Oj działo się w lipcu działo!
I dlatego spodziewać się należy kilku postów opisujących ten miesiąc.
Lipiec upłynął nam pod znakiem podróży i sesji fotograficznych.
Pierwszą mini sesję, zorganizowałam sama w domu pewnego deszczowego popołudnia.
Amelia się nudziła, ja się nudziłam, szukałam pomysłu na sesję fotograficzną, którą mieliśmy umówioną podczas urlopu w Polsce i tak się narodził plan.
A efekty oceńcie sami:
About Me
- KiniaMamaAmelki
- Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,
Friday, 4 November 2011
Z archiwum Amelkowej Mamy - Czerwiec 2011
Czerwiec, podobnie jak całe tegoroczne lato był zimny, deszczowy, spędzony głównie w domu (to Amelka) lub pracy (to Marek i ja ;) )
Większość czasu Amelka walczyła z przeziębieniem, i po kolejnych opuszczonych tygodniach w przedszkolu stwierdziliśmy, że dalsze takie jej chodzenie (albo jak kto woli niechodzenie) nie ma sensu.
W sumie w przedszkolu była 3 m-ce, co kosztowało nas blisko 600 funtów a jak się policzyło wszystkie pobyty Amelki w nim to się okazało, że wyszło całe 15 (!!!). Z czego nadłuższy jej pobyt w przedszkolu wyniósł 6 godzin, ale ponad połowa to było tylko 3-4godziny.
No za takie pieniądze to ja dziękuje ale te kilka godzin zajmę się dzieckiem sama.
Niestety oznaczało to, że musiałam zmniejszyć ilość godzin jakie pracuję w tygodniu i zmienić cały kontrakt, ale od lipca to ja jestem z Amelką większość czasu (poza weekendami kiedy pracuję od 7.30-19.30 i praktycznie jej nie widuję), od lipca też Amelki nie męczył najmniejszy nawet katar czy inne paskudne choróbsko.
A do przedszkola (już państwowego-darmowego) pójdzie Amelka normalnie od przyszłego sierpnia.
Nie ma co na siłę skracać jej dzieciństwa i wysyłać do obcych ludzi, żeby się nią zajmowali kiedy sami przy odrobinie wysiłku (i mega organizacji i dobrej woli moich szefowych ;)) możemy się nią zajmować sami.
Czasem tylko żal, że babcie są tak daleko...
Większość czasu Amelka walczyła z przeziębieniem, i po kolejnych opuszczonych tygodniach w przedszkolu stwierdziliśmy, że dalsze takie jej chodzenie (albo jak kto woli niechodzenie) nie ma sensu.
W sumie w przedszkolu była 3 m-ce, co kosztowało nas blisko 600 funtów a jak się policzyło wszystkie pobyty Amelki w nim to się okazało, że wyszło całe 15 (!!!). Z czego nadłuższy jej pobyt w przedszkolu wyniósł 6 godzin, ale ponad połowa to było tylko 3-4godziny.
No za takie pieniądze to ja dziękuje ale te kilka godzin zajmę się dzieckiem sama.
Niestety oznaczało to, że musiałam zmniejszyć ilość godzin jakie pracuję w tygodniu i zmienić cały kontrakt, ale od lipca to ja jestem z Amelką większość czasu (poza weekendami kiedy pracuję od 7.30-19.30 i praktycznie jej nie widuję), od lipca też Amelki nie męczył najmniejszy nawet katar czy inne paskudne choróbsko.
A do przedszkola (już państwowego-darmowego) pójdzie Amelka normalnie od przyszłego sierpnia.
Nie ma co na siłę skracać jej dzieciństwa i wysyłać do obcych ludzi, żeby się nią zajmowali kiedy sami przy odrobinie wysiłku (i mega organizacji i dobrej woli moich szefowych ;)) możemy się nią zajmować sami.
Czasem tylko żal, że babcie są tak daleko...
Z archiwum Amelkowej Mamy - Maj 2011 cz.3
15 maja jak już wspomniałam we wcześniejszym poście, zabraliśmy Bartka i Asię w Highlandy.
