Dziś pierwszy dzień mojego tak baardzo długo wyczekanego urlopu.
Wczorajszego nie liczę bo pół i tak przespałam po ostatniej przepracowanej nocce a drugie pół spędziłam porządkując i segregując wszystkie znajdujące się na strychu pudła z ubrankami dziecięcymri, z których wyrosła Amelka.
Oj nazbierało się tego nie powiem - chyba nawet mogłabym otworzyć z tego mały komis czy inny SH.
No ale nie to miało być przedmiotem posta :)
Na specjalne życzenie mojej mamy, która i tak już długo i cierpliwie czeka na jakieś nasze świąteczne zdjęcia - specjalna fotorelacja - nie tylko ze świąt ale też z całego grudnia. Miesiąca, który udało mi się przechorować w całości. Blogowanie było wtedy na ostatnim lub prawie ostatnim miejscu mojej listy zadań i mimo szczerych chęci za nic nie było mi po drodze do komputera.
Każdą wolną chwilkę wykorzystywałam na odsypianie nocek (niestety musiałam pracować cały okres świąteczny - po cztery 12godzinne nocki tygodniowo - łącznie z nocą w Boże Narodzenie i w Nowy Rok).
A święta odbyły się u nas głównie dzięki teściowej, która przejęła kuchnię w swoje ręce i z pomocą Amelci przygotowała wszystkie wigilijne potrawy. Ja tylko upiekłam piernik i tort straciatella a Marek przygotował łososia. Wszystko inne - teściowa!
Wracając do zdjęć:
Wraz z nadejściem zimy (a właściwie to już od połowy listopada) przywitało nas pięknie udekorowane centrum handlowe. Amelia oszalała na punkcie choinki - ale sami powiedzcie - czyż nie robiła wrażenia??
Początek miesiąca przyniósł też pierwszy (i jak do tej pory ostatni w tym roku ;)) opad śniegu - dobrze, że Amelkowy Tata pamiętając o blogu (ja byłam w pracy) uwiecznił reakcję Amelki w ten pierwszy śnieżny poranek :)
Mikołajki spędziliśmy w tym roku wszyscy razem w domu - zaplanowane już od dłuższego czasu na ten dzień mieliśmy ubieranie choinki i dekorowanie domku (plany trochę popsuła moja choroba, która już wtedy porządnie dała mi popalić i sprawiła, że nie cieszyłam się tymi wszystkimi przygotowaniami jak należy).
Oczywiście sam dzień zaczął się od znalezienia prezentów pod poduszkami (w Ameli przypadku w nogach łóżka ale nie będziemy się przecież czepiać szczagółów ;))
Pierwsza w życiu lalka Barbie i książeczka ze świątecznymi opowiadaniami Disney'a sprawiły wiele radości pewnej małej zaspanej dziewczynce :)
A później było już dekorowanie choinki i domu:
Nawet mój haft świąteczny znalazł swoje miejsce i zawisł na ścianie przy schodach :)
Druga połowa grudnia miała nam upłynąć pod znakiem przedszkola i wystawianych przez maluchy jasełek oraz pierwszego przedszkolnego christmas party. Niestety ospa, którą odkryłam u Małej 14 grudnia skutecznie uziemiła nas na kolejny tydzień. Albo ja albo M. musieliśmy zmieniać się przy Amelce i nie było mowy o jakichkolwiek zaplanowanych długo wcześniej ostatnich świątecznych zakupach. Na szczęście 20 grudnia przyleciała teściowa i Krasnalińska miała już z kim zostawać w domu i spędzać czas na zabawie a my z Markiem mogliśmy się w końcu wyrwać razem na podbój centrum handlowego...
A Amela bawiąca się z babcią wyglądała tak:
(piekąc ciasteczka i spacerując w 2gi dzień świąt)
Później były święta -
trzeba było rozsypać w wigilijny poranek reniferkowy pokarm w ogródku, żeby mieć pewność, że dowiozą Mikołaja i w nasze (a zwłaszcza amelkowe) progi ;)
A po pysznej kolacji, kiedy Amela z babcią wyszły do ogródka sprawdzić, czy renifery złapały przynętę, odwiedził nas sam Święty i przyniósł wielką górę prezentów :)
Mina Amelki kiedy wróciła do domu i zobaczyła co na nią czeka była bezcenna!
Początek otwierania prezentów udało się nam nagrać, ale że cała akcja trwała w wykonaniu małej blisko 2.5 godziny (samo otwieranie pakunków) bo zabawy nowymi sprzętami to już nawet nie policzę, szybko wyczerpaliśmy kartę pamięci i niestety wszystkich reakcji Małej nie mamy. Dobrze, że są jeszcze zdjęcia :)
Oczywiście zgodnie z tutejszą tradycją i korzystając z mega wyprzedaży w drugi dzień świąt odwiedziliśmy i my centrum handlowe (stąd te wczorajsze porządki w ubrankach - Mała ma pół szafy nowych ubrań więc część trzeba było już odłożyć).
27 grudnia korzystając z obecności babci bardziej niż chętnej do zaopiekowania się wnuczką, byliśmy z Markiem w kinie na "Hobbicie", o czym wspominałam już we wcześniejszym poście.
Nowy Rok przywitaliśmy też we własnym rodzinnym gronie przy dobrym jedzonku i muzyce, zabawiani przez tańczącą i śpiewającą Amelkę :)
Dawno chyba nie mieliśmy takich udanych, ciepłych i rodzinnych świat. Lepiej byłoby jedynie gdybym była zdrowsza.
Kto wytrwał do końca??
:)









:-)))
ReplyDeleteDotrwałam do końca :) I czekam na większą ilość postów!
ReplyDeleteJa wytrwałam ;)
ReplyDeleteNo nie było długo, bez problemu wytrwałam, tym bardziej, że zdjęcia Amelki bardzo urozmaicały czytanie :))
ReplyDeleteA już się bałam, że się za bardzo rozpisałam ;)
ReplyDeletePo takiej przerwie z mojej strony taki długi post to musiał być szok dla czytelników :P
Pozdrawiam cieplutko i dziękuje, że ze mną jesteście i czytacie :)