No to mamy - zamiast jasełek - czy jak kto woli po amelkowemu "baby dżizas szoł" - ospę wietrzną!!!!
Prawie się już poryczałam rano!!! Przyszłam z pracy (no bo mimo kaszlu jak u rasowego gruźlika pracować ciągle trzeba), nie kładłam się bo i po co skoro za 1.5h miałam mieć Amelkę obudzoną, nakarmioną, umytą i wystrojoną na imprezę (swoją drogą to miał być jej pierwszy i oficjalny debiut sceniczny, na który wyczekiwałam jak nie wiem co). Pierwsze dwa punkty poszły nam zadziwiająco szybko i sprawnie (i to pewnie zmyliło moją czujność :P), a kiedy rozebrałam małą z piżamki to aż mi się nogi ugięły na widok wielgachnego ropnego bąbla na samym środku małej szyjki!!! jeszcze chwilkę się łudziłam, że to może nie to co myślę ale po dokładniejszych oględzinach znalazłam kolejne trzy takie okazy na jednym z bioderek i już wiedziałam, że zamiast do przedszkola będziemy musiały wybrać się do lekarza! Najpierw szybki telefon do przychodni i co za ulga - udało nam się załapać na ostatnią wolną wizytę w dniu dzisiejszym (bida jest w przychodni bo z połowa lekarzy sama poległa pod wpływem tego wyboru wirusów, który im codziennie "donoszą" kochani pacjenci!) No ale się udało w każdym razie dostać - na 11.15 - tu znów konsternacja bo jak to tak - z takim chorym dzieckiem bez samochodu??? szybki tel do M. do pracy i ustalenie, że zwolni się godzinę wcześniej i przyjedzie po nas i wspólnie pójdziemy do lekarza (bo ja po sama już nie wiem ilu "dziestu" godzinach bez snu nie bardzo sama sobie ufałam).
Lekarz oczywiście potwierdził nasze podejrzenia, zalecił specyfik do smarowania bąbelków i odesłał do domu. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do jednego sklepu po kilka brakujących produktów spozywczych i grzecznie powróciliśmy na łono domku :)
Amelka nasmarowana już maścią - ogląda bajki, M. chyba sprząta a ja na górze przyszłam się położyć (co jak widać nie idzie mi za dobrze skoro siedzę i piszę posta :P )
Mam na drzemkę jeszcze jakieś 1.5h bo później M. ma wizytę u swojego lekarza więc jak chcąc nie chcąc będę musiała się obudzić i zająć Amelą przez tą około godzinę, kiedy go nie będzie.
Ufff!
ciężko widzę dzisiejszą nocke w pracy!
trzymajcie kciuki za nas,
kazdy jeden sie dzis przyda!
Trzymam zatem mocno kciuki ... oj te choroby, a ja myślałam że tylko u mnie ...
ReplyDeleteŚciskam :)
caly rok byl w miare spokojny u nas z chorobami to sie musialo na koniec wyrownac, coby nie bylo za dobrze! zdrowia zycze bo dopiero jak go brakuje to sie przekonujemy jak bardzo wszystko inne przestaje byc wazne..
DeleteZaczynam się o Ciebie martwić, bo jak długo tak pociągniesz bez snu i zdrowia?! :( Ucałuj Amelę (omijając bąbelki :))
ReplyDeletepociagne ile bede musiala - bo innego wyboru nie mam!
Deleteza to pocieszam sie mysla, ze juz niedlugo swieta - Marek bedzie dwa tygodnie w domu opiekowal sie Amelka a tesciowa zajmie gotowaniem (juz mi zapowiedziala, ze cale swieta nie chce mnie widziec w kuchni, czym sprawila mi najwiekszy swiateczny prezent)a ja poza praca przez blisko 16 dni nie bede miec zadnych innych obowiazkow! Teraz trzeba tylko dozyc do tego czasu!
Rodzinnie trzymamy kciukasy!!! Też przechodziliśmy ospę, akurat trafiła nam się na Wielkanoc, zdrówka dla Amelki,a Ty się wyśpij kobieto:*
ReplyDeleteoj to ja juz wole teraz, na Wielkanoc lecimy do Polski po prawie 2 latach nieobecnosci tam i jak cos mi pokrzyzuje te plany to nie wiem co zrobie! A wyspac to sie wyspie jutro!
DeleteMarek w domu caly weekend bedzie sie opiekowal Mala a ja obiecuje nie wychodzic z lozka (szkoda, ze kolejne dwie nocki przede mna ale jak je przezyje to juz bedzie ok). Wiec byle do poniedzialku!