Dziś mija dokładnie 5 lat, od kiedy wylądowaliśmy na szkockiej ziemi. I to wylądowaliśmy dosłownie - lotnisko w Edynburgu tego dnia spowite było ciężkimi chmurami, było wietrznie i deszczowo i generalnie jakoś bardzo szaro....
Na dodatek wieczorem przed odlotem z Polski okazało się, że możemy nie mieć gdzie mieszkać po przylocie no i niestety faktycznie, pierwsza bezsenna noc spędzona w obskurnym hostelu, w 14 osobowym pokoju, na piętrowych łóżkach...
Dużo czasu minęło od tego dnia i naprawdę rzadko wracam do tych wspomnień. Dzisiejsza noc jakże inna od tamtej sprzed 5 lat....
...w przytulnym mieszkanku, ze śpiącym M. obok i Amelką cicho posapującą przez sen w sąsiednim pokoju...
Wtedy nie znaliśmy tutaj nikogo, nie mieliśmy pracy, mieszkania, przyjaciół...
Tylko 2 plecaki i siebie nawzajem...
Dziś wracając myślami do wydarzeń z ostatnich 5 lat uświadamiam sobie, jak wiele się zmieniło...
Daliśmy radę - w ciemno wyemigrować z kraju, a mimo wszystko nie poddać się i ułożyć sobie życie, poznać nowych przyjaciół, założyć rodzinę...
Dziś mamy prace, mieszkanie, dziecko, przyjaciół i dobytek, którego za nic nie dało by się zmieścić w 2 plecakach...
i nadal mamy siebie nawzajem i swoją miłość :)
kurczaczek, wzruszyłam się.
ReplyDeleteto chyba duma...
:)
Myślę, że to super, że tak Wam się życie ułożyło - że daliście radę itd. Tylko pozazdrościć. Sama miałam kiedyś możliwość wyemigrowania. Ale jakoś nie widziałam siebie, jako żony żołnierza US Army. Wiesz, mieszkanie na terenie bazy, wszędzie wokół sami wojskowi no i wyjazdy na wojnę... Mąż do dzisiaj ma do mnie żal... ;)
ReplyDelete