About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Monday, 7 January 2013

Grudniowo - zdjęciowo...

Dziś pierwszy dzień mojego tak baardzo długo wyczekanego urlopu. 
Wczorajszego nie liczę bo pół i tak przespałam po ostatniej przepracowanej nocce a drugie pół spędziłam porządkując i segregując wszystkie znajdujące się na strychu pudła z ubrankami dziecięcymri, z których wyrosła Amelka. 
Oj nazbierało się tego nie powiem - chyba nawet mogłabym otworzyć z tego mały komis czy inny SH.

No ale nie to miało być przedmiotem posta :)

Na specjalne życzenie mojej mamy, która i tak już długo i cierpliwie czeka na jakieś nasze świąteczne zdjęcia - specjalna fotorelacja - nie tylko ze świąt ale też z całego grudnia. Miesiąca, który udało mi się przechorować w całości. Blogowanie było wtedy na ostatnim lub prawie ostatnim miejscu mojej listy zadań i mimo szczerych chęci za nic nie było mi po drodze do komputera.

Każdą wolną chwilkę wykorzystywałam na odsypianie nocek (niestety musiałam pracować cały okres świąteczny - po cztery 12godzinne nocki tygodniowo - łącznie z nocą w Boże Narodzenie i w Nowy Rok).
A święta odbyły się u nas głównie dzięki teściowej, która przejęła kuchnię w swoje ręce i z pomocą Amelci przygotowała wszystkie wigilijne potrawy. Ja tylko upiekłam piernik i tort straciatella a Marek przygotował łososia. Wszystko inne - teściowa! 

Wracając do zdjęć:

Wraz z nadejściem zimy (a właściwie to już od połowy listopada) przywitało nas pięknie udekorowane centrum handlowe. Amelia oszalała na punkcie choinki - ale sami powiedzcie - czyż nie robiła wrażenia?? 


Początek miesiąca przyniósł też pierwszy (i jak do tej pory ostatni w tym roku ;)) opad śniegu - dobrze, że Amelkowy Tata pamiętając o blogu (ja byłam w pracy) uwiecznił reakcję Amelki w ten pierwszy śnieżny poranek :)


Mikołajki spędziliśmy w tym roku wszyscy razem w domu - zaplanowane już od dłuższego czasu na ten dzień mieliśmy ubieranie choinki i dekorowanie domku (plany trochę popsuła moja choroba, która już wtedy porządnie dała mi popalić i sprawiła, że nie cieszyłam się tymi wszystkimi przygotowaniami jak należy).
Oczywiście sam dzień zaczął się od znalezienia prezentów pod poduszkami (w Ameli przypadku w nogach łóżka ale nie będziemy się przecież czepiać szczagółów ;))


Pierwsza w życiu lalka Barbie i książeczka ze świątecznymi opowiadaniami Disney'a sprawiły wiele radości pewnej małej zaspanej dziewczynce :)

A później było już dekorowanie choinki i domu:



Nawet mój haft świąteczny znalazł swoje miejsce i zawisł na ścianie przy schodach :)

Druga połowa grudnia miała nam upłynąć pod znakiem przedszkola i wystawianych przez maluchy jasełek oraz pierwszego przedszkolnego christmas party. Niestety ospa, którą odkryłam u Małej 14 grudnia skutecznie uziemiła nas na kolejny tydzień. Albo ja albo M. musieliśmy zmieniać się przy Amelce i nie było mowy o jakichkolwiek zaplanowanych długo wcześniej ostatnich świątecznych zakupach. Na szczęście 20 grudnia przyleciała teściowa i Krasnalińska miała już z kim zostawać w domu i spędzać czas na zabawie a my z Markiem mogliśmy się w końcu wyrwać razem na podbój centrum handlowego...

A Amela bawiąca się z babcią wyglądała tak:
(piekąc ciasteczka i spacerując w 2gi dzień świąt)


Później były święta - 
trzeba było rozsypać w wigilijny poranek reniferkowy pokarm w ogródku, żeby mieć pewność, że dowiozą Mikołaja i w nasze (a zwłaszcza amelkowe) progi ;) 


A po pysznej kolacji, kiedy Amela z babcią wyszły do ogródka sprawdzić, czy renifery złapały przynętę, odwiedził nas sam Święty i przyniósł wielką górę prezentów :)
Mina Amelki kiedy wróciła do domu i zobaczyła co na nią czeka była bezcenna! 
Początek otwierania prezentów udało się nam nagrać, ale że cała akcja trwała w wykonaniu małej blisko 2.5 godziny (samo otwieranie pakunków) bo zabawy nowymi sprzętami to już nawet nie policzę, szybko wyczerpaliśmy kartę pamięci i niestety wszystkich reakcji Małej nie mamy. Dobrze, że są jeszcze zdjęcia :)


Oczywiście zgodnie z tutejszą tradycją i korzystając z mega wyprzedaży w drugi dzień świąt odwiedziliśmy i my centrum handlowe (stąd te wczorajsze porządki w ubrankach - Mała ma pół szafy nowych ubrań więc część trzeba było już odłożyć). 

