No i w końcu trochę lepiej się czuję, duszący kaszel nie rozrywa mi piersi, ból gardła nie paraliżuje i głos w końcu pozbywa się seksownej chrypki, że o przyjęciu ostatniej tabletki antybiotyku nie wspomnę.
Najważniejsze, że po naprawdę ciężkiej-zabieganej nocce udało mi się naprawdę super długo (jak na mnie ;)) przespać i czuję się jak młoda bogini (prawie - bo ani młoda ani bogini nie jestem ;P)
Za to jak już opadła mgła otulająca moją głowę przez ostatni tydzień, z przerażeniem uświadomiłam sobie, że blogowo mam zaległości sięgające jeszcze połowy listopada.
Pora to zmienić i zapisać choćby dla siebie, żeby móc kiedyś w przyszłości wrócić do tych wspomnień w razie potrzeby.
****
Po pierwsze muszę cofnąć się aż do 15 listopada, czyli do dnia, w którym wczesnym rankiem odwieźliśmy na lotnisko Pyzię po cudownych kilku dniach, które spędziła w naszym małym domku.
Był to dzień, kiedy do przedszkola Amelka miała przyjść ubrana "inside out and back to front" czyli, że ubranka miała mieć założone tył do przodu i dodatkowo wywrócone na lewą stronę :) Niektóre pomysłowe mamy posunęły się nawet do "wystrojenia" dzieciaków w bieliznę na ubranko zamiast pod! Oczywiście panie opiekunki stanęły jak zwykle na wysokości zadania i same też przyszły ubrane do pracy zgodnie z obowiązującym tematem :) A wszystko, podobnie jak opisywany kiedyś jeansowy dzień KLIK w celach charytatywnych. I tym razem, każde "przebrane" dziecko musiało zapłacić przysłowiowego funta, który później przeznaczony był na wsparcie akcji BBC Childrens in Need - której głównym założeniem jest wyrównywanie szans wszystkich dzieci z UK w najróżniejszych dziedzinach życia. Głównym celem fundacji jest sprawienie, aby każde dziecko w tym kraju miało dzieciństwo, które jest:
-bezpieczne
-szczęśliwe
-pozwalające na wykorzystanie wszystkich potencjalnych szans.
Moim zdaniem fajne są wszelkie tego typu akcje pozwalające maluchom od najmłodszych lat nabierać nawyków pomagania tym, którym się w życiu mniej poszczęściło.
****
Kolejnym ważnym elementem tego dnia było zaproszenie mnie i Marka do przedszkola na ostatnią godzinę sesji, w celu obserwacji Amelki w czasie zabawy z innymi dziećmi.
Mieliśmy okazję sami wziąć udział w zabawie, Krasnalińska oprowadziła nas po całym przedszkolu, przedstawiła koleżankom i kolegom, porozmawialiśmy z paniami opiekunkami i innymi rodzicami, którzy otrzymali podobne jak my zaproszenie (jednorazowo mogło przyjść 5 rodziców/par rodziców) a na koniec mogliśmy się przysłuchać jak maluszki usadzone grzecznie w jednym kącie sali trenowały śpiewanie piosenek świątecznych, które będą częścią przygotowywanego przedstawienia bożonarodzeniowego :)
****
Po przedszkolu mieliśmy tylko 10min na powrót do domu, szybkie przebranie Małej (która ciągle była w ubrankach na lewą stronę) i pojechaliśmy do naszej przychodni na bilans trzylatka. Co prawda bilans spóźniony o ponad pół roku ale ponoć wszystko przez naszą zmianę adresu, której nie podali amelkowej pielęgniarce dziecięcej (odpowiednik polskiej pielęgniarki środowiskowej - ale specjalizującej się tylko i wyłączniew opiece nad maluszkami - od narodzenia dziecka do 3-4 roku życia - później jej rolę przejmuje jedna z pielęgniarek przedszkolnych). Podoba mi się ten system opieki nad dziećmi. Po pierwsze nasza pielęgniarka ściśle współpracuje z naszym lekarzem rodzinnym (każdy lekarz ma przypisaną określoną pielęgniarkę dziecięcą i razem w razie potrzeby współpracują- i oboje znają swojego małego pacjenta i jego rodziców od przysłowiowej podszewki :) My Marion - naszą pielęgniarkę poznaliśmy zaraz po wyjśćiu z nowo narodzoną Amelką