Bartek, jako amator speedridingu jeździ po świecie i szuka gór, w których mógłby rozwijać swoją pasję (latał już w Alpach, polskich i słowackich Tatrach, Dolomitach http://prowing.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=150:speedriding-marmolada&catid=1:latest-news&Itemid=50 - nie żeby było, że się chwalę bratem ale powyższy link przybliża jego zainteresowania)
No ale wracając do naszej wyprawy, wyjechaliśmy rankiem, po wcześniejszym odstawieniu Amelki do Alutki, kierując się w stronę Stirling a później coraz dalej na północ.
Niestety pogoda po wcześniejszych słonecznych kilku dniach zupełnie nie dopisała, i góry przywitały nas spowite gęstą mgłą. Chwilami padał też deszcz i to tak mocno, że zupełnie nie widać było świata za oknem samochodu.
Przejechaliśmy przez przepiękną dolinę Glencoe i kiedy choć na chwilę przestawało padać zatrzymywaliśmy sie, żeby z bliska poczuć potęgę tych przepięknych gór....
W drodze do Glencoe, malownicze Loch Lubnaig
Glencoe
W drodze powrotnej, jeden z wielu mijanych wodospadów
Bartek, jako amator speedridingu jeździ po świecie i szuka gór, w których mógłby rozwijać swoją pasję (latał już w Alpach, polskich i słowackich Tatrach, Dolomitach http://prowing.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=150:speedriding-marmolada&catid=1:latest-news&Itemid=50 - nie żeby było, że się chwalę bratem ale powyższy link przybliża jego zainteresowania)
No ale wracając do naszej wyprawy, wyjechaliśmy rankiem, po wcześniejszym odstawieniu Amelki do Alutki, kierując się w stronę Stirling a później coraz dalej na północ.
Niestety pogoda po wcześniejszych słonecznych kilku dniach zupełnie nie dopisała, i góry przywitały nas spowite gęstą mgłą. Chwilami padał też deszcz i to tak mocno, że zupełnie nie widać było świata za oknem samochodu.
Przejechaliśmy przez przepiękną dolinę Glencoe i kiedy choć na chwilę przestawało padać zatrzymywaliśmy sie, żeby z bliska poczuć potęgę tych przepięknych gór....
W drodze do Glencoe, malownicze Loch Lubnaig
Glencoe
W drodze powrotnej, jeden z wielu mijanych wodospadów
Z archiwum Amelkowej Mamy - Maj 2011 cz.2
Po urodzinkowych atrakcjach, wszystko zdawać by się mogło wróciło do normy.
Mama z tatusiem wrócili do pracy, Amelka do przedszkola, aż tu pewnego popołudnia rodzice zapakowali Amelkę do samochodu i zawieźli na edynburskie lotnisko....
Jaka była niespodzianka, kiedy okazało się, że przylecieli w odwiedziny do Amelki jej chrzestny wujek Bartek z ciocią Asią :)
Amelia tak była przejęta gośćmi w domku, że nie odstępowała ich na krok. Nawet zębów nie można było umyć bez jej asysty :)
Podczas pobytu cioci i wujka, Tatuś obchodził swoje 30te urodzinki i nawet zostałam zaproszona na małą imprezkę, na którą przyszli też moi ulubieni ciocie i wujkowie :)
Był wujek Witek i ciocia Aga z malutkim Olinkiem w brzuszku....
przyszli też ciocia Monika z wujkiem Tomkiem i moja ulubiona "bacia" Alutka :)
Niestety dla mnie impreza szybko się skończyła i musiałam się przyjść pożegnać ze wszystkimi i iść spać bo następnego ranka jechałam w odwiedziny do
babci Ali a mamausia z tatusiem wybierali się w szkockie góry z Bartkiem i Asią (dla mnie 6h jazdy w samochodzie mogłoby być trochę za dużo)
Mama z tatusiem wrócili do pracy, Amelka do przedszkola, aż tu pewnego popołudnia rodzice zapakowali Amelkę do samochodu i zawieźli na edynburskie lotnisko....
