Nie pisałam o tym wcześniej, bo na samą myśl o dzisiejszym dniu już od tygodnia bolał mnie brzuch.
Nie wiem z czym się to wiąże, ale w potrzebie załatwienia jakiejś sprawy urzędowej (w polskim urzędzie) reaguję alergicznie i bardzo stresowo!
Podobnie było i dziś z wizytą w konsulacie i złożeniu wniosku o wydanie Amelce paszportu. Jak do tej pory Mała miała już 2 paszporty (oba tymczasowe, które ważne były przez rok). I jak do tej pory nie było ze składaniem wniosku i odbieraniem gotowego dokumentu najmniejszych problemów. Cały proces trwał ok 4 tygodni. Jechało się do konsulatu, odstało swoje w kolejce, wypełniło i złożyło wniosek i komplet potrzebnych dokumentów i po ok 4 tygodniach dokument można było odebrać. W tym roku, paszport Amelki stracił ważność już w czerwcu, ale że nie planowaliśmy podróży do Polski przed listopadem więc w swej naiwności pomyślałam, że jeśl i zaczniemy całą procedurę z początkiem września do połowy listopada powinniśmy się spokojnie wyrobić.
Niestety (głupia ja) nie wzięłam pod uwagę możliwości zmiany przepisów. O czym pisałam już wcześniej o TUTAJ
Od tego roku, jak się okazało nie można było już tak poprostu udać się do konsulatu i ustawić w ogonku petentów. Żeby móc się ubiegać o wydanie wniosku (i złożenie go), trzeba się było najpierw zarejestrować przez stronę konsulatu i zarezerwować termin. Wszystko by było ok, gdyby nie fakt, że na pierwszy wolny termin musieliśmy czekać DWA MIESIĄCE!!!!
No i dziś właśnie był ten dzień! pojechaliśmy, ustawiliśmy się w kolejce (to nic, że jest sie umówionym na godzinę - to w koncu polski urząd jest i swoje odstać trzeba!), wypełniliśmy wniosek, złożyliśmy wszystkie papiery i zapytaliśmy o termin odbioru. I tu znów niespodzianka! Od siernia obecnego roku (uwaga!uwaga!) znów zmieniły się przepisy i zamiast paszportu tymczasowego rocznego - Amelka dostanie tymczasowy pięcioletni - a co za tym idzie urząd na wyrobienie dokumentu zarezerwował sobie nie jak do tej pory 4 tygodnie a OKOŁO TRZY MIESIĄCE!!!! Co oznacza, że paszport może być gotowy na koniec stycznia 2013 (ale nie musi - bo to przecież OKOŁO 3 mce - a co za tym idzie może być też trochę dłużej!) Normalnie nie wiadomo czy śmiać się czy płakać!
Cały proces wyrabiania dziecku dokumentu jak dobrze pójdzie zamknie się w przeciagu PÓŁ ROKU!
Mam nadzieję, że do wielkanocy się wyrobią (bo mamy już wykupione bilety na samolot). I jeszcze mam nadzieję, że w tym okresie nie wydarzy się nic pilnego, coby sprawiło, że jednak musimy się stawić w kraju bo wtedy to już byłby cyrk na kółkach!!
to jest niepojęte... w czasach UE, kiedy wszystkie granice są niby otwarte, taki cyrk...
ReplyDeletedokładnie, dlatego jak tylko będziemy w kwietniu w Polsce składamy małej podanie o dowód osobisty tymczasowy bo dobrze mieć drugi dokument tak na wszelki wypadek w domu. A oczywiscie w konsulacie dowodu jej nie wyrobią bo to musi byc w kraju! Paranoja jakaś!
Deletebrak słów! mam wrażenie, że w życiu każdego (a może tylko Polaka?), raz na rok musi "wyskoczyć" problem w urzędzie lub inne głupiej państwowej instytucji. U nas był np. problem z gazownią... ehhh
ReplyDeleteto chyba faktycznie tylko problem Polaków, bo od 6ciu lat mieszkam w Szkocji i załatwialiśmy w międzyczasie milion różnych spraw urzędowych i ani razu nie pamiętam, żeby były z czymkolwiek problemy a teraz z paszportem Amelki nadrobilismy te całe 6 lat urzędowego stresu :P
Delete