ze szpitala. Na zmianę z położną z naszej przychodni, która opiekowała się mną w czasie ciąży, przez pierwsze 10 dni życia Amelki przyjeżdzały do nas do domu skontrolować jak sobie radzimy i w razie potrzeby udzielały porad. Czy to dotyczących karmienia piersią, czy to gojenia się moich ran po porodzie kleszczowym itp. Marion przywoziła ze sobą do nas do domu wagę i kontrolowała czy Mała dobrze przybiera i w razie problemów konsultowała nas od razu telefonicznie ze szpitalem (dzięki temu od razu w 3 dobie życia wyłapała, że Amelka za dużo traci na wadze i że mamy problemy z karmieniem i wysłała nas na kontrolę do szpitala - ale to już osobna i długa historia ;)) W każdym razie, każdy bilans, każde badanie malutkiej Amelki, comiesięczne ważenie i mierzenie odbywało się właśnie u niej w gabinecie (albo u nas w domu - bo nigdy nie było dla niej problemem wskoczenie w samochód i podjechanie ze wszystkimi koniecznymi sprzętami, kiedy ja np nie czułam się za dobrze albo kiedy M. musiał być w pracy i pogoda była zbyt paskudna, żeby isć do przychodni z wózkiem i maleńkim dzieckiem. I tym samym nie trzeba było przekładać wcześniej umówionych wizyt. To do Marion dzwoniłam kiedy półroczna Amelka nabawiła się pleśniawki i to ona wypisała wtedy receptę na żel do buźki. Generalnie kiedy mieliśmy jakikolwiek problem, nawet najbardziej błahy Marion była pierwszą osobą do której po poradę się dzwoniło i dopiero ona, kiedy uznawała, że dana sprawa jest zbyt poważna kontaktowała nas z lekarzem rodzinnym.
Marion była też właśnie osobą, która przeprowadziła bilans Krasnalińskiej. Okazało się, dzięki temu, że Amelek wyrósł na całkiem dorodną dziewczynkę mającą w 42 miesiącu życia całe 100cm wzrostu, ważącą 19,9kg (sporo ale mamy się tym nie martwić bo ponoć ma ją "wyciągnąć" w kilku najbliższych miesiącach - na co liczę w duchu ;) Rozwija się też dobrze pod względem emocjonalnym i ruchowym. W czasie bilansu 2latka zaniepokoiło Marion to, że Amelka miała jej zdaniem zbyt mały zasób słownictwa ale zamiast panikować i wysyłać na badania specjalistyczne stwierdziła, że być może trzeba jej dać więcej czasu i żebyśmy się zjawili po 3 urodzinach dla sprawdzenia postępów. Tym razem była bardzo mile zaskoczona faktem jak nasza dziewczynka jest rozgadana i otwarta, jak ładnie się dogaduje i to zarówno po polsku jak i angielsku i w kartę bilansową postawiła Amelce najwyższą możliwą ocenę za rozwój mowy :) Czyli kolejny kamień z serca :)
Dobrze mieć taką zaufaną osobę, która w razie potrzeby doradzi, uspokoi, a kiedy wie, że sama nie podoła problemowi skieruje w odpowiednie miejsce.
I fajnie mieć świadomość, że jeśli w przyszłości będziemy mieć drugie dziecko to właśnie Marion znów będzie się nami opiekować :)
****
No to się rozpisałam - a to dopiero jeden z zaległych dni opisałam.
Mam nadzieję, że w nadchodzącym tygodniu uda mi się sukcesywnie i po kolei nadrabiać wszystkie zaległości. Szkoda, że doba nie jest choć o godzinkę lub dwie dłuższa. Może byłoby jakoś łatwiej z ogarnięciem się :)
Ściskam i uciekam spędzić trochę czasu z rodzinką zanim znów pójdę do pracy dziś wieczorem :)
Cudownie, że Amelka tak pięknie się rozwija:)
ReplyDeleteI masz rację bardzo dobrze mieć taką zaufaną osobę, my mamy świetną, przede wszystkim bardzo dokładną lekarkę, która doradzi, a gdy trzeba to właśnie uspokoi:)
A ja właśnie wróciłam od lekarza. Chetnie bym ponarzekala na polska służbę zdrowia, ale system systemem, a najważniejsze, że Maciek przybiera na wadze,a pani doktor kompetentna:). Swoją droga u Was faktycznie jest to fajnie zorganizowane.
ReplyDeleteCzekam ciągu dalszego :)
ReplyDelete