Jaka była niespodzianka, kiedy okazało się, że przylecieli w odwiedziny do Amelki jej chrzestny wujek Bartek z ciocią Asią :)
Amelia tak była przejęta gośćmi w domku, że nie odstępowała ich na krok. Nawet zębów nie można było umyć bez jej asysty :)
Podczas pobytu cioci i wujka, Tatuś obchodził swoje 30te urodzinki i nawet zostałam zaproszona na małą imprezkę, na którą przyszli też moi ulubieni ciocie i wujkowie :)
Był wujek Witek i ciocia Aga z malutkim Olinkiem w brzuszku....
przyszli też ciocia Monika z wujkiem Tomkiem i moja ulubiona "bacia" Alutka :)
Niestety dla mnie impreza szybko się skończyła i musiałam się przyjść pożegnać ze wszystkimi i iść spać bo następnego ranka jechałam w odwiedziny do
babci Ali a mamausia z tatusiem wybierali się w szkockie góry z Bartkiem i Asią (dla mnie 6h jazdy w samochodzie mogłoby być trochę za dużo)
Z archiwum Amelkowej Mamy - Maj 2011 cz.1
Maj to miesiąc, w którym działo się naprawde sporo, dlatego opis wszystkich wydarzeń znów podzielony będzie na kilka postów :)
Żeby to wszystko jakoś ogarnąć zaczniemy od początku.....
1 maj to dzień urodzin naszego Słoneczka :)
Niestety w tym roku musiałam iść do pracy, na szczęście udało mi się uprosić koleżankę, która przyszła za mnie na połowę zmiany, tak więc o godz 14.30 byłam już wolna i popędziłam do domu do naszej Solenizantki.
Po zmianie roboczego mundurka na coś bardziej ludzkiego, zapakowaliśmy się w samochód i udaliśmy prosto do pobliskiego zoo.
Amelce najbardziej chyba podobały się surykatki i przy ich zagrodzie spędziliśmy w sumie najwięcej czasu
Miniaturowe kangurki też były słodkie, i ani trochę się nie bały ludzi, podchodziły do samej siatki żeby się przywitać
A po powrocie do domku.....
....było dmuchanie świeczki na pysznym żółwiowym trociku upieczonym przez naszą adoptowaną na szkockie potrzeby babcię Alutkę.....
... było otwieranie prezentów...
...a potem zabawa do samego wieczora.
Aż żal było iść do łóżeczka.
Żeby to wszystko jakoś ogarnąć zaczniemy od początku.....
1 maj to dzień urodzin naszego Słoneczka :)
Niestety w tym roku musiałam iść do pracy, na szczęście udało mi się uprosić koleżankę, która przyszła za mnie na połowę zmiany, tak więc o godz 14.30 byłam już wolna i popędziłam do domu do naszej Solenizantki.
Po zmianie roboczego mundurka na coś bardziej ludzkiego, zapakowaliśmy się w samochód i udaliśmy prosto do pobliskiego zoo.
Amelce najbardziej chyba podobały się surykatki i przy ich zagrodzie spędziliśmy w sumie najwięcej czasu
Miniaturowe kangurki też były słodkie, i ani trochę się nie bały ludzi, podchodziły do samej siatki żeby się przywitać
A po powrocie do domku.....
....było dmuchanie świeczki na pysznym żółwiowym trociku upieczonym przez naszą adoptowaną na szkockie potrzeby babcię Alutkę.....
... było otwieranie prezentów...
...a potem zabawa do samego wieczora.
Aż żal było iść do łóżeczka.
Thursday, 3 November 2011
Z archiwum Amelkowej Mamy - Kwiecień 2011
Kwiecień tego roku mimo pięknej pogody spędziliśmy z Amelką niestety w większości w domu.
Wszystkiemu winne były kolejne infekcje nękające nasze Maleństwo. Niestety aklimatyzacja w przedszkolu kończyła się chorobą mniej więcej co drugi tydzień.
W Niedzielę Palmową, musiałam nawet zwolnić się z pracy, bo M. nie radził sobie z chorą Amelką i po szybkiej ocenie sytuacji zabraliśmy ją na ostry dyżur do szpitala.
