Ponieważ lato w tym roku w Szkocji nie dopisało wcale, tym bardziej nie mogliśmy się doczekać upragnionego urlopu i wyjazdu do Polski...
Nie byłyśmy tam z Amelką prawie od 1.5 roku a Marek to nawet prawie od 2 lat.
Do Polski polecieliśmy 11 lipca i po wylądowaniu przeżyliśmy mega szok termiczny. Wyjeżdzając rano z Edynburga temp. powietarza sięgała jakich 16C, było mgliście i deszczowo. Kilka godzin później wysiadając z samolotu w Krakowie poraził nas upał jakiego nie doświadczyliśmy od ładnych kilku lat - 36C (odczuwalna chyba z 50C), prażące słońce i powietrze, które "stało".
Dla Amelki to było pierwsze w życiu doświadczenie takich upałów i biedna przez pierwsze kilka dni nie mogła sobie z tym poradzić. Pierwszej nocy zasnęła dopiero po 1 nad ranem, przytulona do ściany (żeby było chłodniej) i tuż pod otwartym oknem.
Pierwszy dzień zaraz po przylocie, to przede wszystkim odpoczynek i spędzanie całego czasu ze stęsknioną rodzinką. Tego dnia babcia Ania i dziadek Janek obchodzili też 30tą rocznicę ślubu, więc cały dzień spędzony był tylko w ich towarzystwie. A Amelka szalała wręcz ze szczęścia w towarzystwie kuzynek Maji i Marty :)
Dzień kolejny zapowiadał się na naprawdę dłuuugi.
Najpierw odwiedziłam dawno nie widzianą ulubioną fryzjerkę Iwonę, i z rudej przerobiłam się na blondynkę (zajęło nam to prawie 3h ale tak to jest jak się nie widzi przez prawie 2 lata i oprócz włosów trzeba jeszcze nadrobić wszystkie zaległe plotki :)), po fryzjerze spotkanie z mężem, który ledwo mnie poznał (ale podobał mi się wyraz jego twarzy na widok żony blondynki ;)), szybkie zakupy, powrót do domu gdzie na stole czekał już pyszny babciowy obiadek.
A po obiadku.... spotanie z Kasią, i dawno planowana sesja zdjęciowa.
Sesja trwała prawie 2h, Kasią pstryknęła blisko 600zdjęć, z czego my na koniec dostaliśmy ich ponad 160.
My ze zdjęć jesteśmy mega zadowoleni i od tej pory reklamujemy Kasię i polecamy komu tylko się da.
Profil Kasi można znaleźć na faceboooku i jeśli ktoś jest zainteresowany innymi jej pracami bardzo polecam "Katarzyna Budzyn Photography"
A to kilka wybranych zdjęć z opisanej sesji:
Po powrocie z sesji do domu babci Ani, musieliśmy się znów szybko spakować, wsiąść w samochód i pojechaliśmy w odwiedziny do drugiej babci - Emili.
Ponieważ czekało nas do przejechania blisko 400km stwierdziliśmy, że najlepiej będzie podróżować nocą. Zawsze była większa szansa, że Amelka prześpi większą część drogi, no i nie bez znaczenia była też niższa temperatura powietrza.
Nie wyobrażam sobie Amelki (i nas zresztą też) zamkniętych w samochodzie w blisko 40C upale przez kilka godzin.
No ale najważniejsze, że po kilku godzinach jazdy (choć nie bez przygód) o 2 nad ranem dotarliśmy do Sochaczewa i stęsknionej babci :)









No comments:
Post a Comment