Dziś jak to w każdy piątek (albo prawie każdy) jestem po pierwszej nocce w pracy. A przede mną kolejne dwie. Od rana przysypiałam po chwil kilka, bawiłam się z Amelką, zjadłyśmy pyszne śniadanko w łóżku (o 11.30!!!) a kiedy po 12 wrócił M. z pracy, oddałam mu kuchnię w posiadanie (w kilka minut dosłownie wyczarował pyszny obiad na dziś ;)) i Amelę pod opiekę a sama wróciłam do łóżka i leniuchuję! To coś poczytam, to posłucham muzyki, to przejrzę blogi i skrobnę jakiś komentarz oto tu to tam...
Dobrze jest mieć od czasu do czasu taki leniwy, piżamowy dzień! Szkoda tylko, że wieczorem trzeba będzie znów wskoczyć w roboczy mundurek i pojechać do pracy. Ale póki co to dzisiejszy dzień uznajemy oficjalnie za dzień na mega wolnych obrotach :)
* Zdjęcie znalezione w necie
Ojj tak, taki slow-down day przydałby mi się ogromniaście! Trudno - trzeba doceniać te nieliczne kwadranse, kiedy można zwolnić :)
ReplyDeleteKiniuś, a Ty znajduj może więcej takich kwadransików dla zdrowia, hm? (taaaak, wiem - łatwo pisać! :))
uczę się ostatnio coraz częściej znajdować chwile na wyciszenie, wsłuchanie w siebie i odpoczynk i muszę przyznać, że trening naprawdę czyni mistrza bo coraz lepiej mi to idzie :)
Delete