About Me

My photo
Kinia - mama, żona, kochanka,pracocholiczka,namiętnie czytająca tony książek, przyjaciółka, emigrantka wiecznie tęskniąca za Polską ale zakochana w Szkocji,

Saturday, 27 October 2012

wolna sobota...

Rzadko mi się zdarza mieć wolną sobotę. 
Jestem co prawda przeważnie w domu w ten dzień, ale w 99% przypadkach jestem po przepracowanej piątkowej nocce i przed pracującą sobotnią nocą więc większość dnia spędzam wówczas w łóżku, ewentualnie snuję się po domu w piżamie przez większość czasu i jeśli nie ma mnie w łóżku to prawie napewno można mnie znaleźć na dole na sofie  ;)

Wczoraj ze względu wizyty w konsulacie nie poszłam już do pracy na noc (zamieniłam się na poniedziałek). Wiedziałam, że wrócę do domu po południu zła i zmęczona.
 Na dobicie pojechaliśmy jeszcze wracając z Edynburga na zakupy, które przez to, że Amela od sniadania nie miała nic w żołądku i z głodu była już wściekła zamieniły się w piekło!
Pójście na noc do pracy po takim dniu chyba by mnie już całkiem wczoraj wykończyło.

No ale nie o tym....
Dziś, ze względu na fakt przespania całej nocy (no dobra - może z połowy nocy bo spać poszłam po 2 rano, ale nic nie poradzę na moją bezsenność), od rana mogłam cieszyć się całym długim dniem z rodzinką :)

Po pysznym śniadanku przygotowanym przez Amelkowego Tatę, pojechaliśmy dokończyc wczorajsze zakupy (przez podły humor małej nie zdążyliśmy już wczoraj kupić ani dyni ani kostiumu na halloween ani dekoracji).
Dziś, dzięki stosunkowo wczesnemu (przed 10) wyjechaniu z domu uniknęliśmy w centrum handlowym dzikich tłumów, szyko obskoczyliśmy wybrane sklepy i przed 12 byliśmy już spowrotem w domu. 
Po powrocie stwierdziliśmy zgodnie z M., że niepotrzebnie wydawaliśmy kasę na dekorację, bo bałagan jaki mieliśmy rano w domu można było zachować do środy i wówczas przestraszyłby każdego odwiedzającego ;)
No ale nie ma to jak zgrany team - M. wziął się za sprzątanie parteru (salon i kuchnia), ja wzięłam na siebie górę (sypialnie i łazienkę) i po godzinie dom aż błyszczał i pachniał świerzością.
Z rozpędu, Marek wyszedł też posprzątać przed dom, zamieść chodniczek, pograbić liście z trawnika (a trochę ich jest bo spadają nam na niego liście z drzew parkowych) i poprzycinać  i przygotować do zimy krzewy rosnące przed domem. Amelka korzystajac z okazji pobiegła z piłką pobiegać w liściach w parku (miała do krzątającego się przed domem i pilnującego jej M. może z 5metrów ;) )
A ja w tym czasie umyłam na górze okna i przygotowałam obiad, który skończył się gotować dokładnie w momencie powrotu moich zmarzniętych Miśków do domu.


O tak dziś było - nie powiem - całkiem smaczna mi ta pasta wyszła :)



A na jutro zostawiliśmy sobie wycinanie dyń i dekorowanie domu na halloween.



ps. pewno niektórzy z Was już zauważyli, że blog znów jest otwarty. Chyba lepiej mi się pisze (i częściej mam wenę) w ten sposób. Jeśli w przyszłości zaistnieje taka potrzeba blog znów będzie dostępny tylko dla wybranych czytelników, ale jak narazie niech zostanie otwarty. Miło mi będzie za to, jeśli nowi podczytywacze zostawią choć mały ślad po sobie, czy to w postaci komentarza czy jeśli wolą bardziej anonimowo - mogą napisać maila - i zostawić namiary na swoje blogi. Chętnie Was poznam :)

3 comments:

  1. Podoba mi się ten pomysł z zostawieniem bałaganu... ;))) hehe

    A co do zakupów, to my zwykle robimy zakupy, gdy synek jest w przedszkolu... ;)

    ReplyDelete
  2. Ja też wolę zakupy bez dzikich tłumów:)

    ReplyDelete
  3. Ja nawet nie próbowałam nigdy zamykać Tai :) Choć pisząc na Onecie dopominałam się o hasło, ha ha :)ps. a te obrazki muszą być? :P

    ReplyDelete