Wszystkiemu winne były kolejne infekcje nękające nasze Maleństwo. Niestety aklimatyzacja w przedszkolu kończyła się chorobą mniej więcej co drugi tydzień.
W Niedzielę Palmową, musiałam nawet zwolnić się z pracy, bo M. nie radził sobie z chorą Amelką i po szybkiej ocenie sytuacji zabraliśmy ją na ostry dyżur do szpitala.
Niestety okazało się, że Amela miała ponad 39C temp, zapalenie ucha i zapalenie migdałków. Nic dziwnego, że była taka marudna...
Chora Amelka wyglądała tak:
A jak tylko udało się pokonać paskudne choróbsko, wychodziliśmy na spacerki do naszego parku, Amelka jeździła na rowerku, zrywała stokrotki, karmiła kaczki i generalnie łapała słoneczko, którego tak brakowało podczas siedzenia w domu
Za placem zabaw, też bardzo tęskniłam...
A w ostatnim tygodniu kwietnia, kiedy mama wróciła wieczorem z pracy.....
....zrobiliśmy jej z Tatusiem niespodziankę i taki fajny tort jej kupiliśmy na urodzinki
(a przez chwilę myślałam, że to naprawdę mega wielka muffinka :) )






No comments:
Post a Comment