trudno mi było ustrzec się porównywania).
Trochę uspokoiła mnie wtedy wizyta kontrolna u Amelkowej pielęgniarki środowiskowej, która zapewniła mnie, że jeśli do 18 miesiąca życia dziecko jeszcze nie chodzi to nie koniec świata, i że to częstsze niż mi się wydaje.
Pamiętam, że wtedy postanowiłam się zastosować do rad Marion (pięlęgniarka środ.) i dać sobie i Amelce czas do ukończenia tych 18miesięcy.
Na szczęście Amela chyba wzięła to sobie do serca bo na tydzień przed ukończeniem 17tu miesięcy postawiła te swoje pierwsze chwiejne, tak bardzo wyczekane kroczki :)
A po dwóch dniach już biegała i do dziś (a minął ponad rok) zatrzymać się ani zwolnić nie może.
Zabiegane to nasze Maleństwo okrutnie :)
ps. a na koniec kilka zdjęć Amelki z opisywanego okresu
Koniec października 2010 roku to pamiętna data i kolejny krok milowy w życiu Amelki - w końcu po prawie 17tu miesiącach Amela zaczęła chodzić!
Późno to było i już szczerze mówiąc zaczynało mnie martwić (tym bardziej, że mając w rodzinie siostrzenicę 4 miesiące starszą od A., która biegała od 9tego miesiąca trudno mi było ustrzec się porównywania).
Trochę uspokoiła mnie wtedy wizyta kontrolna u Amelkowej pielęgniarki środowiskowej, która zapewniła mnie, że jeśli do 18 miesiąca życia dziecko jeszcze nie chodzi to nie koniec świata, i że to częstsze niż mi się wydaje.
Pamiętam, że wtedy postanowiłam się zastosować do rad Marion (pięlęgniarka środ.) i dać sobie i Amelce czas do ukończenia tych 18miesięcy.
Na szczęście Amela chyba wzięła to sobie do serca bo na tydzień przed ukończeniem 17tu miesięcy postawiła te swoje pierwsze chwiejne, tak bardzo wyczekane kroczki :)
A po dwóch dniach już biegała i do dziś (a minął ponad rok) zatrzymać się ani zwolnić nie może.
Zabiegane to nasze Maleństwo okrutnie :)
ps. a na koniec kilka zdjęć Amelki z opisywanego okresu
Subscribe to:
Posts (Atom)
