27 grudnia korzystając z obecności babci bardziej niż chętnej do zaopiekowania się wnuczką, byliśmy z Markiem w kinie na "Hobbicie", o czym wspominałam już we wcześniejszym poście.

Nowy Rok przywitaliśmy też we własnym rodzinnym gronie przy dobrym jedzonku i muzyce, zabawiani przez tańczącą i śpiewającą Amelkę :)

Dawno chyba nie mieliśmy takich udanych, ciepłych i rodzinnych świat. Lepiej byłoby jedynie gdybym była zdrowsza. 

Kto wytrwał do końca??
:)






Friday, 4 January 2013

pierwsze wyjście do kina...

 Ostatniego dnia pobytu babci Emili (mamy M.) postanowiliśmy wybrać się z Amelą do kina. 
Dla córci miało to być pierwsze takie wyjście w życiu.
Ciekawa i pełna niepokoju czekałam na reakcję Małej, która szczególnie nie lubi nagłych, głośnych dźwięków..
Jak zwykle okazało się, że moje obawy były niepotrzebne. Owszem, kilka razy chciała zasłonić uszka rękami (a raz próbowała włożyć do uszu popcorn :P) ale nie uciekała z krzykiem ani nie domagała się powrotu do domu :)

Na wejściu zarządała by jej kupić popcorn (duźiiii mamuś!!) i z wielkim pudłem i pełna ciekawości dała się zaprowadzić do sali kinowej! 
Trochę nudziła się na reklamach (chyba z pół godziny trwały) ale kiedy zaczął się film dala się wciągnąć i poza kilkoma drobnymi próbami oglądania sie do tyłu oraz przytulania się raz do mnie, raz do M. i jednorazowej wizyty w wc wytrzymała super do końca i nie chciała za bardzo zbierać się do wyjścia :)


Pierwsza wizyta w kinie zaliczona i to na dodatek super udana!

Następny raz za 1.5 tygodnia - obiecaliśmy sobie z M., że spróbujemy przynajmniej raz w miesiącu z nią wychodzić i spędzać taki rodzinny dzień! 


Polecamy wszystkimi kinomaniakom "Epokę lodowcową 4" - super film dla całej rodzinki :)


Friday, 28 December 2012

back to reality...

po wczorajszym wieczorze, spędzonym w kinie na "Hobbicie" (3D i 48klatek na sekundę robi niesamowite wrażenie choć to ponoć wersja "kontrowersyjna" wg znawców) i towarzystwie M. z winem, owocami morza i morzem... czekolady zostało już tylko wspomnienie!
Dziś powrót do rzeczywistości i pierwsza z trzech kolejnych nocy w pracy!
Czemu nie mogę pracować gdzieś jak M. gdzie wszyscy mają wolne od 21 grudnia do 7 stycznia??

A jak wróci do mnie wena to w końcu zgram zdjęcia z aparatu i napiszę krótką notkę poświąteczną

Mam nadzieję, że wszystkim święta minęły w przyjaznym, ciepłym i rodzinnym gronie??

Sunday, 23 December 2012

wprowadzenie w nastrój świąteczny...

No to w końcu skończyłam mój mały mini-maraton nockowo-pracowy.
Mogę w domu zacząć wprowadzać się w atmosferę świąteczną.
W tym roku jest inaczej - od czwartku jest u nas teściowa i dziś jakoś tak wyszło, że w sumie niewiele jest już do zrobienia. Jedynie małe ogarnięcie domu jutro z rana, ulepienie pierogów i zrobienie jednego ciasta mi zostało.
Wszystko inne zrobione - z czego bez bicia muszę się przyznać, że upiekłam tylko piernik i pomogłam M. z zakupami.
Nie wiem jak babcie to robią ale mają czas na niemal nieustającą zabawę z wnukami (czytaj z Amelką) a przy okazji w kuchni wszystko przygotowane.

Wieczorem postaram się wrzucić zdjęcia świąteczne z dekoracjami naszego domku a tymczasem coś co znalazłam na fb:



I tego mam zamiar się trzymać :)

Sunday, 16 December 2012

cztery zera :D

No to się zdziwiłam - wchodzę na bloga a tu ponad 10.000 wejść na liczniku :D
Chciałabym umieć wyrazić jak bardzo się cieszę - albo raczej chciałabym mieć siłę to wyrazić.

Ale chwilowo nie mam - dwa tygodnie z zapaleniem oskrzeli (które dalej za nic nie chce się odczepić), sen a raczej jego brak (z ostatnich 75 godzin przespałam w sumie może z 15 i to w chyba 6 ratach) i ospa Amelki do końca mnie już wyczerpały!

