Czerwiec, podobnie jak całe tegoroczne lato był zimny, deszczowy, spędzony głównie w domu (to Amelka) lub pracy (to Marek i ja ;) )
Większość czasu Amelka walczyła z przeziębieniem, i po kolejnych opuszczonych tygodniach w przedszkolu stwierdziliśmy, że dalsze takie jej chodzenie (albo jak kto woli niechodzenie) nie ma sensu.
W sumie w przedszkolu była 3 m-ce, co kosztowało nas blisko 600 funtów a jak się policzyło wszystkie pobyty Amelki w nim to się okazało, że wyszło całe 15 (!!!). Z czego nadłuższy jej pobyt w przedszkolu wyniósł 6 godzin, ale ponad połowa to było tylko 3-4godziny.
No za takie pieniądze to ja dziękuje ale te kilka godzin zajmę się dzieckiem sama.
Niestety oznaczało to, że musiałam zmniejszyć ilość godzin jakie pracuję w tygodniu i zmienić cały kontrakt, ale od lipca to ja jestem z Amelką większość czasu (poza weekendami kiedy pracuję od 7.30-19.30 i praktycznie jej nie widuję), od lipca też Amelki nie męczył najmniejszy nawet katar czy inne paskudne choróbsko.
A do przedszkola (już państwowego-darmowego) pójdzie Amelka normalnie od przyszłego sierpnia.
Nie ma co na siłę skracać jej dzieciństwa i wysyłać do obcych ludzi, żeby się nią zajmowali kiedy sami przy odrobinie wysiłku (i mega organizacji i dobrej woli moich szefowych ;)) możemy się nią zajmować sami.
Czasem tylko żal, że babcie są tak daleko...
No comments:
Post a Comment