Niestety okazało się, że Amela miała ponad 39C temp, zapalenie ucha i zapalenie migdałków. Nic dziwnego, że była taka marudna...
Chora Amelka wyglądała tak:
....zrobiliśmy jej z Tatusiem niespodziankę i taki fajny tort jej kupiliśmy na urodzinki
(a przez chwilę myślałam, że to naprawdę mega wielka muffinka :) )
Wszystkiemu winne były kolejne infekcje nękające nasze Maleństwo. Niestety aklimatyzacja w przedszkolu kończyła się chorobą mniej więcej co drugi tydzień.
W Niedzielę Palmową, musiałam nawet zwolnić się z pracy, bo M. nie radził sobie z chorą Amelką i po szybkiej ocenie sytuacji zabraliśmy ją na ostry dyżur do szpitala.
Niestety okazało się, że Amela miała ponad 39C temp, zapalenie ucha i zapalenie migdałków. Nic dziwnego, że była taka marudna...
Chora Amelka wyglądała tak:
A jak tylko udało się pokonać paskudne choróbsko, wychodziliśmy na spacerki do naszego parku, Amelka jeździła na rowerku, zrywała stokrotki, karmiła kaczki i generalnie łapała słoneczko, którego tak brakowało podczas siedzenia w domu
Za placem zabaw, też bardzo tęskniłam...
A w ostatnim tygodniu kwietnia, kiedy mama wróciła wieczorem z pracy.....
....zrobiliśmy jej z Tatusiem niespodziankę i taki fajny tort jej kupiliśmy na urodzinki
(a przez chwilę myślałam, że to naprawdę mega wielka muffinka :) )
Z archiwum Amelkowej Mamy - Marzec 2011
Marzec, a przynajmniej jego połowa upłynął nam pod znakiem "Paris"
Niestety nie byliśmy w stolicy Francji a jedynie opiekowaliśmy się pieskiem znajomych o takim właśnie imieniu :)
Trochę obawiałam się na początku, jak Amelka zareaguje na chwilowego członka rodziny, ale wbrew moim obawom poszło nadspodziewanie dobrze.
Piesek mimo, że trochę sprawiał kłopotów, nie przeszkadzał Amelce ani ona jemu więc moje najgorsze obawy się nie spełniły
Amelia z Paris w "Dobranocnym Ogrodzie"
:)
Druga połowa marca przyniosła trochę zmian, w postaci nowej pracy M. i już niestety przestało nam się udawać dzielenie obowiązkami w opiece nad Malutką. Zmuszeni zaistniałą sytuacją, zaczęliśmy szukać dla Amelki przedszkola, co poszło nam nad podziw sprawnie i praktycznie od ręki dostaliśmy ( a raczej Amela dostała) miejsce w przedszkolu najbliższym mojej pracy. Na dodatek nie musieliśmy się zapisywać na listę oczekujących i w kilka dni po pierwszej rozmowie z Debbie (właścicielką przedszkola) Amelia poszła już zapoznać się z dziećmi i opiekunkami ze swojej grupy. Na początku zostawiłam ją kilka razy na 2-3 godz po południu, żeby oswoiła się z nową sytuacją (dni próbnych mogło być tak dużo jak sobie tego życzyliśmy, albo potrzebowaliśmy i na dodatek wszystko bezpłatnie).
Pierwsze 2 razy po zostawieniu dziecka w pokoju zabaw poproszona zostałam do gabinetu Debbie, gdzie dla uspokojenia emocji po tak stresującym wydarzeniu (zostawienie pierwszy raz 23miesięcznego dziecka pod opieką obcych osób jest mega stresujące), mogłam sobie posiedzieć w wygodnym fotelu i pooglądać bawiącą się Amelkę na monitorze tv. W całym przedszkolu zamontowane są kamery cctv i Debbie w swoim biurze zawsze ma ogląd sytuacji :)
Pierwszy oficjalny dzień Przedszkolaka Amelia miała zacząć 1 kwietnia, ale niestety tego ranka obudziła się z paskudnym przeziębieniem i wysoką temp. Wystarczyło kilka dni w większej grupie dzieci i od razu złapała jakąś infekcję. Nie był to najlepszy początek jej przedszkolnej kariery ale po kilkudniowej kuracji, kiedy w końcu poczuła się lepiej poszła pierwszy raz do przedszkola dnia 5 kwietnia 2011 :)
Ależ byłam z niej dumna! Dzielnie zniosła rozłąkę i może tylko ze 2 łezki jej kapnęły z żalu za wychodzącą mamą.