Nie mam siły cieszyć się na święta, nie mam siły nawet już niczego organizować, nie mam nawet siły przejmować się, tym że nic w tym roku nie będzie jak sobie zaplanowałam!

Jedyne co chcę w tej chwili to zdrowia trochę! Dla siebie i dla Amelki! A zwłaszcza dla niej!
Ciężko przechodzi tą ospę! Nie chce nawet wspominać, że jest chora, unika patrzenia w lustro, żeby nie widzieć jaka jest zesypana (a jest naprawdę baardzo - łącznie z ustami i powiekami od środka czy pachwinami!)
A jak jeszcze pomyślę, że ominie ją przez to przyjęcie świąteczne w przedszkolu i wizyta Mikołaja, na którego tak bardzo czekałam to nic tylko się rozpłakać chce!

ehhh....

Friday, 14 December 2012

no i jak nie urok to....

No to mamy - zamiast jasełek - czy jak kto woli po amelkowemu "baby dżizas szoł"  - ospę wietrzną!!!!
Prawie się już poryczałam rano!!! Przyszłam z pracy (no bo mimo kaszlu jak u rasowego gruźlika pracować ciągle trzeba), nie kładłam się bo i po co skoro za 1.5h miałam mieć Amelkę obudzoną, nakarmioną, umytą i wystrojoną na imprezę (swoją drogą to miał być jej pierwszy i oficjalny debiut sceniczny, na który wyczekiwałam jak nie wiem co). Pierwsze dwa punkty poszły nam zadziwiająco szybko i sprawnie (i to pewnie zmyliło moją czujność :P), a kiedy rozebrałam małą z piżamki to aż mi się nogi ugięły na widok wielgachnego ropnego bąbla na samym środku małej szyjki!!! jeszcze chwilkę się łudziłam, że to może nie to co myślę ale po dokładniejszych oględzinach znalazłam kolejne trzy takie okazy na jednym z bioderek i już wiedziałam, że zamiast do przedszkola będziemy musiały wybrać się do lekarza! Najpierw szybki telefon do przychodni i co za ulga - udało nam się załapać na ostatnią wolną wizytę w dniu dzisiejszym (bida jest w przychodni bo z połowa lekarzy sama poległa pod wpływem tego wyboru wirusów, który im codziennie "donoszą" kochani pacjenci!) No ale się udało w każdym razie  dostać - na 11.15 - tu znów konsternacja bo  jak to tak - z takim chorym dzieckiem bez samochodu??? szybki tel do M. do pracy i ustalenie, że zwolni się godzinę wcześniej i przyjedzie po nas i wspólnie pójdziemy do lekarza (bo ja po sama już nie wiem ilu "dziestu" godzinach bez snu nie bardzo sama sobie ufałam).
Lekarz oczywiście potwierdził nasze podejrzenia, zalecił specyfik do smarowania bąbelków i odesłał do domu. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do jednego sklepu po kilka brakujących produktów spozywczych i grzecznie powróciliśmy na łono domku :)
Amelka nasmarowana już maścią - ogląda bajki, M. chyba sprząta a ja na górze przyszłam się położyć (co jak widać nie idzie mi za dobrze skoro siedzę i piszę posta :P )
Mam na drzemkę jeszcze jakieś 1.5h bo później M. ma wizytę u swojego lekarza więc jak chcąc nie chcąc będę musiała się obudzić i zająć Amelą przez tą około godzinę, kiedy go nie będzie.
Ufff!
ciężko widzę dzisiejszą nocke w pracy!

trzymajcie kciuki za nas,
kazdy jeden sie dzis przyda!

Wednesday, 12 December 2012

niech mnie ktoś dobije...

antybiotyk skończony i ani odrobiny zmiany na lepsze...
kaszel rozrywa mi oskrzela i chce mi wyrwać  i wypluć płuca...
Amela nie poszła dziś do przedszkola bo ja nie byłam w stanie wstać z łóżka
dobrze, że Marek ugotował nam wczoraj lasagne i nie musiałam się martwić o obiad
Córkę muszę pochwalić bo jest dziś super ekstra grzeczna - zajmuje się sama sobą większość dnia - bawi się albo u mnie na łóżku klockami, albo leży obok i ogląda bajki na laptopie, albo lepi z plastelieny figurki u siebie w pokoju, i nawet nie potrzebuje mojej pomocy w czasie wizyt w kibelku ;)
Za to co jakiś czas przybiega mnie ucałować, przytulić czy poprawić koc :)
I potem dumnie chwali się tacie przez telefon jak to super opiekuje się mamą!!

a ja dziękuję Bogu, że nie idę dziś na noc do pracy i modlę się o siły żebym jutro mogła już wstać i ogarnąć i siebie i dom jakoś a później zacząć maraton 4 nocek pod rząd!!!
A w przyszłym tygodniu przyjeżdza teściowa!!
A ja taka nieprzygotowana!
buuuuuuuuu