Córka nasza, Amelia na całego dba, żebym (żebyśmy oboje z M. jeśli akurat jest w domu) była w świątecznym nastroju już od połowy listopada. Co rano od dni sama już nie wiem ilu (5?6? straciłam rachubę) przynosi mi do łóżka dvd ze świątecznymi przygodami Myszki Miki&spółki.
Jeszcze zanim zagotuję wodę na kawę i zdołam otworzyć oczy, ona (Amelia w sensie) już przeżywa jak Daisy i Minnie walczą na lodwisku o palmę zwycięstwa i do tego próbuje je naśladować.
Ja rozumiem jej najnowszą fascynację mysimi przygodami (kto jej nie przeżywał??) ale żeby aż tak na okrągło jak dzień długi i szeroki po domu niosło się We wish you a merry christmas... i to w nie najlepszym wykonaniu kaczora Donalda??
Na pocieszenie pozostaje fakt, że przynajmniej nie mamy połowy lipca i że jeszcze inni mają gorzej...
A mają :)
Np. Nicola - koleżanka z pracy w zeszłą sobotę dostała sms'a ostrzegającego, żeby nie przeżyła szoku po powrocie do domu, bo siostra, która z nią mieszka na życzenie swego 5 letniego synka ubrała choinkę i udekorowała dom świątecznymi ozdobami i ponoć więcej tego niż w całym naszym centrum handlowym...
Ja jakoś znoszę Myszkę Miki w świątecznym wydaniu ale choinki w swoim domu w listopadzie bym nie zniosła.......
Ho ho ho!
No comments:
Post a Comment