Od tego dnia w każdy kolejny piątek od 7.30-13.30 i wtorek od 13.30-18.00 Amela zamieniała się w dzielnego przedszkolaka, a ja ze spokojnym sercem mogłam ją zostawiać w miejscu gdzie wiedziałam, że ma doskonałą atmosferę i warunki do zabawy i gdzie czuła się naprawdę bezpieczna.
Niestety nie byliśmy w stolicy Francji a jedynie opiekowaliśmy się pieskiem znajomych o takim właśnie imieniu :)
Trochę obawiałam się na początku, jak Amelka zareaguje na chwilowego członka rodziny, ale wbrew moim obawom poszło nadspodziewanie dobrze.
Piesek mimo, że trochę sprawiał kłopotów, nie przeszkadzał Amelce ani ona jemu więc moje najgorsze obawy się nie spełniły
Amelia z Paris w "Dobranocnym Ogrodzie"
:)
Druga połowa marca przyniosła trochę zmian, w postaci nowej pracy M. i już niestety przestało nam się udawać dzielenie obowiązkami w opiece nad Malutką. Zmuszeni zaistniałą sytuacją, zaczęliśmy szukać dla Amelki przedszkola, co poszło nam nad podziw sprawnie i praktycznie od ręki dostaliśmy ( a raczej Amela dostała) miejsce w przedszkolu najbliższym mojej pracy. Na dodatek nie musieliśmy się zapisywać na listę oczekujących i w kilka dni po pierwszej rozmowie z Debbie (właścicielką przedszkola) Amelia poszła już zapoznać się z dziećmi i opiekunkami ze swojej grupy. Na początku zostawiłam ją kilka razy na 2-3 godz po południu, żeby oswoiła się z nową sytuacją (dni próbnych mogło być tak dużo jak sobie tego życzyliśmy, albo potrzebowaliśmy i na dodatek wszystko bezpłatnie).
Pierwsze 2 razy po zostawieniu dziecka w pokoju zabaw poproszona zostałam do gabinetu Debbie, gdzie dla uspokojenia emocji po tak stresującym wydarzeniu (zostawienie pierwszy raz 23miesięcznego dziecka pod opieką obcych osób jest mega stresujące), mogłam sobie posiedzieć w wygodnym fotelu i pooglądać bawiącą się Amelkę na monitorze tv. W całym przedszkolu zamontowane są kamery cctv i Debbie w swoim biurze zawsze ma ogląd sytuacji :)
Pierwszy oficjalny dzień Przedszkolaka Amelia miała zacząć 1 kwietnia, ale niestety tego ranka obudziła się z paskudnym przeziębieniem i wysoką temp. Wystarczyło kilka dni w większej grupie dzieci i od razu złapała jakąś infekcję. Nie był to najlepszy początek jej przedszkolnej kariery ale po kilkudniowej kuracji, kiedy w końcu poczuła się lepiej poszła pierwszy raz do przedszkola dnia 5 kwietnia 2011 :)
Ależ byłam z niej dumna! Dzielnie zniosła rozłąkę i może tylko ze 2 łezki jej kapnęły z żalu za wychodzącą mamą.
Od tego dnia w każdy kolejny piątek od 7.30-13.30 i wtorek od 13.30-18.00 Amela zamieniała się w dzielnego przedszkolaka, a ja ze spokojnym sercem mogłam ją zostawiać w miejscu gdzie wiedziałam, że ma doskonałą atmosferę i warunki do zabawy i gdzie czuła się naprawdę bezpieczna.
Subscribe to:
Posts (Atom)






















